zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2002

ostatnio mialam duzo nauki. ostatnio odzylam. niesamowite,
takie przyziemne sprawy moga tak doskonale odwrucic uwage. to chyba dobrze? chyba tak. duzo nauki ale wreszcie oto mamy weekend. co sie okazalo? okazalo sie ze nie ide jednak na HEY’a. nie mamy kasy na to. szkoda w sumie, bo byla szansa na widzenie sie z obsesja. tzn jest opcja ze by poszedl, ale jak ja nie ide to logicznie rzecz biorac, fakt ten traci na znaczeniu.
***
postanowilam isc na dyskoteke szkolna dzisiaj, tzn wyciagnela mnie znajoma, ktora niewiele znam. stwierdzilam, ze czemu mialabym nie zobaczyc jak sie bawi moja szkola? obserwuje to ‚spoleczenstwo’ trzeci rok i widze jak sie zmienia, czas na zbadanie go w innych warunkach:) wypilysmy po piwie przed sama impreza, tzn ja oddalam jej jakies 1/4 bo nie moglam dopic. raz ze czekaly na mnie a tego nie lubie a dwa, nie lubie pic jednego piwa w ciagu 10 min. kazala mi jedno schowac, a mianowicie wareczke strong, i byl problem, bo nie moglam wniesc tego w plecaku. no to co? klade pod krzakiem, niech robi za pusta puszke. juz w srodku dowiedzialam sie, ze bylo to jej trzecie piwo wiec.. fajnie bylo. w srodku tez pojawila sie poprzeczka – ruda miala czarne buty a trzeba miec jasne. wkurzyla sie, zaczela szukac jakis innych w klasowej szatni, byleby byly na jasnej podeszfie – nie bylo. byly trampki. zalozyla je i zaczela doslownie ryczec. na gorze piwo zadzialalo pelna para. smiala sie, plakala, zaczela sie zataczac. musialam uwazac, zeby nikt sie do nas nie przyczepil, a ona chodzila po szkole i sie smiala, plakala, zataczala.. stwierdzilam ze pierdole to i ide. spytalam o warke, powiedziala mi zebym wziela. powiedzialam nara, chwile lamentowania ze ‚co, juz?’ i wyszlam (wczesniej jednak musialam wykonac kilka procedur jak pujscie po opiekunke, pujscia z nia do szatni, wziecie dzienniczka ze zezwoleniem o wyjscie, podanie telefonu, wysluchanie opierdolu, dzownienie po starego wziecie ubran, ubranie sie). dziewczyna ma nadmiar kasy. ma wielu ‚przyjaciul’, ktorzy nie sa jej przyjaciulmi. wkurzyla mnie tym najebaniem sie. zepsula mi nastruj i narazila mnie. siebie zreszta rez.
***
na dyskotece wszyscy sie lubia, wszyscy sie znaja.. normanie na codzien osoby z mocnymi charakterami mowia ‚czesc’ co drugiej osobie, natomiast osoba mniej smiala, czesto z jakimis tam uprzedzeniami, nie mowi co drugiej osobie ‚czesc’ poniewaz boi sie zignorowania. ja niewiele znam osub w szkole. po czesci dlatego, ze mam taki a nie inny charakter, a po czesci dlatego, ze nie ‚pielengnuje’ chwilowych znajomosci. moze tez boje sie odrzucenia w jakis sposub? moze. mam kilka znajomych ktorym mowie czesc, innym mowie czesc tylko czasami, a jeszcze innym wcale. cos w tym jest.
nie wiem czy chce zmieniac stan rzeczy. moze popracowac nad soba? ostatnio bardzo ciagnie mnie by zyskac wiecej znajomosci. nie mowie o szkole, ogulnie. nie wiem skad to sie bierze, moze weszlam w kolejny, nie chronologicznie, etap dojrzewania?
***
czesto mam wrazenie ze etapy dorastania sa u mnie w dziwny sposub nie dobrane. pierw skupiam sie na rozmyslaniach i pelnej analiznie, potem chce to zmieniac, potem wygladem zachowania przypominam 14-13 latke.. wczesniej tego nie doswiadczajac.
dziwne dzieje nastaja:)

