zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2002

No to mamy wigilje. fajnie nie? tez sie ciesze. juz dostalam spodnie (szukalam skubanych pol warszawy.. nie latwo znalesc TERAZ czarnych dziwnsow rozszerzanych u dolu, bez streczu, bez wytarcia, bez innych gowien… wreszcie dorwalam jakies w jakims sklepie galerii centrum, troszke drogie, ale mysle, ze sie opacalo..
mamy wigilie, a za 2h wstaje i krece krem na ciasto. moj kuzyn ma chrzest w drugi dzien swiat i musimy mu zrobic tort. bleh..
moj kochany braciszek natchnol mnie na idealny prezent dla niego, jego ciaglymi nocami ktore spedza pozadomem. Durex, zapachowe. ostatnia paczka w sklepie, mialam szczescie!

nie wiem po co to pisze.
jest troche pozno.
to nasza trzecia wigilia, jak sie znamy, wiesz? zabawne…
czasami mam in my mind’s eyes Twoje slowa, ktore pisales do mnie. kiedys przyjmowalam je troche ‚na sucho’, teraz brzmia one jakby podsumowanie tego o czym mysle ja – niekiedy mottem zyciowym. dobre nie? mozesz byc z siebie dumny. ja jestem (z Ciebie oczywiscie;) )

swieta to swieta. nie przejmuj sie, zawsze jest duzo krzyku przy nich i to przechodzi. potem juz nawet nie ma pozorow. po co byc hipokryta jak mozna nim nie byc? no wlasnie.. (nie warto zadawac sobie pytania po co nie byc hipokryta jak mozna nim byc – naprawde nie warto). ja je poprostu olałam. olałam tez rodzine i wszelkie oczekiwania moje w stosunku do niej – cos na wzor ‚zyczen’.

troche mnie to martwi. nie powinenes pic z powodu swiat, sa lepsze okazje.. (ta, i kto to mowi) to tylko swieta, trzy dni, jak zreszta juz mowilam. no i podstawa – mój duch zawsze i wszedzie za Tobą jak cień:)

wiem, ze to szalenstwo, ale rozwaz sprawe sylwestra. bo w sumie dlaczego nie? na przeszkodzie stoja w zasadzie tylko pieniadze (no i ‚atmosfera’, ale to juz zalezy od nas..). wieczorem Cie zgarniam z dworca, ludzie artura powinni Ci sie spodobac;) rano zawoże zspowrotem na dworzec..tak sobie kombinowalam. pewnie oprucz tak prostego planu jest mnusto problemow, ktorych teraz nie widze (jest 4rta nad ranem..)

Dobra, ide spac. zaskakujesz mnie ostatnio. napisze dzisiaj wieczorem smsa, na pociesze:*
trzymaj sie mocno

doprawdy, nie sadzilam, ze to bedzie dla mnie takie wazne. nie, moze innaczej; ze to tak mocno we mnie zapadnie. w zasadzie moglam sie tego spodziewac.
niesamowite. mija zaraz tydzien. o tej godzinie pewnie juz mu siedzialam na kolanach. ciekawe, czy spodziewal sie, co sie zdarzy za godzine? tak.. pamietam to. zegarek byl na scianie, naprzeciw niego, ja bylam don tylem – odchylalam co chwila glowe w tyl, cieszac sie, ze to dopiero 00.. dopiero 00:10.. dopiero 01:10..
ciekawe, jak to o mnie swiadczy. wole nie wiedziec. wg moralnych zasad powinnam wyspowiadac sie dwa razy, gorliwie zalowac i narzucic sobie jakis celibat. a ja ni kij, ani troche nie zaluje.
dzisiaj przy sprzataniu powiedzialam; wiem co zrobie. zakoncze ta cala impreze i wszyscy beda zajebiscie szczesliwi. mowil mi ‚walcz o swoje’ – smieszne. nie wiem co bardziej nie chce; krzywdzic tej jego panienki czy dac mu satysfakcje, ze o niego zabiegam. bo nie zabiegam o niego. jego to nawet zrazilo.. prosze prosze.
wiem, ze nie chce wiecej byc nawet na chwile ta druga. u teddiego stalo sie co sie stalo poniewaz tego chcialam. wiecej dziekuje. za nastepnym razem to nie bedzie juz to samo, nawet jesli on wypije. zreszta, pewnie tylko tak mowil.
dam se z nim rade. to tylko facet. cholera, boje sie ze wdeplam conajmniej tak jak w przypadku tego cholernego Cyryla. jakos sie z tego wykaraskam, musze.
kurwica mnie bierze na mysl, ze to wszystko przez faceta.
***

znow zyje pozorami. nie wiem przed kim i dlaczego, ale to czuje.
***

wypilam tylko jedno piwo. no i byla ze mna Al, czyli formalnie nie pilam do lustra.

ostatnio czytam „czula jest noc” takiego jednego, co napisal „wielkiego gat’bego”.

