zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2002

ta..

2 komentarzy

dobrze mi w mokrych wlosach:) moze zrobic sobie mokra wloszke?
***

nie mam na bilet, nie mam na piwo, o fajkach nie wspominajac.. nie wiem, czy mi stara da kase. mam cale 1PLN w kieszeni, a nuz sie przyda.

ide zdjesc cos, przewieje wlosy by byly mneij mokre (robie szyja mlynek we wszytskie strony;> ) i wypie$#$%^dalam stad.

nie, nie chce o tym myslec
***

cos milego?
-dzisiaj mam zajecia z tanca nowoczesnego. lubie je mimo, ze sa amatorskie. po przerwie 3 letniej od tego typu zabaw wypadlam w formy:) po szkole(+zajecia) wracam do domu o 17, chwila na zjedzenie czegos i umycie lba, po czym startuje do dolce.
ludzie mowia o psychoanalizie, o innych „rzeczach, o ktorych nie maja pojecia”. poslucham tego dzis.

o co mu chodzi? kolejna jebana jednostka plci meskiej. duzo ich.

witaj w domu, dziecko

1 komentarz

jak to jest? qrwa, jak to jest no? czy to wszyscy tutaj sa chorzy psychicznie czy to ze mna jest cos nie tak? a moze tak wlasnie powinno byc?
***

jestem w stanie rezygnacji. qrwa, dziekuje najblizszym. im dedykuje Welcome Home metallici.

ile mozna wchodzic w to samo boagno? tak, mozna przeczekac, ale ile mozna to razy przeczekiwac? chce mi sie tym wszystkim zygac. gdyby nie nauka spalabym do 20, potem uzerala sie ze stara o troche ‚wpierdalania w klawiature’ (mam kompa w kuchni – przejebane raz, nie-bezdzwieczna klawiature – przejebane dwa, i chora matke, ktora musi, ale to qrwa musi sie przypierdilic – przejabe trzy.).

jak ja widze odechciewa mi sie rozmowy z nia. juz to QRWA MAC Z KIMS KIEDYS PRZERABIALAM I DO TEJ PORY PLACE ZA TO jakimis tam.. problemami emocjonalnymi.

zreszta, moze to i lepiej. niewiele mi juz zaszkodzi.

wszystko, wszystko.

2 komentarzy

no tak, znow jestem jebana suka.
***

napijcie sie ze mna piwa, co?
do lustra glupio jakos..

zostanmy obok..

Brak komentarzy

Akcja z rana. Olka ma opory przed sweterkiem, bo w jej ulubionym zrobila sie dziura – nie chciala zalozyc tego od starej. bo wedlug niej byl niemodny i tani (bo zrobiony przez stara jeszcze ze studiow). spaczone dziecko przez napor pseudo ‚kolezanek’, kurewek, spaczone przez mode. broni sie, stara sie mocno wqrza. w koncu mowi ‚idziesz w tym’ rozkazujaco po czym zabawa sie skonczyla. olka zdejmuje sweter, matka drze morde, olka tez. troszke szarpaniny. wreszcie wypierdol z domu, bo olka jest juz spuzniona. wyobrazam sobie jej placz pelen nienawisci do swojej ukochanej mamusi. wyobrazam sobie jej naiwne wtedy przyzeczenia, ze ‚nigdy wiecej’. wyobrazam sobie jej zagubienie. kurwica mnie bierze, bo za dobrze wiem co czuje.
***
nie wiem jak jej pomuc. stara chce dla olki najlepiej, ale glownie ja niszczy. z pierdolonej milosci matczynej. moze zostawic wszystko jak jest? w koncu czy mi ktos pomugl? nie, a przeciez radze sobie calkiem niezle.
***
juz sie o sobie od starej nasluchalam. teraz juz bez znaczenia, czy na trzezwo czy na troche mniej trzezwo. scenariusz jest podobny. dwulicowa, rozwydrzona, bezczelna, egoistyczna, zepsuta
dziw(k)a or somthing. nie rusza mnie to. ale wiem, ze mieso rzucane w Olke ja boli i to bardzo.
***
nie to, zeby mnie wqrwiala matka. nie chodzi tu o dojrzewanie moje czy cos z tej bajki. chodzi o stara. o jej podejscie do nas. wiem, ze cierpi, wiem, ze ‚ma prawo do dziwacznosci’, ale na litosc boska, czemu to sie odbija na innych? potrzebuje czasu, zeby pare rzeczy przemyslec. zeby wiedziec co i jak. juz kiedys to przerabialam..
***
-

czemu ciagle chodzi mi po glowie mysl, ze sie staczam? ze jestem zepsuta gdzies tam, to wiem, ale mysli, ze sie psuje dalej, jest przykra..

