zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2002

dzisiaj rano wstaje, i co? i nic, lodowka – byl ryz, maslo, wedlina i puste pudelka po jajkach. chlebak byl pusty doslownie. druga lodowka tez pusta – stara, zepsuta juz zupa pomidorowa. bylo cholera ruszyc tylek wczoraj do sklepu, ale kto o tym myslal.. se zjadlam dzisiaj ryzu z kompotem wisniowym na sniadanie. i wisniami z tego cholernego kompotu. extra, polecam.

***

nie poznaje siebie. moja pewnosc w zadowolenie poprzez brak osoby ktorej sie kocha nagle znikla. to chyba taka pora. jesien to moja ulubiona pora roku. mozna wtedy uzalac sie nad soba ile wlezie; szukac dziury w calym, i tak nikt sie tym nie zmartwi. nawet sam bohater. ksiazki czytane sa niesamowicie depresyjne, muzyka to samobojstwo – lub masochizm w najczystrzym wykonaniu jak jest w moim wypadku. nie powinnam byla sciagac sweet noisa od anity wczoraj, to byl blad, duuzy blad..

jest. zatruwa. wiem, ze staremu uszkodzilam zdrowie. wiem, ze jak go widze gardze nim. wiem, ze jak go slysze, mam chote zwymiotowac. wiem, ze nic nie wiem, w naglej potrzebnie..

***

przebimbalam cala niedziele. cala jebana niedziele. nie bylo go dzisiaj. i tak sie spieszylam do domu. czuje sie jak rozwydrzona gowniara ktora sama nie wie czego chce w kazda strone. moze tak jest w rzeczywistosci.
ludzie , ktorych widze raz, dwa w zyciu, zawsze daja mi 18-19 lat. ale wiem; to tak te szklanki mnie postarzaja.
anita stwierdzila, ze jestem jak 17latka – mentalnie.

***

tylko kto mnie kurwa zna tak naprawde, zeby muc mnie oceniac? w ktorakolwiek strone? nikt. jebany nikt.

***

stwarzam pozory, dla jednych bezproblemowym kwiatem, dla drugich death valley.
czy z mojej winy? czy tu wogule jest wina, czy tak poprostu ma byc?

byl dziwny dzien. napewno nie byl nudny, ale tez nie byl radosny, na jaki sie zapowiadal wczesniej. wykladu nie bylo. bylismy natomiast my, + Lilka (good) i pewna Kasia (kurwa mac, po cholere ciezka ona z nami poszla!:/ gdyby nie ta kretynka pewnie innaczej by sie ulozyj dzien a tu chuj a nie spotkanie). widzalam go. wreszcie. Po prawie 10 miesiacach. wlosy mu bardzo urosly, wyladnial. Jego jasne oczy, niesamowicie jasne oczy. mam wielka slabosc do panow o ladnych, ciemnych i dlugich wlosach i jasnych oczach. Poczulam jakis skurcz, cos co mnie przeszylo jak zza autobusowego okna zobaczylam go stojacego przy kamienicy z Cyry-lem. Potem bylam juz tylko sparalizowana, jakbym zobaczyla kogos, kogo bym bardzo kochala, bala sie zrobic cos nie tak, ale widziala ta osobe calkiem niedawno. Czy to, co czulam przez prawie rok to bylo uczucie? i dlaczego przetrwalo taki szmat czasu? Jedyne co udalo mi sie zdobyc dla siebie to jego spjrzenie (takie samo, jak wtedy w kinie, tuz po seansie – ten przenikliwy, badawczy wzrok) i jego usmiech. Poprostu sie raz do mnie usmiechnal.
potem jednak sie rozstalismy, przez pryzmat ckm kasi (chryste, jak mozna byc tak malodomyslnym i slepym, a dziewczyna zacznie drugi rok) nie dalo sie nic wymyslec. a i ja chcialam okazac, ze nie jestesmy od nich zalezne. a kasia niech sie z nimi pierdoli.

***
to sie moze wydac dziwne dla osub (a sa takie? ) ktore to czytaja. tutaj Cyry-l, tu obsesja, tam menel.Cyry-l to narazie tylko jeszcze troche bolesne wspomnienie, obsesja to cos, czego jeszcze sie nie dowiedzialam, a ten ostatni to ktos, na kim mi zalezy.
***

nie chcialam isc do menela. nie wiem skad ten opur przed imprezami, pomimo ze potem jest.. przyjemnie. masa obcych, czarnych ludzi w glanach. gadalam z anita (potem biedaczka miala wyrzuty sumienia) o tym, ze rozmawiala z menelem na muj temat. domyslil sie ze prubowalam. spytalam – no i co on na to ze sie domysla? – i tak bylam wkurzona tym, ze jest tak jak jest. nie chciala mowic. po czesci z lojalnosci, po czesci wiedziala, ze spierdoli mi nastruj. i tak mialam spierdolony, ale nie namawialam. po jakiejs godzinie do mnie przychodzi i mi mowi, ciemnym, spokojnym i tym glosem pelnym zaufania: nie zna mnie. jestem jeszcze mloda i wiele rzeczy sie dla mnie zmieni.