25.11.2002r 22:18

czuje sie jalowo. tak.. od dawna znam to uczucie. cos wyssalo ze mnie zycie, nie po raz pierwszy, i napewni nie po raz ostatni w zyciu. coz.. slusznie powiedzial (nawet nie pamietam jak sie nazywa) ‚czasami bycie mlodym jest mniej smieszne niz bycie trupem’. nie lubie bajek o hormonach i innych takich sciemach. nie no, to nie sa sciemy, ale fakt faktem ze to tak oddzialuje.. niesamowite, zwykla zafajdana chemia.
ostatnie doswiadczenie czegos mnie pozbawilo. jakby pominac fakt, ze pozwolilo mi spojrzec na pare spraw z nieco innej perspektywy. no wlasnie – dodalo mi tylko swiadomosci, ktora jest bezwzgledna. co z tego ze wiem, jak sprawa wyglada? to mi nic nie daje.
zrozumialam na pewno, ze zylam marzeniami. obludnymi, nirealnymi, fanatycznymi niemal marzeniami. wynikajacymi z mojego gowniarstwa. nie, nie obrzucam siebie blotem, nie uzalam sie – takie sa fakty i ja je rozumiem, mam dopiero 15 lat. ostatnie doswiadczenia rozpieprzyly mi hierarhie wartosci. moze innaczej: rozpieprzyly mi marznia. to smutne, bo co to za czlowiek bez marzen? jakie ja je mam teraz? zadne.
mam ochote powiedziec sobie ‚pierdole to’, bo tak chyba w istocie jest. nie wiem; nie zyje z piatku do piatku, nie zyje od piatkowego piwa do piatkowego piwa, nie zyje od ksiazki do ksiazki, ani od wieczora do wieczoru. cos sie spierdolilo.
staram sie, zarywam noce. i chuj, nic nie wychodzi. od tego tez mnie przestaly rajcowac ambicje. chryste, jaka ja jestem slaba..
zastanawiam sie teraz co z tym zrobic. czekolady zjesc nie moge bo niedawno jadlam. pozatym po nocnych seansach naukowych zaniedbalam sie w diecie i cwiczeniach.
zygac mi sie chce.
***
ciekawe, co zrobi Michal. napewno odbije pileczke. tylko ciekawe, z jakim efektem.

25.11.2002r 22:18

czuje sie jalowo. tak.. od dawna znam to uczucie. cos wyssalo ze mnie zycie, nie po raz pierwszy, i napewni nie po raz ostatni w zyciu. coz.. slusznie powiedzial (nawet nie pamietam jak sie nazywa) ‚czasami bycie mlodym jest mniej smieszne niz bycie trupem’. nie lubie bajek o hormonach i innych takich sciemach. nie no, to nie sa sciemy, ale fakt faktem ze to tak oddzialuje.. niesamowite, zwykla zafajdana chemia.
ostatnie doswiadczenie czegos mnie pozbawilo. jakby pominac fakt, ze pozwolilo mi spojrzec na pare spraw z nieco innej perspektywy. no wlasnie – dodalo mi tylko swiadomosci, ktora jest bezwzgledna. co z tego ze wiem, jak sprawa wyglada? to mi nic nie daje.
zrozumialam na pewno, ze zylam marzeniami. obludnymi, nirealnymi, fanatycznymi niemal marzeniami. wynikajacymi z mojego gowniarstwa. nie, nie obrzucam siebie blotem, nie uzalam sie – takie sa fakty i ja je rozumiem, mam dopiero 15 lat. ostatnie doswiadczenia rozpieprzyly mi hierarhie wartosci. moze innaczej: rozpieprzyly mi marznia. to smutne, bo co to za czlowiek bez marzen? jakie ja je mam teraz? zadne.
mam ochote powiedziec sobie ‚pierdole to’, bo tak chyba w istocie jest. nie wiem; nie zyje z piatku do piatku, nie zyje od piatkowego piwa do piatkowego piwa, nie zyje od ksiazki do ksiazki, ani od wieczora do wieczoru. cos sie spierdolilo.
staram sie, zarywam noce. i chuj, nic nie wychodzi. od tego tez mnie przestaly rajcowac ambicje. chryste, jaka ja jestem slaba..
zastanawiam sie teraz co z tym zrobic. czekolady zjesc nie moge bo niedawno jadlam. pozatym po nocnych seansach naukowych zaniedbalam sie w diecie i cwiczeniach.
zygac mi sie chce.
***
ciekawe, co zrobi Michal. napewno odbije pileczke. tylko ciekawe, z jakim efektem.

sen, duzo czadu.