czucie

1 komentarz

zastanawiam sie, czy ktos moze mi wytlumaczyc, jak to sie dzieje. na jakis moment jakbym wyszla z siebie i spojrzala na swoje ja z dystansu. wtedy nie mialabym ochoty znac takiego kogos, albo widze same niedorzeczne paranoiczne mysli odnosnie wieku, uprzedzen. az mi sie zygac chce od myslenia i uzalania sie.
***

nie no. czuje sie dobrze. pomijajac stany rezygnacji jestem szczesliwa.

ostatnio pomyslalam sobie o Michale.

czy ja kiedykolwiek naucze sie czlowieczenstwa? czlowieczej milosci?

kurwa, mam dosc byca rozwydrzonym bachorem. mam dosc jebanych hormonow, ktora ciagle tocza nieustajaca walke z przemysleniami. i jakas tam cholerna namiastka dojrzalosci. mam dosc… czemu mi kurwa nikt nie dal totalnej nieswiadomosci na cale pierdolone rzycie? czemu mysze wiedziec? wiedziec ciagle za malo, nigdy dosc.

cholera… czas mi sie zaraz skonczy.
***
dobra

noc

na otarcie lez

Brak komentarzy

budzilam sie od 4:30 co chwila. bylam trzezwa swinia, moglabym wstac i od razu zaczac dzien. ale muj dzien planowo zaczyna sie o 6stej – i gdy wtedy mialam wstac, bylo to bardziej bolesne..

pocieszajaca perspektywa jest taka, ze przedemna jeszcze tylko 4ry dni robocze. piatek mamy wolny – swieta.
przebrnac to tylko..

nie widze sie

Brak komentarzy

wrucilam z imprezy po 13. wracalam 2h 10 min. z jebanego milanowka.

sceptycznie podchodzilam do tej imprezy. w sumie nikogo nie znalam, pomijajac kolege artura – artura, i chlopakow Bartka i Marka, ktortych znam od zawsze bo to synowie znajomych moich starych, ale nigdy z nimi ‚normalnie’ nie rozmawialam. trudno sie dziwic zreszta. na miejscu okazalo sie ze bedzie jeszcze Ulka z beskidu. urocze, nie? bylam wczesniej i w miare zintegrowalam sie z pierwszymi osobami. nie bylo zle. moglam byc w sytulacji tej dziewczyny, ktora znala tylko Marte, i w ciagu calej nocy wypowiedziala moze pięc zdan. zabawnie bylo jak wypalalismy ostatniego fajka. zabawa polegala na tym, zeby nie stracic popiolu, ta osoba ktorej to sie uda zapieprza na stacje benzynowa po fajki. podajac Markowi fajka oczywiscie udalo sie stracic juz ladna kolumienke. w koncu po zebraniu odpowiedniej ilosci kasy idziemy w zimnie (aczkolwiek nie bylo tak zle..) przez male uliczki o 2giej czy 3ciej w nocy. od ostatniej stacji kolei w milanowku mielismy ze trzy opcje i nie wiadomo, w ktora isc strone. poszlismy ‚w gore’, gdzie nie znalezlismy stacji, ale za to byl sklep calodobowy.. jak wrucilam impreza dla mnie sie zakonczyla. to nie bylo juz to samo. muj ulubiony rozmowca poszedl spac, inni tez, a z reszta sie srednio zintegrowalam. teraz juz tylko siedzielismy z markiem i arturem w kuchni, gdzie potem dolaczyla sie do nas ula, i pilismy (loool..) Mad Dog’a. oczywiscie, mi nic nie bylo :>
spalam gdzie siedzialam, czyli w kuchni na brudnej od blota z glanow podlodze. mialam wyjatkowe szczescie, bo z mojego ekwipunku (spiwor + koc) udalo mi sie wydobyc z pokoju koc. to duzo, bo stracilam nadzieje na cokolwiek. zapomnialam wziasc wczesniej, a tam juz spali, i to w duzej ilosci.. najpierw spalam na kocu (+muj sweter pod tuluw bo nie bylo karimat i sweter artura(mojego) pod glowe – ten sie w ostatecznosci schlal tym wsciekaczem i usnol na siedzaca w kuchni opierajac sie o kaloryfer). obok mnie spala ulka. potem mnie zbudzili.. i w drodze ewolucji stracilam swoj koc. coprawda odzyskalam w zamian spiwor, ale koc byl lepszy..
sprzatanko, gadu-gadu, nawet zabawnie rano bylo. artur&artur szybko zajeli sie kolejnymi piwami, ktore zostaly. pozegnania i takie duperele.
***
w sumie nic ciekawego. taka impreza.. przyznam szczerze, ze bardzo podobalo mi sie to tutaj, ze nie bylo zygania. i marihuany, albo ja o tym nic nie wiem.

