zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2003

generalnie rzecz biorac jest mi przykro. tak jak kazdemu z nas bywa przykro, tak jest i mi teraz. zdarza sie.
jestem troche zmeczona ‚tym’, dostalam zadyszki. wiem, ze za kilka dni bedzie zupelnie ‚normalnie’, tzn mam taka nadzieje.
totalna znieczulica. nic mnie nie obchodzi. albo mnie obchodzi i uderza wszystko naraz, co za tym idzie – sypie sie wszystko na raz, ja, rodzina, moje ego, nie wspominajac o tym, ze w szkole wypadlam gorzej niz w zeszlym polroczu, pracujac znacznie wicej.
czy to stan rezygnacji? mysle ze nie. stan rezygnacji w moim przypadku zawsze byl znacznie glebszy, znacznie bolesniejszy – gdy go odczuwalam przez 2-3 tyg bolalo mnie tylko to, ze jestem gownem, reszta mi zwisala. teraz tez wisi, ale.. no wlasnie, postawa typowo moja – ale wole o tym nie myslec.
i taka odpowiedz na wszystko.
co ze mna-dzieckiem? nie wiem. hah.. nie chce mi sie o tym myslec? nie, nie wiem nie dlatego ze mnie to zmeczylo, ale dlatego, ze nie wiem. moze poszlo? moze zgniotlam je w sobie na jakis czas, moze zepchnelam nieco dalej niz swiadomosc mnie.
nowa postawa? nowe pozory?
mam sporo szczescia w zyciu. jestem do tylu rzeczy zdolna.. heh. zle zabrzmialo – nie tylko co zdolna jak umiem pewnych rzeczy dokonywac, czego np. nie umie dokonac (jeszcze) Cyryl.
jest w takim samym punkcie co ja jakis czas temu.. jezu.. szmat czasu. tyle ze on o tym wszystkim wiecej mysli, zdaje sie nie byc tak zakompleksiony jak ja niegdys (lub nadal).
nie wiem czy powinen isc tak jak ja. powoli stawac sie odpornym; znieczulica.
moja matka bywa zalamana, mam z nia sporo problemow. akurat z nia. niewybaczalna..
czyzbym i ja takze? jaka bede w przyszlosci? jezu, nie daj mi byc jak moja matka.. to nie byloby dobre, wiem o tym od dawna. zreszta, co byloby?

nie, nie chce o tym myslec. na komputerze mam 7:30, czyli powinnam juz wychodzic. na zegarze kuchennym 7:24, czyli jeszcze mam troche czasu.. ide umyc zeby, umalowac sie, zaloze glany i spakuje buty, potem zwiarze wlosy, naloze kurtke, kostke, i przemierze ten sam odcinek, ktory przemierzam od lat dwa razy dziennie. miegys pierw z radoscia, potem ze smutkiem i obawami.

zygac mi sie chce jak o tym mysle.

1 komentarz

mala pierdolona hipokrytka. przed kim ja do cholery jasnej udaje. po cholere.
jestem tak miekka i slaba ze nawet tego nie wiem. tak, to dobrze wiesz: jestes suka.

miewam ostatnio dziwne sny. pomijajac fakt kto mi sie sni i jak, zastanawia mnie skad mam ostatnio co noc ten sam rodzaj snow. ciagle ktos z dalszej lub blizszej przeszlosci (cyry-l jak dzisiaj lub dome-l jak wczoraj) i gdzies tam w oddali – Adria-n. Np. dzisiaj zostalo mi przypomniane ze ma sporo rzeczy do zaliczania i ze sie uczy. tak jakbym podswiadomie miala pretensje, ze sie nie odzywa, mimo ze tego nie oczuwam normalnie. albo wczoraj – udawal, ze nie widzi, albo ze to dla niego normalne. nie wiem.
***

generalnie rzecz biorac jest lepiej, aczkolwiek jeszcze nie ‚dobrze’. nadal nie wiem na ile sie spisze nastepnym razem. znow odczuwam niechec do ‚myslenia’. czuje sie jakbym cos robila na pokaz. albo ze pokazuje, ze u mnie wszystko w porzadku – lub wrecz przeciwnie.

