zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2003

Ze snu nocy wczorajszej pamietam niewiele. wiem, ze Adrian do mnie napisal. byl jakis taki dziwnie radosny, prawil mi komplementy. heh:) smieszne. poswiecil mi caly swoj wolny czas. byl u mnie w mieszkaniu, bylo przyjemnie. tylko co tam robila Anka z mojej klasy?

Potem spalam w dzien. obudzilam sie i polnieprzytomna wyskoczylam z luzka i zaczelam spisywac to, co jeszcze pamietalam. so.. : kino femina. spotkalam go niewiele wczesniej, moze poprzedniej nocy, jakos przypadkowo. jestem z nim umuwiona, zawozi mnie tam stary, okolica Adriana, ja uznaje, ze to ciekawy zbieg okolicznosci. wchodze do jego mieszkania, jest otwarte, uznaje to za naturalne. nie moge znalesc go w domu, w koncu okazuje sie, ze spal w zamknietym pokoju. wychodzi, to, ze weszlam uznaje za naturalne. mowi cos w stylu ‚juz myslalem, czy ze na Ciebie tez nie mam co liczyc’. ja mysle ironicznie ‚tak, tak..’. motyw starego, przeszkadza nam. w koncu wychodzi. siedamy z tym chlopkiem na jego luzku, jest nieco innaczej usytulowane niz w mieszkaniu Adriana. caluje mnie w szyje, ma takie same usta jak on; tak samo je czuje. ja sie osuwam, dajac do zrozumienia, ze nie podoba mi sie -cos. on nie wie o co chodzi, albo udaje. pytam, czemu nie dzwonil. uznal to za rzecz dziwna, bo przeciez poswieca mi czas. zaczal cos krecic. -Cyryl mowil.. Adrian nie ma w zwyczaju klamac. jak nie chce czegos mowic, to poprostu kreci.- wychodzimy. idziemy jakimis ulicami, okolica podoba do obok feminy lub placu bankowego. idziemy w strone jego mieszkania(?), jakos obok feminy, od drugiej strony, nie w strone gdy zawsze szlam z Adrianem do niego. nagle orientuje sie, ze jestesmy niedaleko mieszkania prawdziwego Adriana. ze moze mnie zobaczyc, z innym, ktory mnie obejmuje. nie moze mnie zobaczyc. cos trzeba zrobic. tak byc nie moze. kogo zostawic? Adriana czy tego tego.. sobowtora? mysle; ten czlowiek jest lepszym, tamten mnie olewa. ale ja nie moge tamtego ranic, jestem z nim dluzej, nie, ja musze zostawic tego. przykro mi, ale musze. w koncu jednak mowie, zeby do mnie dzownil, bo ja potrzebuje wiedziec, ze mu na mnie zalezy. ze ma dla mnie czas, chociaz 5 minut rozmowy na kilka dni, gdy jest zajety. cos mi mowienie ciezko idzie. nadal mysle o tym, ze Adrian moze mnie zobaczyc. idziemy w strone bankowego. w koncu dochodzimy do jego mieszkania, ktore znajduje tam, gdzie mieszkanie Adriana, czyli wogule szlismy w nie ta strone. jakas sala, telewizor, ludzie, stara brzydka kobieta. ja mam mokre wlosy, z ktorych skapuje woda. w koncu jestesmy w klatce schodowej. cos do mnie mowi, ja odpowiadam. on strzela „haha, ciekawe, co na to cyryl”. mysle z przerazeniem: skad on zna Cyryla? bedzie niezly klopot.

ten Adrian2 dbal o mnie. nie wiem, przynajmniej tak to czolam. Adrian byl odemnie daleko, ale myslalam o nim. dlaczego chce zostawic tego? dla Adriana? przeciez on mnie „nie chce”.
___
dobra. to na tyle.
nonsens. szeroko pojety nonsens. dlaczego zaczelam spotkac sie z kims, kto jest taki sam jak Adrian, ale jednak nie taki sam? i dlaczego chce go zostawic, skoro na zdrowy rozum lepiej dla mnie bedzie, jak z nim zostane? dlaczgo mysle o Adrianie a nie o sobie? to jakis cholerny nonsens! cholera, dalabym sobie rade..
byc moze ten sobowtor Adriana to jego ‚dobra strona’. dobra strona, ktora „objawila” mi sie troche po tym, jak Adrian sie pojawil. i znikla, chyba znikla, przynajmniej chce w to wierzyc zeby sie nie wjebac w jakies gowno, pewnie przed tym, jak sie skonczyla zabawa. albo ja go wyrzucam z siebie. tak tez moze byc.