W nocy, w dwie godziny po tym co sie wydarzylo u Teddiego (nawet nie wiem jak to sprecyzowac), przeczytalam pierwsze powazniejsze poczynania mlodziutkiej Rosemary w stosunku do Dicka, zonatego i kochajacego swoja zone, piekna i na wskros wspaniala Nicole. Ktoremu sie coraz to mocniej podoba.
cos mi to przypomina.
ciekawe, co to takiego?

zastanawiam sie jaki bedzie final.

to bylo jakis czas temu. teraz wiem, ze ja kocha. no poprostu doszlam do tego. ale numer, nie? tylko przyklaskac takim bajkom.

Brak komentarzy

postanowienie poprawy juz bylo

zal za grzechy nadejdzie niebawem

wstawiam ostatniego reddsa do lodowki. jutro szkola, nie moge przesadzac.

dwie noce

Brak komentarzy

czy cos sie zmienilo? jeszcze nie wiem. miedzy mna a Nim chyba nie bardzo wiele. nie lubie slowa ‚kiedys’. Michal tez je czesto uzywal, darmo.
przynajmniej wiem ze bardzo nie gryzl sie ze sumieniem. „pierwsze godziny” mogly byc dla niego trudne, ale potem „wyrzucil sumienie do smietnika”, nie wiem na ile to prawda, ale raczej prawda. czuje sie nieco winna za to co sie stalo, w sumie nie wiem ktore z nas bardziej zawinilo. moze zadne? nie wiem.
„tak naprawde wazna jest tylko chwila,
ta chwila mila czasem to blad”..
najzwyczajniej martwilam sie o nigo. moze niepotrzebnie. powiedzial mi, ze nie umie bronic sie przed podobajacymi mu sie dziewczynami, zwalajac moze bezwiednie odpowiedzialnosc na mnie. mam nadzieje, ze tylko bezwiednie.
mysle teraz (jest 7:00) ze to sie z mojej strony nie powtorzy, nawet jak wypije (wtedy nie bylam pijana tylko wstawiona) albo jak wypije on. coz, nie bede robic za druga, ten jeden raz mial dla mnie wyjatkowy wyraz.
***
z drugiej trony fajnie, ze bardzo nie ‚cierpial’. ja w sumie nie cierpialam wcale. zreszta, po czym tu cierpiec?
***
to dobrze.
***

zastanowilam sie jak bede go wspominac. to dla mnie duzo znaczy. jak on bedzie wspominal mnie?
Cyry-la wspominam teraz bardzo milo. wtedy dopiero mialam jazdy.. te wyrzuty sumienia, te rozne mysli, ciezkie do strawienia. ale mimo to usmiecham sie do siebie samej i niego w przeszlosc. o to chodzilo. to tez dobrze.

teddy.