***

to troche niezdrowe, tak to czuje. zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodze, kazdy mi to ‚wypomina’. troche sie pogubilam i najgorsze jest to, ze nie moge siebie znalesc. wciaz.
wcale sie lepiej nie czuje. nie wiem czy nie gorzej, wzazywszy na ostatnie przechadzki przez siebie. zeby nie powiedziecic: przejscia. ile to trwalo? nie pamietam. nie chce mi sie o tym myslec.
Al ma troche racje. ale mnie to wciaz nie przekonuje. nic mnie nie przekonuje. zygac mi sie chce. piekna-rodzinka, tylko ze ja juz jakis czas temu przestalam im i w nich wierzyc. teraz mam tak ot wrucic? nie, to byloby nie w moim stylu. zreszta, nie wiem czy mam tyle ‚energi’.

co to zmienia jak powiem, ze nadal brzydze sie starym, ze nadal odczuwam brak szacunku do matki, ze czasami wybucham jeszcze, nie wiem czy udawac czy byc soba, nie wiem kiedy jestem soba a kiedy udaje. czuje sie jakbym tez brala udzial w tej calej szopce.
moze jest i tak jest. jezu, jak mi sie chce zygac.

i to cholerne poczucie winy. tak, tak, jestes suka, moze byc wreszcie z tego wyrosla? wyrosnij wreszcie, dziewczyno, masz zaraz 16 lat a zachwoujesz sie jakbys nie skonczyla 13.

nie wiem gdzie jestem, po co i jak.

heh, nicia powiedziala, ze ciezko mi se odnalesc w rzeczywistsci. nigdy (nigdy-zawsze:) ) nie patrzylam na to tak. moze i ma racje. jaka jest moja rzeczywistosc?

wlasnie sobie usmiadomilam, ze ten ‚czas’ ktory nie powinienbyl byc nie rozpoczol sie we wrzesniu(aczkolwiek hgw) a wlasnie tak po zimie.

i motyw ja-lustro, kiedy mialam z 5, potem 6, 7 lat. moze 4, nie pamietam.
-

jestem spokojniejsza. tak, nie przezywam tego tak mocno, staram sie o tym nie myslec. tak jest za kazdym razem, spycham wszystko w tyl by miec wygodne, jaknajszersze pole widzenia. jednak ile razy tak mozna? moze tak wlasnie trzeba?

no wlasnie, czuje sie jakbym takie rzeczy robila po raz pierwszy. czuje sie jakby Adrian to byl pierwszy chlopak jakeigo spotkalam, a rozmowy z nim jakby byly pierwszymi ktore odbylam z innym czlwiekiem.
jestem zmeczona.

nor i do

Brak komentarzy

stwierdzilam, ze najlepiej pisze mi sie rano. no dobra wiec. ciekawe, czy cos dzisiaj napisze.
o co chodzi? sama dokonca nie wiem. troche sie pozmienialo w moim domu i jestem tak troche zdezorientowana. troche bardzo. zawsze chcialam byc dzieckiem, a teraz czuje ze sie powoli w nie zamieniam, jednakze ‚wiedza i doswiadczenie’ (orzesz.. o jakiej wiedzy i doswiadczeniu moze mowic 15 latka? zeby nie powiedziewc; 16..) pozostaja bez zmian. to nawet sie wytlumaczyc nie da. czuje ze zachowuje sie jak dziecko i ze jestem jak dziecko.
mam wrazenie jakby wszystkie klamstwa i maski mnie przerosly. szczegolnie jezeli chodzi o Adriana. zachowuje sie przy nim nieswiadomie jak nie ja. jak nie ta sama osoba, ktora rozmawiala nie raz z chlopakiem w jego wieku. ze starszymi. moze to dlatego, ze tak mi na nim zalezy? tutaj znow mam nieodparte wrazenie, ze upraszczam sprawe. nie moge jakos dojsc do niego. poprostu nie umiem. jak zachowywalam pozory i ‚swoja’ odpowiednia postawe wobec innych ludzi; domela, pajaka, menela.. mialam jakies grunty na ktorych stoje. to ze to bylo drewno a nie cement, jak sobie zawsze wmawialam, to inna sprawa. jakies mialam i stojac na nich moglam dochodzic do ludzi. moze to tedy droga? skoro niedawno mialam takie male nieco zalamanie swoja osoba, moje grunty jakie mialam poszly w cholere.. moze to na tym polega? Randy, moze to o to chodzi? nie mam na czym stac i przez co stracilam dawna postawe; co za tym idzie nie wiem jak sie teraz zachowywac i nie wiem jak dojsc do innych ludzi. nie, tu w gre wchodzi tylko Adrian.
znow sie boje ze to uproszczenie sprawy.
no dobra, ale jak wchodzi w to tylko Adrian, to byc moze nie to jest istota rzeczy, tylko wlasnie to moje zdziecinnienie?
a moze moje ego nadrabia zaleglosci sprzed 2,5 roku?
ale dlaczego tak brutalnie?
nie chce tego. chce dawna posac, podobala mi sie, byla prawie moja. juz sama nie wiem kim jestem.. wiem tyle, ze ja sprzed miesiaca lepiej rozmawialabym z Adrianem, lepiej dala mu do zrozumienia ze moglabym go zrozumiec (czy to nie jest obluda przypadkiem? zastanawiam sie..), znalabym swoje zachowanie i wiedziala na co mnie stac. teraz nie wiem nic i nie umiem nic.
jestem tym troche zmeczona. to trwa dosc dlugo, najpierw zalamanka, potem ciagle myslenie o tym, teraz te wnioski..
***