twoje zdrowie..

Brak komentarzy

wymyslec kogos, by jechac z nim na kupno jakiejs jebanej bluzki z godziny na godzine to cholera, niemozliwe jest. w koncu pojedzie ze mna Anka. dzisiaj zobacze menela. czuje przyjemne podexcytowanie:)
coraz lepiej sie dogaduje z klasa. tchnieto we mnie zycie pomimo wszystkiego. to dobrze. to dobrze, ze ucze sie zyc z ludzmi. to dobrze, ze mam w zyciu przyjaciul. to dobrze..

szkoda tylko, ze nie moge ze soba wziasc menela na ta impreze. zapowiada sie dziwna impreza. znam (czyt. widzialam juz kiedys) moze 5 osub, no i Krzyhu, ktory jest moim sasiadem. „zanim umkniesz mi..”

teraz graja elektryczne gitary. nie, nie zespul Elektryczne Gitary, poptrostu o.n.a. skonczylo wokal w „kiedy powiem sobie dosc…”.

loool…

Brak komentarzy

niedawno wrucilam z koncertu. zdazylam przeanalizowac pare jednostek. zabawne:) jedna dominujaca dziewczyna, jeden ulegly, ale za to bardzo przystojny facet. ciemne krecone wlosy, jasne oczy, wrazliwiec. ona go ze soba wszedzie ciaga, ale mysli o innym. on pierw jej szukal, potem wszedzie za nia chodzil. urocze, prawda? pierw mialam sie nim zajac, ale widac skreslil mnie z miejsca na zasadzie wieku. jego komentarz przy piwie odnosnie mojej akcji ostatniej ‚do tego sie dochodzi z wiekiem’ swiadczy samo o sobie. szkoda w sumie, bo wydawalo sie ze mnie „polubil”. no, dostal odemnie skrawek rzemyka na pamiatke. schowal do portwela:) potem kiedys, robiac w nim porzadki, przypomni sobie taką jedną.. małolate. ktora, qrwa mac, nie wyglada na malolate. a mialam ochote na tego pana.. spotkalam na koncercie ludzi z gór, tj towarzystwo Krzyha (brat Anki). milusie:)

nie wiem dlaczego tak zalezy mi ostatnio na kims. to napewno hormony, bo nie jesienny klimat. jak hormony, to co do cholery ma je zatrzymac? ilez mozna sie z tym bawic w kotka i myszkę?

Ale jeb. ale taki jeb, ze szkoda gadac. wruciwszy do domu nalałam sobie cocacoli. była 00:20, czyli od 20 min muj brat ma 20 lat. podeszłam do niego gdy stał w duzym pokoju prasujac ojcu koszule, rzeklam „twoje zdrowie” i zlozylam mu zyczenia. uscisk typowo rodzeństowy. nie wiem czemu nasuwa mi sie caly czas ‚zygac mi sie chce’. ciagle nie umiem zapomniec. Wiedzialam, ze robi impreze, gdzies, w sobote. wiedzialam, ze mnie nie zaprosi. a tu jeb. pyta mnie, jakbysmy sie spotkali pod metro centrum w biegu – ‚wpadlabys?’.
no, pozyjemy, zobaczymy. zapowiada sie niezla rozpierducha weekendu. moze uda mi sie wziasc ze soba menela?


  • RSS