1 komentarz

troche zaniedbalam to wszystko. nie pisalam bo nie bardzo mialam o czym. lalabym wode i tyle. np. wczoraj moglam napisac jak szykowalam sie na impreze. i co, wyszlaby z tego cala notka.
jak sie szykowalam? normalnie. mialam jakas radosc na mysl, ze bedzie jakas impreza, bo dawno na zadnej nie bylam. no. bylam podekscytowana niewiadomo czym, chyba samym faktem imprezy. bowiem wiedzialam, ze ‚nic sie nie wydarzy’. teraz jak pomysle o tym, to moze i by sie wydarzylo, tylko w innym kierunku. dobra no, grunt, ze nie podejrzewalam nawet, ze tak bedzie.
Stara zgodzila sie pierwszy raz bym zostala na noc. tzn wczesniej byly imprezy u anki, i z arutrem, ale to wiadomo, prawie jak rodzina. 19:42, dzwonek do domofonu. biore kostke z niezbednymi akcesoriami i gitare. wczesniej jeszcze wypuscilam kota, wchodzimy na z parteru (kot) na gore to Teddiego, witamy sie. „nie jest zle” – mysle sobie. moze byc calkiem fajnie. w miedzy czasie dowiaduje sie, ze dome-l mial wpasc do mnie na chwilke, bo odwozil chlopakow na goclaw. chlopcy zaczelo robic se jaja i puszczac sygnaly dome-lowi, ale tenm twardo sie nie odzywal. heheh, bylo zabawnie:) zrobilam Pajakowi i Wojtkowi test psychologiczny, ktory wczesniej zrobil mi Dome-l.
stoimy na balkonie i jaramy szlugi, gdy dzwoni dome-l. zadzownil do Pajaka, nie wiem na czym polegala ich rozmowa, ale wyszlo na to, ze dome-l przyjedzie. zdziw, bo nie bylo go w planach a ja tez praktycznie przestalam myslec, ze a noz sie z nim zobacze. w koncu przyjechal, calkiem szybko. trutu-tutu, troszke zesmy pogadali jezeli mozna to cos nazwac rozmowa. teddy poprosil go by pojechal po vodke, bo sie skonczyla. no to co – jade z nim. padlo na geanta, bo najtanszy. nie ma co sie nad tym rozdzowic bardzo, wzielismy ta wodke, reddsow nie bylo. a smiesznie, bo mnie koles pod reke wziol i zesmy tak kursowali w tą i spowrotem w poszukiwaniu piwka dla mnie.. z tym piwem to tez byly niezle jaja. nigdy nie pilam w takich ilosci reddsa. ale w zyciu. zawsze sie znalazlo jakies inne piwko, jakas tatra czy warka. o, warke to ja mialam w plecaku. ale nie mialam na nia ochoty. redds byl niczym orezada, dla mnie cos w stylu alkoholowej-cocacoli. no, ale wracajac reddsow nie bylo, no to skierowalismy sie do wyjscia (po drodze wziol jeszcze dwie czekoladki). na stacji benzynowej reddsy byly ale pakowane po 4sztuki. mialam 10 zeta, domel dorzucil trzy i uala. Potem dowiem sie, ze od 20:30 do 1:30 wypilam 4ry reddsy. przy czym na samy poczatku wypilam reddsa z vodka i potem, zakladajac sie z domelem ze wypije kieliszek vodki duszkiem, wypilam drugi.. wiem o co sie JA zalozylam. MY zalozylismy sie o przekonanie, JA, ze dzisiaj zasmakuje jego ust. oczywiscie nie mowilam mu o tym. sama ta mysl byla tak daleka, tak ulotna i nierealna, ze nawet jak juz chlaplam ten kieliszek nie myslalam o moim osobistym zakladzie. bylam przekonana, ze do niczego nie dojdzie. nie myslalam o tym. to byla jedna mysl w ciagu ulamka sekundy.. wlsnie sobie to uswiadomilam. wracajac do piw to hm.. kosztowna imprezka.
wrocilismy i wszystko dzialo sie szybko. bardzo fajni ludzie. naprawde. Teddy zszedl wyjatkowo szybko, ale sadzac po ilosci wypitego przez niego trunku to ja zszedlabym trzy razy szybciej i trzy razy mocniej:) dzialo sie wiele roznych smiesznych rzeczy. BOZE.. beda zdjecia. od chuja zdjec. i to jakich.. ja pierdziele, jak sobie przypomne.. a pamietam wszystko, to.. coz, alkohol zrobil swoje. zdjecia mowia same za siebie, wniosek taki, ze nie musze pisac..
jako ze trzymalam sie z Domelem w zasadzie (a dodam, ze czas plynol wyjatkowo powoli.. ). tym sposobem trafilam z nim do pokoju (nie wiem czyjego, grunt, ze to byl pokuj..) gdzie bylo sporo osub i sporo smiechu. sebek, wojtek, w oddali Pajak, na nich (…:D ) lezal teddy, na przeciw siedzialy dziewczynki. po jakims czasie sie towarzystwo rozeszlo i zostalam z Domelem sama (prawie, niedaleko nas spal, tzn mialam szczera nadzieje, ze spal, Pajak.. ale on tylko improwizowal). zostalam z nim sam na sam no i jakos tak wszystko sie potoczylo. mi chamulce puscily, on niby nie pil ale klimat zrobil swoje. stalo sie. nie nie, ja nadal jestem dziewica. tym razem nie posunelam sie tak daleko:)
wiem, ze teraz nie chce o tym pisac z dokladnoscia. moze pozniej.
***
zabawne, bo zaczelo sie zupelnie niewinnie. owszem, obejmowal mnie ale ja to uznalam za ‚poprostu jest milo’. potem sie do niego przytulilam calkowicie spontanicznie, nie wierze teraz, ze to zrobilam:) i potem samo sie potoczylo wszystko.
***