dawno nie pilam (no, tylko z Adrianem, ale malo;)
nie pale od poczatku grudnia

wogule jestem grzeczna.

nawet przeklinac przestalam. tzn prawie:) ale jednak..

a, i jeszcze jedno uproszczenie – taki wiek.
tylko w tym wypadku ono mnie zupelnie nie przekonuje, pomijajac fakt, ze to totalne uproszczenie.
ta, a potem sie okaze ze to wlasnie tu byl pies pogrzebany.

carpe diem

1 komentarz

wczoraj zastukalam do Cyry-la (tzn napisalam smsa) z prosba o to, by pozyczyl mi plyte, ktora sluchalismy w sylwka a ktora mi sie bardzo spodobala. on odpowiada ze albo mi przekaze ja przez anke albo sie jakos umuwimy. no to se mysle, ze w zasadzie why not? no. wlasnie.
zastanawia mnie fakt czy tak wlasnie mialo byc. ze mnie natchnie na spotkanie z nim. ze on akurat bedzie mial dola, ze on akurat nie bedzie wiedzial o niczym, ze on akurat powie, co mi powiedzial.
„masz inne dupy, i swoje zajecia..”
napierw weszlismy na moment do empika. potem jeb do palacu kultury, kto sie lepiej orientuje w terenie jak nie cyry-l? od razu zalatwilam sobie zajecia z rysunku i malarstwa.. tzn mniejwiecej zalatwilam, ale mniejsza o to. potem zrobilismy rundek dwie w podziemiach dworca centralnego.. tak pogadac.
w zasadzie dowiedzialam sie dosc sporo. ni stad ni zowad kolega zjechal na temat Adriana.
jezus maria, dlaczego on mnie ciagle obejmuje widzac, ze sie przed tym bronie?
no, niewazne. zjechal na temat Adriana i w zasadzie ostatnie 15 minut naszej rozmowy toczyla sie wokul niego. tzn przedewszystkim wokol jego, samego cyry-la, hani (no, wreszcie sie dowiedzialam jak to wygladalo) oraz.. ewy. zeby bylo smiesniej. imienniczka mojego kochanego imienia..
Cyry-l generalnie mnie ostrzegl przed adrianem. no tak, znow sie moze okazac ze moja intuicja zawiodla.. jakos tak z nia mam, ale albo jest niczym reka boska ktora mi podpowiada w 100% wlasciwie, albo mnie totalnie oklamuje..
ostrzegl mnie. troche ze smiechem zapytalam ‚ah, rozumiem ze mnie przed nim bronisz?’ odpowiedzial: ‚bronic nie, ale ostrzegam’.. czyli w zasadzie wie co robi. stwierdzil, ze adrian nie umie rozmawiac na powazne tematy, gdzie w zasadzie mam dwie skraje opinie, moja i jego. jego wydaje sie znacznie wiarygodniejsza.. dwa to cala akcja on-cyry-l-hania. jaja, poprostu jaja.
adrian patrzy przez pryzmat siebie i swojego doswiadczenia. poprzez ironie i sarkazm. Zastanawiam sie, czy on nie ma rozczepionej osobowosci, gdzie w zasadzie bylabym w stanie go jakos usprawiedliwic.
ponoc ‚nabija sie z innych i ich problemow, jako ze sam doswiadczyl ich nie malo’
ewa. aspekt ewy i jego podejscia do niej. czyzby to byla ta jedna, z ktora jeszcze utrzymuje kontakt? wg Cyry-la jak sie dowiedzial od kogos/ ze ewa ‚teskni’ (wyjechala) a adrian stwierdzil, ze ‚jaki ze mnie chlopak, pewnie ma ich sporo’. zadzowni od laski kilka razy.. Cyry-l zastanowil sie na glos ze ‚ciekawe, co bedzie jak ewa wruci do polski w czerwcu na dwa miesiace’. zaczelam sie smiac ‚no, ja tez jestem tego ciakawa!’ wtedy odczulam duzy niepokuj. zaniepokoila mnie moja intuicja. wiedzialam, ze zeby mu zaufac musze sporo poczekac. teraz wiem, ze to nie wyglada tak prosto, jak mi sie wydawalo.
mam przed soba dwie skrajne podejscia. totalny metlik.
zadzownilam dzisiaj do niego. mial ciezki tydzien – zapytalam co sie stalo.. zadnych konkretow.. zaczol cos mowic, stwierdzilam w moment, ze to bez sensu, ze nie chce sluchac co u niego poszlo nie tak przez telefon – przeprosilam, ze mu przerwe i zapytalam, co robimy w weekend. ogolnie rozmowa nie udana, ma do mnie zadzownic jutro. jakies takie dziwne napiecie i olewka jednoczesnie.