tego jeszcze nie grali. puki nie wypalilam sama peta na przemyslenie paru spraw nie moglam sie bawic. nie ruszal mnie nawet ten ladny i milutki podles, z ktorym rozmawialam raz jeden na necie w sylwestra, jak to mielismy oboje polewke.
tak kurwa mac czasami bywa.

dzien pokaze

Brak komentarzy

wczoraj Anka mi na gg walnela cos ze ma dwie wazne sprawy. no to ja skupiam uwage – „jutro idziemy troche pred 10 rano, bo bedzie tlum ludzi” – no to spoko, mi to wisi. ja i tak pewnie kolo 7. Pytam o ta druga sprawe – „najlepsze!” – odpowada. bylam pewna ze chodzi o obsesje. ze bedzie na 100%. „masz pozdrowienia od Miska!” – rzecze uradowana. zamurowalo mnie.

co mnie obchodzi Misiek?
***

Potem dowiazduje sie, przez swoja dociekliwosc, ze jednak bedzie. Bedzie napewno. To dla mnie znaczy bardzo, bardzo duzo. moze sie wreszcie wylecze z tej malej paranoi. widzialam ostatni raz czlowieka w lutym..

obudzilam sie nieco puzniej niz zwykle. zabawne – poczucie rezygnacji z ambicji moze w tym wypadko byl niezlym wyjsciem.

obudzilam sie i lezac w ciemnosci po chwili zrozumialam, ze za oknem pada deszcz. nie byl zbyt silny. chcialam, zeby padal cala noc; a zeby noc trwala jeszcze troche. odkryta polozylam sie na plecach patrzac w sufit. uczucie szczescia musnelo sie o pragnienie zeby ktos kolomnie lezal, zeby z piatkowej nocy zrobila sie sobotnia-niedzielna, jak kiedys. osoba kolo mnie lezaca mogla pozostac niezmienna. lezalam i przyszlo mi do glowy sweet noise. nadal tego nie mam. zaraz po tym przypomnial mi sie dzien, kiedy po raz pierwszy zobaczylam ich w teleiwzji. to bylo dzien po tym jak mnie zostawil. Tuz po swoim porwocie z Lwowa, wtedy, kiedy mi udalo sie uwierzyc w nas i podniesc ze stanu, w jakim sie znajdowalam trzy tygodnie wczesniej, nazywajac siebie bezwartoscia kurwa, bez wiary w przyszlosc i ludzi. z wyrzutami sumienia, ze jestem z kims, kto mnie nie zna do dna – tak jak zawsze tego chcialam. bowiem wiedzialam, ze innaczej to sie skonczy. na pruzno.
***

nie lubie wspomnien. wydaje sie ze sie z nich otrzasnelam, a jednak bola. bardzo bola. wracaja jak bumerang, im mocniej sie je wyrzuci tym szybciej i mocniej wracaja. niekiedy uderzajac naprawde.
***

juz swita.

wrocic?

Brak komentarzy

bo w sumie dlaczego by nie? nie widzialam sie z cyry-lem od tamtej akcji. ale co to zmienia, jak powiedzial wczesniej to, co powiedzial?
wrocic? nie wrucic?
***
na pamietnej imprezie u Pajaka byl nijaki koles. koles jak koles, tam bylo sporo kolesi:) jak muj blond-rozmowca poszedl po piwo, odwrucilam sie a obok mnie na lawce siedzial koles. juz mialam sie usmiechnac i zaczac znajomosc od ‚i jak tam’ – kicz, ale co poradzic? po piwie bylam i nic ciekawszego mi nie przyszloby do glowy – a tu chyc i koles przeniusl wzrok ze mnie przed siebie. „no to fajnie” – mysle – „nie chcesz gadac ze smarkula to nie”.po czym wrucil muj znajomy blond.

i co sie okazuje? nagle do mnie strzela wczoraj na gg Pajak i krzyczy, ze Domel nie moze uwierzyc, ze nie mam 19 lat jak sadzol (ta – dobre). potem okazuje sie ze to on myslal, iz to ja nie mam ochoty na rozmowe ze smarkaczem (czyli kolesiem rok mlodszym – 18). smiesznie, tylko ze nie robi to na mnie specjalnego wrazenia.
***

pojutrze wyklad festiwalowy z palenia czarownic, a na nim mozliwie moja obsesja. wielki dzien. no a potem menel i jego 18 lat. dlaczego oni wszyscy sie tak postarzali?

szybcy sa:)

Brak komentarzy

heheh.. no, zaliczylam juz jedna awanture. zobaczymy ile ich nalicze do konca dnia.