Dzisiaj mi sie snilo, ze Anka czytala mi to, co napisalam ze snu.
poprostu zaczela mi to czytac, a ja sluchalam..
____

nie, nie zadzownil. ale zyje. dowiedzialam sie.

hah. jakiez to zalosne.

to zaczyna byc smieszne.
___

wczoraj w nocy, tzn kolo 22:30 (dla mnie to juz byla noc) wysylal mi smsa. Miochal. zyczyl dobranoc. ja sie rozklejam, odsylam mu cos w stylu „:) Spij Ciepo. Wspaniali ludzie zasluguja na Cieply Sen”. cholera, jak ja bardzo czekam na te duze literki. ale byly male niestety.
moze i nie niestety.
wlaczylam sobie republike. usiluje spac. napisalam nawet smsa do Boga. Wysyalam Ci smsa, a Ty nic… w pewnym momecie przypomnialo mi sie, jak szlismy w strone mojego autobusu, ktory wlasnie nadjechal. rzucilam troche z zartu „odezwiesz sie?” on sie usmiechnął. nie pamietam co rzucil konkretnie, wiem, ze powiedzial cos w stylu „no tez pytanie”. najwyrazniej pytanie jak najbardziej trafne. nie odezwales sie do tej pory main klain. oczywiscie odpowiedziales mi na smsa. ale kiedy to bylo.. i z jakim znaczeniem.
ta.. jak sobie to przypomnialam, zrobilam ‚duze oczy’. zrobilo mi sie nieprzyjemnie.
___

wreszcie zasnelam. kto mi sie snil? poszlam wczesnie spac, wiec budzlam sie w nocy. 2ga, 3:30.. przysnil mi sie Adrian. najpierw jego sms do mnie. zobaczyylam duze literki. zaczol mowic cos o moim wygladzie. tzn napisal. nie pamietam szczegolow. wiem, ze byl u mnie w mieszkaniu, ze sobie troche pozartowalismy. ze bylo ok, tylko ze na sucho, czyli tak jak powinno byc. nie wiem co tam robila matlega, moja kolezanka z klasy. ale przynjamniej pamietalam zeby wziasc od niej telefon. nie podala mi bo nie zdarzyla.
sen taki.. taki bardzo mily w sumie. nie wiem czy mozna powiedziec, ze poprawil mi humor. ale przynajmniej w nocy bylo mi przyjemnie.
___

ale kabaret.
___

to jakis szeroko pojety nonsens. ja w zasadzie zakladam/wiem, ze to juz tomeout, ale dlaczego nie dzieje sie to z klasa? dlaczego sie nie odzywa? jej, co za problem, dzowni do mnie umawiamy sie gdzies, mowi mi „sorry, ale starczy”. to takie duze i chamskie uproszczenie, ale chyba nieco lepsza niz nie dawanie znaku zycia? co on chce przez to osiagnac? dac mi do zrozumienia, ze ma dosc? Cyryl „mowił”. KURWA! wszyscy cos mowili.
tchorzostwo? niepodejmowanie konsekwencji swojego postepowania? -przejedziesz sie kasiu. -sparzysz sie kasiu. -hania myslala podobnie.
___

z jednej strony staram sie podejsc do tego z dystansem, z drugiej nie moge. nie wiem co sie dzieje, gdybym chociaz wiedziala. nie zadzwonie do niego bo to bylby juz zalosne z mojej strony, a tak jest tylko z jego.
niebawem bedzie kult.

a ja kurwa schudne do tego czasu. i mam w dupie to, ze bede zle wygladac. mam w dupie to, ze mam obolałą szyje i gardlo.

co jest kasiu? wracamy do dawnej postawy? kazdy facet to pierdolony zlamus? mialas nadzieje, ze zmienisz zdanie? on ma dopiero 17 lat? dopiero? doswiadczenie, 30? co sie dzieje, kasiu, bierzesz co dla siebie, bierzesz co nalezy do ciebie, nie robiac przy tym nikomu krzydwy? sobie tez? bo jemu napewno nie.

no tak. tydzien bez chlania to dla mnie niemalo. wczoraj oczywiscie pozbylam sie popcornu ktory zjadlam niby przy American beauty, i dzisiaj boli mnie glowa. glowa i co najgorsze: gadlo. codziennie. przepraszam Cie, robie Ci krzywde, sobie tak naprawde tez.

dwa piwa to dla mnie sporo.

ide do polskiego.