boje sie. nie wiem czego; rozczarowania, tego, ze opinia cyryla sie potwierdzi, tego ze znow zle trafilam, ze to wszystko nie mialo racji bytu.

jego carpe diem. zasrane carpe diem..

obudzilam sie o 5:25, jak zwykle. moje wydawaloby sie wtedy trzezwe mysli teraz wygladaja jak sen na jawie. lubie spac.

czy czegos sie boje? boje sie teraz chyba tego, ze nie bede mogla mu nijak pomoc. a chcialabym. pomijajac ze sam jego tryb zycia ma w sobie pewna niepoprawnosc, on sam daje mi do zrozumienia, nie wiem czy swiadomie czy poprostu on ‚tak zawsze’, ze cos jest nie tak. nie mowie tu wylacznie o jego stanie zyciowo-podbramkowym. wkurza mnie to troche. nie zasluzyl sobie na to. zreszta chyba nikt nie zasluzyl.. no, tylko ja jestem ta zla;)

oprucz tego boje sie uwierzyc w cokolwiek. chociazby w to, ze przez moment moze byc dobrze – najwyrazniej biorac pod uwage sobote moze – pomijajac fakt, ze nie o to tylko mi chodzi – uwierzyc jest mi ciezko. czuje sie tak jakby co dzien moglo sie to wszystko zakonczyc. tak, ze dzisiaj jest fajnie a za 24h juz nie bedzie.

to byc moze jest naturalne i tak wlasnie powinno byc. ja, wraz ze swoja dziecinnoscia i dwusronnoscia caloksztaltu dotyczacego mnie, nie moge zabardzo okreslic co jest 100% naturalne a co nieco mniej. hah. jak sie dowiedzialam, Cyryl stwierdzil, ze jestem osoba nadwiek dowiadczona. dobre, wyjatkowo dobre ..jednak to nie wystarczy. absolutnie nie.

zaskakuje mnie jego umiejetnosc spostrzegania.

Brak komentarzy

tak, chce mu zaufac. musze z tym jeszcze poczekac, ale chce.

wczoraj bylam u niego. porozmawialismy troche o sobie z osobna. puscil nagrania z audycji niedzwiedzkiego czy jak mu tam z 3jki. nalalismy sobie po piwie. troche porozmawialismy o muzyce- taki standard. w koncu ja zaczelam mowic na ten temat, ktory mnie najbardziej chyba interesowal, co on zreszta bardzo ladnie podsumowal – ‚zacznijmy gre w otwarte karty. tak, o to mi wlasnie chodzilo..
dosc dobrze go rozumiem. stopniowo go poznaje, narazie nie zobaczylam w nim czegos takiego, co by moglo zmienic moje intencje do niego. jestesmy razem:) troche porozmawialismy o naszych ‚poprzenikach’.
co do cielesnosci to powiedzialam chyba wszystko, co chcialam powiedziec, i chcialabym, zeby zrozumial. czy pozwolilam sobie na duzo? raczej nie. nie przekroczylam swojej granicy:) jestem z tego dumna:> jest swietnym chlopakiem. poprostu.. na wiecej wnioskow nie stac mnie teraz, przedchwila wstalam.