jak ja sie czuje? jak czuje sie on? rozmawialam z nim przez chwile o tym. wiedzialam jak bedzie. zreszta, bylam z nim calkowicie szczera. ‚wstane rano, wezme sie za nauke, potem za obraz, potem bedziemy normalnie rozmawiac na gg jakby nic sie nie stalo’. zapytal mnie czy bylabym w stanie to ‚zniesc’. jasne. znioslam Cyryla to zniose i dome-la. on oczywiscie zaczol ta gatke, ze ‚wydaje mi sie’. wg niego wiekszosc rzeczy i spraw wczoraj mi sie tylko wydawalo. hah. no tak, to w jego stylu. ale, moze tak bedzie dla niego lepiej. nie, nie wydaje mi sie. a jezeli to czytasz domel, to oznacza, ze nie mozna Ci zaufac. to tak dla Twojej osobistej wiadomosci. zreszta, ja to pierdole.
nie czuje sie jak ‚latwa’ dziewczyna. chyba dlatego, ze to bylo z mojej strony czyste i wyjatkowe. chcialam miec go choc na chwile dla siebie.
‚przespimy sie z tym’ – padlo od niego. no dobra, ja sie przespalam i co? i nic. ja zyje dalej, cokolwiek by nie bylo niczego nie zaluje. mam nadzieje, ze on nie bedzie zalowal.
ale sie popierdolilo, nie? niedawno z nim na gg rozmawialam o tym. i kto by pomyslal..

dobre, nie? zastanawia mnie ta sentencja. moze rzucil to ot tak, moze nie. oczywiscie nie wie ze bylam z Cyrylem.
*poczulam sie wlasnie jak nic nie warta suka. dobre, nie?*
pewnie wydaje mu sie ze mam wspolnego z Cyrylem tyle co z nim samym. zabawne.
„pamietasz ja, parawda?” – zwykle dopowiedzenie. jakze trafne w tym wypadku. bo w sumie kto mnie bedzie pamietal? znam niby sporo osub, jak zareklamowal mnie Pajak – nie dokonca jest tak jak mowil, ale to fakt, ze czesto kogos znajomego spotykam ‚w Warszawie’ jednak wszyscy Ci ludzie niewiele dla mnie znacza (sa wyjatki), i ja dla nich takze niewiele znacze (raczej bez wyjatku). Nie mowie to ze skromnosci, tak jest w istocie. Kto mnie bedzie kiedys pamietal? Al, Anka, moze Pajak, moze Michal, moze.. Rado?:> moze.. moze.. moze juz nikt inny. Mam do kogo zwrucic sie o pomoc, i wiem ze ta pomoc otrzymam. dla anity niby gnojek jestem, ale wie ze moze ze mna pogadac i chyba mnie lubi. chyba mnie lubi wiekszosc osub ktore znam. Swoja droga to niezle, ze sa ludzie, ktorzy mnie akceptuja w 70%mnie, bo pozostale 30 musze chowac. zreszta, to normalne, prawda?
moze powinnam walczyc o nich? starac sie..
dochodze do wniosku ze ja jednak mam kompleksy. ze one nie rozpuscily sie, jak sadzilam, tuz po tym jak zyskalam ludzi, z ktorymi mozna isc i sie napic, z ktorymi mozna pogadac – myslalam, ze fakt, ze jestem bardziej smiala..
dlaczego czasami mysle ‚tak, smarku, nie masz nic ciekawego do powiedzenia, lepiej nie mow nic” – i wtedy moje usta sie zamykaja, „no ta, nie dorastasz jej/jemu do piet, po co wogule z nim rozmawiasz?” – i wtedy czekam na inicjatywe rozmowcy badajac, czy chce ze mna rozmawiac, „nie jestes wcale taka fajna, jak Ci sie wydaje, moze oni tylko udaja, ze Cie lubia?” – wtedy panikuje. ale nie robie sobie z tego sprawy – jest jak jest – pierdolic to.
moze mysle tak bo zadaje sie glownie z ludzmi starszymi, co za tym idzie – dojrzalszymi? wiecej widzacymi, znajacymi, doswiadczajacymi..
a moze mysle tak, bo to co bylo nie zniknelo? czy to, ze jak dluzszy czas nie slysze unforgivena i nagle poleci w radiu, placze, oznacza, ze to nadal tkwi we mnie? to ze mysle tak o pewnych ludziach z mojego otoczenia, pozbawiajac szacunek dla nich i dla samej siebie?
anita powiedziala, zebym sie nie martwila, ze to tak ot nie przechodzi. tylko ze czas uplynol dosc dlugi, a ja wtedy bylam ‚mala’. czemu na litosc boska widze siebie rok temu jaka mala, wystraszona dziewczynke?
niby widze w ludziach to i to, niby mam intuicje, ale tylko jak stoje z boku.
gdy rozmawiam z kims i odczuwam go na wlasnej skorze moje zdolnosci ida sie jebac. dopiero pozniej, gdy analizujac sprawe faktycznie stoje obok, widze, domyslam sie.
ciesze sie, ze jestem wyrozumiala.
to fajna cecha, bardzo przydatna.