1 komentarz

zaczyna sie film. bede pisala w czasie przerw na reklamy:)
no, to pierwsza reklama. ogladam wlasnie na tvn siedem film ‚wiecej czadu’, ktorego nie moglam obejrzec poprzednim razem we wzgledow starego. no; niewazne. dlugo nie pisalam poniewaz wziely gore nademna ambicje i zachcialo mi sie zajac ktores miejsce w jednym konkursie literackim. nic specjalnego – ale mialabym za to punkty. tym bardziej ze juz jakotakie przygotowanie mialam. uczylam sie od wtorkowego wieczoru, przez cala noc, potem nie poszlam do szkoly, spalam 4h, uczylam sie do wieczora, spalam 1h, potem uczylam sie cala noc, potem spalam 3h, poszlam(to byl czwartek) do szkoly na powtorzenie z histori na piatkowa klasowke(zalezalo mi na tym), na ktorej to lekcji babka mnie zapytala (umialam wczesniejsze tematy na klasowke, a nie mialam sily w nocy uczyc sie do ostatnich tematow) – dostalam 3+. wkurwilam sie, bo zamiast tego mialam 6 i 5, a chcialabym miec 5 na koniec. i chuj. w piatek klasowka z histori poszla mi srednio, a konkurs… zdobylam 20/55 pt.. kurwica mnie wziela, bylam wykonczona. potem tylko dolce i sen…

mamy sobote. spalam do 8:00.. oj, koniec reklamy.
klejna reklamana. no, wlasnie. spalam do 8:00, poszlam do szkoly na jebana chemie na 8:30 a w domu bylam na 10. doczekalam 20 min i poszlam spac. kiedys musialam odespac te dwie zarwane noce, prawda?
no, spalam dosc dlugo i mialam niezly sen. naprawde niezly. to byl najprawdopodobniej sylwester. nie urzadzalam go ja ani nikt z moich znajomych, a bylam w mieszkaniu wygladajacym jak moje. wszystko bylo takie samo; mieszkanie, wydok na osiedle z okna.. pamietam od momentu jak weszlam na balkon. to bylo nad ranem, bylo cieplo (w qrwa sylwestra!?), w domu panowal mrok a na zewnatrz polmrok. widzialam dzieci bawiace sie na naszym srodblokowiskowym trawniku. w cos graly. w ogrodku ktos urzadzal grilla. jakas mila rodzinka. wiem, ze bylam szczupla. mialam na sobie dzinsy, szary, wydawaloby sie przykurzony shirt bez rekawkow. na podlodze balkonu spal on. spojrzalam na niego, podniusl powieki. zaczelismy rozmawiac, przekomarzac sie, zartowac. wreszcie zaczelismy flirtowac i mowic sobie odwazne slowa. nagle powiedzial mi, ze zostawi dla mnie tamta. wiedzialam, ze tak bedzie. dla mnie jako dziewczyny w snie innaczej byc nie moglo, on musial byc muj. zagralam; bylam kobieca i mialam na celu sprawic, by to powiedzial. w koncu sie nachylilam nad pullezacym chlopakiem i go pocalowalam; albo on pocalowal mnie. niewinne zetkniecie sie warg. ktos wszedl. czulam, ze nic nie stracilam, bo osiagnelam co osiagnac chcialam. ktos przyszedl i zaczelismy.. nawalac sie poduszkami. na balkonie. musialam odreagowac zwyciestwo. potem gdzies mnie zaprosil. ubralam kurtke i powiedzialam, ze niestety nie moge, bo umuwilam sie z anita. wyszlam. szlam do siebie od drugiej strony osiedla, byl mrozny ranek. szlam kolo jakiegos faceta, bylam wkurzona. ktos z tylu zapytal go: skad ta laska? nie odwracajac sie pokazalam mu ‚fuck u’, potem gdy bylam sama zobaczylam, ze mnie sledza – bieglam, wreszcie pod klatka dzwonie do domofonu muwiac co chwila ‚kurwa’, bo domofon sie zacina, zacinaja sie drzwi.. dalej nie pamietam.
***
to bylo mocne. obejrzalam dzisiaj film, bardzo na niego liczylam. ‚wiecej czadu’ – dopisze go do mojej skromnej listy fimow ulubionych. nie jest naiwny jak wiekszosc filmow o amerykanskiej mlodzierzy. to dotarlo do mnie.
wypozycze go albo jakos sprubuje zdobyc na stale. musze go miec, obejrzec w samotnosci, przeanalizowac. o czym? o tym coc czuje kazdy mlody czlowiek. i tam taki jeden koles sprubowal to wyrazic. pierw redukowal brak kontaktu z nowym srodowiskiem, potem byl tylko karuzela.
to bylo naprawce cos. czuje, ze mam natchnienie. moze cos mi sie uda namalowac dzisiaj..