bylo mi z nim bardzo dobrze. zawsze krepujaca cisza stala sie cisza dzielona z nim w blogim stanie. niesamowite to troche.

zapytaj mnie..

kwestia wiary w siebie. w to, ze jestem w stanie dokonac pewnych spraw. nie koniecznie pujscia na kompromis. ale tudziez i to. kwestia nie patrzenia sobie pod nogi, tylko przed siebie. juz udalo mi sie dokoncac takich czynow:) carpie diem. tak bedzie lepiej..

czy boje sie zainwestowac w Adriana? chyba tak. zdaje sobie sprawe ze znamy sie krotko i ze to takie troche plytkie jest. zalezy mi na nim przedewszystkim jako na przyjacielu, potem jako na moim mezczyznie. zobaczymy co to bedzie:) nirvana.

a teraz chcialabym podziekowac:
Bogu – za to, ze jest, ze pozwolil mi doswiadczyc tych pieknych rzeczy, ktore doswiadczylam, ze w niego wierze. to chyba jedyna rzecz, w ktora calkowicie i bez zawahania wierze..
Al – za to, ze jest ze mna przez ostatnie 3 lata bezzmiennie, za to, ze nauczyla mnie przyjazni
Michalowi – za to, ze mnie zawsze rozumial, ze jeszcze sie do mnie odzywa, ze czasami zadzwoni na 5 sekund, ale zadzwoni..
Pajakowi – za to, ze jest ze mna przez ostatnie 2 lata, wysluchujac godzinami mojego uzalania sie nad soba i cierpliwie pocieszajacym mnie
Radkowi – za to, ze zawsze mnie wysluchal i zrozumial. zawsze mial czas..
domelowi – za to, ze otworzyl mi w kilku kwestiach oczy, pewnie niechcacy, ale jednak
cyrylowi – za to, ze byl moim pierwszym chlopakiem
klasie – za to, ze kilka osub sie zmienilo na lepsze
Adrianowi – za to, ze dzieki niemu poczulam w ostatnim czasie to, co bylo bardzo przyjemne
Patrycji z Zielonki – za to, ze dobrze sie rozumiemy. ze mamy mniejwiecej to samo z naszymi sympatiami:)
Patrycji z klasy, Kasice i Jubemu – za to, ze poswiecili mi chwile
reszcie moim znajomym – za to, ze sa.

pseudo metalowka, ktora kurwa nie jestem, slucha eminema z uporem maniaka. nie wychodzi nic poza to.