Jest coraz lepiej. minelo 6 dni i czuje sie dobrze. nie wiem dlaczego w sumie.. martwie sie troche tym, ze.. no wlasnie, niby mowie sobie ze to bez sensu, ale ciagle mam na drugim koncu umyslu ‚czas pokaze’. wiaza sie to z jedna ‚paskudna nadzieja’ (na koncercie – paskudna nadzieja – ze? – ze zagraja misie..). zle robie. ale przynajmniej, co najwazniejsze – czu je sie do brze.
Mialam dosc makabryczny sen dzisiejszej nocy. to bylo tak.. dzwonie do Michala w jakiejs konkretnej sprawie. na komurke. odbiera jego matka – dziwne, odnioslam wrazenie, jakbym ja dobrze znala – zdziwilo mnie ze to ona odbiera a nie on.. pytam o cos, a ona do mnie – jak to, nie wiesz? ja zdziwiona, pytam – o czym? ona – Michal nie zyje…
NIEE! – panicznie krzycze, cos mnie opetalo, szukam kasy na pociag, chce do niego jechac, pozegnac sie, jest mi zle, placze, zaluje ze nie bylismy razem, a z drugiej strony – NO WLASNIE – z drugiej strony czuje jakas ulge, ze nie mam swiadomosci, ze zyjac daleko od niego cos trace, i on nie musi sie ‚meczyc’..
***
rutynowe ‚Dobranoc Kasiu’ z jego strony codzien wieczor okolo 22:30 na komurke smsem – bylo troche nudne, ale teraz zyskalo na znaczeniu fakt, ze wiem, ze jeszcze zyje..
***
Dowiedzialam sie od Anki, ze Cyryl wspomnial, ze Adrian wspomnail Cyrylowi (niezle, nie?;) )..ze byl z Kasia z Goclawia na koncercie, dodajac „pamietasz ja, prawda”.. to bylo mocne. no ta.. Cyryl chyba jeszcze pamieta ta kasie. Chyba.