„czuc sie przelwalona w przewalonym czasie i przewalonym miejscu nie oznacza, ze jestes przewalona”

„zycie mlodym jest czasami mniej zabawne niz bycie trupem”

cholera

Brak komentarzy

to pojebane zeby kazac isc do szkoly w sobote na piedolona chemie trwajaca 45 min.. zrobili mi dwugodzinna przerwe w spaniu zasrancy

heh

Brak komentarzy

zreszta, co moze miec teraz sens? tylko takie uklady.. ale okolicznosci nie sprzyjaja. znowu jestem usprawiedliwiona, ze to nie z mojej winy. to pewien komfort, tylko co z reszta?

coz

Brak komentarzy

ja juz zamknelam ten rozdzial. albo raczej ksiazke..
***
ksiazke, bo ostatni rodzial uswiadomil mi wiele rzeczy z ostatniego czasu. tak, dome-l byl mi potrzebny do zrozumienia o co mi chodzi oraz czego szukalam. bo w sumie spedzilam na rozmyslaniach o ‚fenomenie’ Hani dosc dlugo. zreszta jeszcze nim poznalam domela zaczelam orientowac sie na czym te klocki stoja. i o co w tym wszystkim biega. kolega moze byc z siebie dumny.
rodzial?
to bez sensu. wiedzialam, ze to bez sensu, ale sprawialo mi to jakas przyjemnosc. pewien rodzaj zabawy, pozatym bylam nim zajeta. to przyjemne uczucie o kims myslec, o kims marzyc. oczywiscie wiedzialam jak jest, i do czasu nie przeszkadzalo mi to. ale przestalo mi to sprawiac przyjemnosc. to znaczy wartosc gry i niebezpieczenstwo, na jakie sie narazam grajac w nia jest wieksza, niz sama przyjemnosc. szczerze mowiac boje sie, ze moglabym sie z nim zakochac. doszlam do intensywnosci uczucia do Cyryla, a tu juz sie robi niebezpiecznie. nie chcialabym tego. bowiem nigdy nie bedzie muj. pozatym, ja nigdy nie bede jego, niezaleznie od tego czy ma dziewczyne czy nie. nie wytrzymalby ze mna. nie jest ‚wyrozumialy’ do mnie nawet teraz. bylo minelo. zdarza sie. jeszcze nie jeden facet, a ja nie zakochuje sie szybko, na moje szczescie. moge rzec ze moje serce moim sluga, bo wiedzialo, ze nie nalezy sie pakowac:) mimo jego slow, mimo jego gestow. kwestia zaufania. nie zaufalam mu w tej kwestii. i wykurwiscie dobrze.

ten uklad przestal mi odpowiadac. mentalnie ksiazka zostala odlozona na regal. wish me luck..

o.n.a.

Brak komentarzy

jestes zwyklym dupkiem, w czarnym BMV
jestes zwyklym dupkiem,
pelno takich tu
nigdy nie zrozumiesz
co to znaczy zyc, nigdy nie zrozumiesz..

o czym mysle?

1 komentarz

o tym, ze niebawem sylwester. moze zobacze obsesje?
o tym, ze mam przed soba niewykorzystana sytuacje
o tym, ze rozpiera mnie fala goraca
o tym, ze chce kochac, ale nie mam kogo
o tym, ze powinnam pracowac
o tym, ze nie umiem rozmawiac z malymi dziecmi. szczegulnie tymi rozwydrzonymi.
o tym, ze to dopiero za kwadrans pierwsza w nocy..

tak. w poprzednia noc, gdy namalowalam drzewo, utknelam w miejscu. dzisiaj rano jeszcze poprawialam wyglad trzewa kilkukrotnie, zeby mialo bardziej realistyczny pomysl. teraz wiem, ze to bedzie las. tak.. muj las. a w nim kobieta. naga sylwetka efemerycznej kobiety. to bedzie trudne, ale przynamniej mam wene tworcza. wreszcie:) wiem tez, co zrobie Pajakowi na 18ste urodziny. obchodzil je dawno, ale nie mialam zabardzo wtedy pomyslow i kasy na cokolwiek. teraz juz wiem. zreszta, sam mi ten pomysl dzisiaj podsunal:) nie powiem co, ale mam nadzieje, kiedys pokaze.
***
„..o, cały Ty, to na Twoj widok totalnie mnie mdli..” – nie wiem skad we mnie tyle antymęskich uczuc. ostatnio nie mam do nich szczescia. do facetow rzecz jasna. no bo nie mam.. wszystko sie sra. jak znajduje kogos, komu moglabym poswiecic wiecej niz tylko chwile uwagi, okazuje sie, ze to zly wybor. no coz..

pierdole to narazie. „zyj szybko umieraj mlodo”.. jak powiedziala Lil.


  • RSS