a.. jako totalna ignorantka przeczytalam dopiero teraz Malego Ksiecia. Ksiazka dobra, natomiast nic we mnie nie wzniosla. za duzo tych wszystkich prawd zyciowych, powrzucanych tam jak do jakiegos worka, trzeba tylko wysilic sie (wysilkiem szustoklasisty) zeby je odnalesc. nie lubie jak metafory sa wyrazone w kilku zdaniach. lubie jak poswieca sie im kilkadziesiat stron, kiedy mozna znalesc wiele innych aspektow. Jak ksiazka w.whortona – Ptasiek… :> nigdy nie przebije zadnego cholernego ksiecia.

a teraz ide wytrzec wlosy, bo kapie z nich woda;)

przerazajace sa niektore mysli czlowieka o 4rtej rano. nie mowie tu tylko o singlowych nocach, kiedy w ogule robi sie rzeczy niedokonca zrozumiale np. o 16. za dnia. dawno nie siedzialam tak sobie w nocy. a imprezy? o 3ciej nad ranem jeszcze wczesnie. o 5tej to juz nie to samo, czlowiek albo wypala na balkonie ostatniego peta zeby strzasnac z siebie sen (pomimo ze i tak wiekszosc spi) albo samemu idzie spac, zapadajac w sen ktory da mu tylko chwilowy spokuj. 4rta co to innego. przynajmniej w moim wypadku.
nienawidze tej godziny. jeszcze wtedy siedzielismy tam w piatke, pod drzwiamy frontowymi, na korytarzu. nirvana (pamietam – in utero) leciala z duzego pokoju przy uchu spiacego michala (dziwne:) ). jedlismy resztki popkornu i jakis cipsow. po winie i piwach nic nie zostalo. eh.. nie wylezie to z mojej pamieci nigdy chyba. i czuje to za kazdym razem tak samo – mocno, bardzo mocno.
***
teraz jestem straszliwie glodna. wstalam o 4:30 i do 7:45 nic nie bede mogla jesc – mam badania morfologiczne, bo stara ma nadzieje, ze to oni popelnili blad, a ja jestem zdrowa. chce mi sie jesc, bardzo, a nie moge nawet kakaa sie napic. Przejmujacy, mdlacy bol.
naszczescie trwal moze 4minuty. Potem jest tylko lepiej..

heh.

ale mialam odjechany sen. banal – bylismy z klasa (…?) w parku, zdaje sie w lazienkach warszawskich (tylko dlaczego tam qrwa byly pks’y?).jeszcze nigdy we snie nikogo tak nie zbluzgalam jak tego pksa.. albo moze jego kierowce. nie pamietam.
***
dzisiaj rano, zaraz po wstaniu czyli jakas godzine temu, przyszlo mi na mysl pytanie, dlaczego ja wogule miewam doly? bo przeciez mam dla kogo zyc, mam przyjaciul, mam nawet cel w zyciu – zostac dobrym psychologiem.
wszelkie stany depresyjne zawsze chyba wiaza sie z jakims niepowodzeniem. nie jestem perfekcjonalistka, ale stary wywarl na mnie jakis stres, ktory zawsze mi wpiedala jak potrzebuje zadowolenia.
chemia? czesto czuje sie zmeczona. zmeczona sytulacja w Sanitarium, szkola. nasuwa mi sie „im so tired, and i cant sleep, im a lier and a thief” odnosnie tego i mojego stosunku do rodziny. Poczucie zmeczenia z totalbym zrezygnowaniem; z siebie, ludzi, laczy sie z poczuciem „tak, wiem, jestem suką, znowu moja wina ze stary sie wqrwil a stara ma na nowo depresje”. mysle o tym jak o czyms normalnym i dla mnie zawsze juz smiesznym. Jak tylko zdaje sobie z tego sprawe, wiem, ze jestem male gowno pozbawione zasad. mysle wtedy o tym, jakie ze mnie scierwo jest, jak bardzo zmienilam sie od roku, jak wieletrace przez swoja postawe. kiedys prubowalam sobie wyrobic odruch wymiotny. poprostu – jebanka w domu to bum i sie czuje lepiej. nie udalo sie. teraz pozostala mi tylko muzyka i trening.
i ta nienawisc. trucizna ktora najpierw niszczy a potem zabija. nie czlowieka a czlowieczenstwo w nim.

nie chce mi sie dalej o tym pisac. anglik mnie wola. drze morde, ze na dzisiaj umuwilam sie z Pajakiem nie znajac polowy materialu na jutro.

tata karaluch

1 komentarz

przez ostatni miesiac, w czasie mojej kuracji wyzywalam sie fizycznie na sobie przy papa roach. nie dosc, ze odreagowywalam wszelkie jebanki, to jeszcze stalam sie sprawniejsza.

dzisiaj, po wczorajszej akcji, wracam do sanitarium ze szkoly i co slysze?

„i think i know the truth,
your father did the same to you
did the same to you..”

z pokoju artura. czyzby braciszek dawal upust swoim emocjom? cwiczac jak ja poprzednich dni przy tej samej muzie?
dobrze go rozumiem. przypomina mi sie wiele jak slysze broken home. i nie tylko. ale cosz.. raz ja, raz on. bo olesia jest pod ochrona matki. moze to i lepiej?


  • RSS