o co chodzi? czuje sie zle. jestem suką, wiem. suka, suka, pierdolona suka. nawet nie chamuje przeklenstw. zreszta, nie przeklinam znowu tak strasznie duzo.
tak jak jeszcze rok temu moglam sie pochwalic czyms; mialam prawo czuc sie lepsza emocjonalnie niz inni w mojej klasie. te wszystkie spiewki, cale to pierdolone gadanie, jaka to ja jestem nadwiek dojrzala itp.
moglam sie pochwalic. moglam. ciagle analizuje siebie. caly czas. jestem suką, suką, suką, pierdolona suką. i co sie z Toba dziecko stalo? bylam wierna sobie. swoim idealom. swoim marzeniom. teraz nie. powtarzalam sobie teraz, ze nie robie nic zlego. ze wiem co robie. kurwa mac, jak mozna byc tak slepym? Adrian, kurwa mac, podsumowujac powiedziales mi, ze nie jestem zepsuta, a mi najprosciej ulzylo. poczulam sie lepiej, to zabrzmialo jak komplement, rozumiesz? kurwa, nie jestem zepsuta! ja tylko zeby sie upewnic w tym, co powiedziales, powtorzylam „..nie jestem.” nie spodziewalam sie, ze to bedzie tyle dla mnie znaczyc. i pomsylec, ze majac 14 lat, myslalam, ze to dobry sposub na zycie..
teraz ten mail od Patrycji. jezus maria, jak oni sie wszyscy pozmieniali. ja to widze. ja widze ich cholerne zmiany. zmiany patrzenia. i pewnie nigdy sie nie dowiem, co tkwi w ich srodkach. zmiany widziec mozna, ale nie to, na czym polegaly.
ja? a ja? gdzie w tym calym szambie podzialam sie ja? osoba ktora nie zabije muchy, osoba niesmiala, bojaca sie odezwac do ekspedientki w sklepie? powtarzam sobie „wszystko zalezy od podejscia”. jestem dla siebie oblednym przyjacielem. ciagle siebie usprawiedliwiam i zarzucam sobie co innego. po kolejnych zarzutach nie ma usprawiedliwienia. tylko wyrok: jestes suką.
zmienilam sie. strasznie. to tez widze. Al powiedziala, ze wygladam jakbym ‚wrucila do czasow sprzedtatusiowych’. co to moze znaczyc? ze wygladam jak radosna 13 latka? jak pierdolona 13 latka? jezu, co ja bym zrobila, zeby byc jak 13 letnia kasia. albo lepiej nie. jak 10 letnia. w zasadzie nic nie pamietam z tego okresu, wiec jest ok. jesu, jak ten czas szybko leci. jeszcze wczoraj mialam 14 lat.
zmeinilam sie.
caly czas mam wrazenie, ze pod pokrywa pozoru pewnej siebie osoby siedzi schowane przerazone dziecko, zakompleksione dziecko, ktore sie boi, caly czas sie boi. caly pierdolony czas. i ze teraz krzyczy. moze mu ktos w koncu pomoze? bo ja nie potrafie, nie wiem jak. znow wraca wniosek „on potrzebuje wspanialej osoby”. „ja taka nie jestem”. znow to samo – „widzisz, nie masz nic ciekawego do powiedzenia, lepiej nie mow nic”, „wcale nie jestes taka fajna jak Ci sie wydaje, moze wcale nie chce z Toba rozmawiac?”.
tak, zazdroszcze Patrycji tego, jaka jest. nie wiem jaka jest, jest lepsza, czystrza. tak mi sie wydaje. nie wiem jaka jest prawda, moze jej nie ma.
wszyscy wszystko wiedza lepiej. WSZYSCY WSZYSTKO WIEDZA LEPIEJ. jestem suką, chociaz to wiem najlepiej ja.

jezu, prosilam i otrzymalam o co prosilam. tak, pamietam, wyslalam Ci smsa:) dobre nie? wyslalam Jezusowi smsa. pozwolil poczuc mi euforie, jaka towarzyszyla mi tyz po rozmowie z Adrianem. zadzownil do mnie, a ja umieralam z radosci. Jezu, dziekuje Ci za to. wiesz, ze zawsze w Ciebie wierzylam. nadal sie boje. nie umiem plakac. Jezu pomoz mi.

setki mysli. setki wnioskow z mojej malej analizy. mala analiza. musze byc bradzo zarozumiala, sadzac, ze widzie zmiany moich rowiesnikow z klasy, nie? tak, pewnie jestem i zarozumiala.

uslyszalam od patrycji „milosc w naszym wieku jest szalona. nie zobowiazuje (i tu tlumaczy, ze zobowiazuje, ale nie tak bardzo jak milosc w pozniejszych latach)”. miala 100% racji. nawet mnie tym troche pocieszyla. moze za duzo wumagam od siebie? co chcialabym od Adriana? mojego zapomnienia. chcialabym.. chcialabym za duzo. zwiazanie emocjonalne? cieplo bez slow? zrozumienie? jakie ja moge miec o tym pojecie? kim byl dla mnie Michal? w tym momecie Pajak by mnie wysmial, pewnie jak ja bede w jego wieku tez bede plakac ze smiechu. boki zwywac. przypomina mi sie muj smiech zaraz po wyjsciu domela od teddiego. siedzialam na dywanie z Pajakiem pod regalem, zaczelam sie smiac. przypominalo mi sie, gdzie ja.. komu ja siedzialam na kolanach przed 30 minutami. tak, to cieplo bylo piekne. zabraklo w nim uczucia, ale bylo mi dobrze.
nie chce chyba, zeby moja milosc byla szalenstwem. przynajmniej nie takim, o jakim mowa.

uslyszalam ze stary przyniusl vodke. zaraz wymysle sposub jakby troche im jej podkrasc. moze poczuje sie lepiej? napewno:)


  • RSS