jest niedziela, 22:46. hm.. jest chyba lepiej.
dzisiaj czytalam z Anka nasz raport z sylwestra 2001/2002:) zabawne. zabawne jest przedewszystkim to, jak bardzo sie zmienilam. jaka bylam wtedy? czysta, niewinna, dobra, niesmiala, zakompleksiona, wystraszona, obita, pelna bolu ktory wtedy byl tylko bolem, a nie bolem i blizna. bylam tez chyba mniej twarda, ale odporniejsza. teraz jestem twardsza, ale byle gowno wyprowadza mnie z rownowagi i wywoluje placz. moglabym dodatkowo sie rozpisac na ten temat, ale nie chce mi sie filozofowac teraz, pozatym jest pozno..
fajne tez bylo moje podejscie do akcji ja-Cyryl-luzko krzyska:) „..co on mysli, ale jest sylwester, to normalne, ale nie dla mnie..’ – i tak w kolko:)
ale przyznam sie, ze nie zaluje ze tak bylo. Ciekawe czy on zaluje? nigdy z nim na ten temat nie rozmawialam. Pamietam jak mnie po dluzszym czasie czesto obejmowal – jak wreszcie powiedzialam mu, ze to jest dla mnie nie normalne, on mowil o akcetacji.. moze to zaakceptowal?
zostalo 23 dni do sylwestra. ciekawe, co to bedzie.. i kto bedzie. zaczynam sobie to juz idealizowac; zaczelam ostra diete, cwicze wiecej. chcialabym byc szczupla, naprawde szczupla.. jestem tylko normalna. to mi nie wystarczy. planuje sobie wszystko po kolei z uporem maniaka, jak wejde, kiedy, co powiem, komu, co bede sluchac.. itp, itd..
ucze sie porzadnie gry na gitarze. juz umiem mniejwiecej hiszpanskie dziewczyny i Lewe loff. jak na mnie niezle. moze im to zagram?
zaczelam bardzo dbac o wlosy. nie chce by powtorzylo sie to co rok temu, ze przywoluje wlosy do porzadku a one mi strzelaja od naelektryzowania sie.
ciekawe, po co to wszystko?
***
generalnie rzecz biorac muj stan jest lepszy. nie doluje sie juz w zasadzie wcale. robie spore postepy:) mysl, ze to niemozliwe, zeby na mnie spojrzal, zebym mu sie spodobala, -powoli, ale skutecznie zabija uczucie. czuje sie jakbym dokonywala aborcji na niewyksztalconej sie jeszcze milosci we mnie, bo tak to wyglada. Ale ta milosc nie bylaby kochana. wiec lepiej bedzie, jak zostanie zabita, niz mialaby byc odtracona. taka mam nadzieje.
trudna sprawa. mam nadzieje, ze jakos to bedzie. przynajmniej zaczynam trzezwo myslec.

wczoraj mialam bardzo rozpierdolony humor. juz w dolce wiedzialam, ze musze isc, innaczej bedzie zle – i bylo, tylko ze juz w domu. Pajak kupil mi piwo, myslalam, ze pomoze. przyszla Al, ja je otwieram, dzisiaj obalalam je z sokiem. okolo 1,5l piwa na jeden wieczor to juz cos.. i to chyba byl blad. mialam isc na impreze, wiem, ze by mi dobrze zrobila – okazalo sie, ze jest odwolana, ze bedzie za tydzien.. trosze sie podlamalam, ale co zrobic. wypilam to piwo w obecnosci Al, moze to jakies usprawiedliwienie z mojej strony samej siebie. nie wiem. z poczatku, gdy byla, nie bylo zle. poprostu czulam sie w miare dobrze. Ale gdy wychodzila, zalała mnie fala zimna. wiedzialam, ze to bedzie ciezki wieczor.
usiadlam z pilotem w fotelu i przelecialam kanaly. dennie gapiac sie przed siebie. nie – mysle – to nie to. usiadlam do komputera. wlaczylam zazdrosc – no tak, Hey tez zaczyna mi sie z nim kojarzyc. Nie jestem w zaden sposub o niuego zazdrosna – ciesze sie, ze ‚ma kogos’ – z tego co wiem, zasluzyl sobie na to. jednak paranoiczna podejscie tej dziewczyby w Zazdrosci do swojego kochanka jest niewiele mocniejsze od mojego blizej niezindetyfikowanego uczucia do Adriana.
Tak bardzo bym chciala zebys mnie zostawil. w spokoju. naprawde, bardzo bym chciala. Dlaczego mi to robisz.. kurwa, kurwa, KURWA mac, DLACZEGO?
***
rozjechalam sie. usiadlam do komputera i zaczelam pisac poprzednia notke. moze bylam tylko wstawiona, moze juz pijana, nie wiem. pilam piwo na pusty zoladek, z sokiem, w sumie to nie byloby dziwne. Wygonili mnie od kompa. Poszlam do siebie. poszlam spac. niewiele myslalam.
***

rano obudzily mnie smiechy dzieciakow. no tak – byl u mnie Michal. w pierwszej chwili nie wiedzialam gdzie jestem, widzialam wszystko jak przez mgle. snily mi sie jakies swintwa o ktorych nawet wole nie pisac. po chwili uderzyl mnie bol glowy. tlumny, paskuny, od srodka. Święntowałam. czyzby kac?


  • RSS