23.02.03 00:09

wrocilam niedawno z Gniazda Piratow. taki fajny klubik szantowy. heh. bylo nawet uroczo. nawet bardzo. mimo mojego braku nastroju do czegokolwiek bylo calkiem przyjemnie. wypilam dwa piwa, najebalam sie nawet troszke. strasznie duzo jaralam. wypalilam chyba ze trzy pety. dla mnie to duzo, tak czy innaczej. bylam zjebana, mialam jakies usprawiedliwienie.
kolejna osoba (tym razem barmanka) powiedziala, ze jestem ‚bardzo mloda’. to takie mile u schylku 16 lat, w zasadzie zaczne je za niecale 2 tyg, jakas osoba, druga z kolei, mowi mi ze mlodo wygladam. czyzbym wymłodniala? zawsze mialam od 17-19 lat. a teraz nawet z powatpieniem mi daja 15. cos sie dzieje?
oni zaczeli grac, ja mimo, ze nie znalam tekstu piosenek, z jakims dluzszym lub krutszym okresem czasu zaczelam podspiewywac. bylo milo. moze dlatego, ze wypilam. w sumie bedzie 2,5 piwa. heh. Pajak widzial co jest. zaczol pisac smsa – pomyslalam – pewnie do marty czy cos. ale nie. okzalo sie, ze napisal smsa do Adriana. cos w stylu ‚kasia bawi sie dobrze, szkoda, ze nie masz dla niej czasu’. pomyslalam: o nie, nie bede robic z siebie ofiary. pomijajac fakt, ze w sumie to nia jestem. musialam sie zastanowic. kilka piosenek, wizyta w kiblu, luzna rozmowa z jakas panienka w tymże pomieszczeniu, ktora wczesniej tanczyla na parkiecie. wyszukalam w ksiazce telefonicznej numer Adriana. -slij, ja nic o tym nie wiem. wyslal.
staram sie o tym nie myslec. olac jakos. zyc dniem dzisiejszym. brac co moje, korzystac. chwytac dzien. staram sie udawac, ze nie widze, udawac, ze nie slysze, udawac, ze nie czuje.
staram sie. naprawde. nie wychodzi.

„idziemy dalej, a w oddali..”

jaki sens w zamykaniu oczu, uszu i serca? prosze, niech mi ktos powie; jaki? no jaki na milosc boska?
mam dosc klamstw, a sama klamię. ciagle komuś kłamię prosto w twarz, sobie tez, potem mówie, ze niby wcale tego nie chce. mała hipokrytka.

pomijajac fakt, ze pojechalam sie z bratem, pomijac fakt, ze ja go nadal nienawidze, ze sie nim brzydze.
on mimo wszystko dzwoni do swojej ukochanej, zaprasza ja do siebie, jezdzi do niej.

dzisiaj znow zygalam. ale za to tylko wieczorem. uszlo troche piwa. ale tylko troche.

Patrcyja.. jak ja Cie rozumiem.
przynajmniej przy Tobie, jak rozmawiamy, nie czuje sie ani gorsza ani lepsza.

wyobrazilam sobie, jakby to bylo zobaczyc teledysk Eminema Lose ypurself za jakies 5 lat. heh. usmiechnac sie na mysl, o czym ja wtedy myslalam, czym sie kierowalam. kim bylam zajeta, i dlaczego kawalek ten jest dla mnie wazny.
___

wczoraj. 20.II.2003 godzina ok. 01:10

to bylo mniejwiecej tak. postanowilam isc spac, polozylam sie, wszystko cacy. postanowilam zasnac przy 94 FM, niedlugo czekalam, polecialo Gdzie Oni Sa Republiki. no tak. w pokoju panowal pomrok, padala niesmiala poswiada z zewnatrz. ale worek. worek ciaglych dylematow, rozmyslan, wspomnien. tak to ma wygladac?
wstalam. cos nawet napisalam zanim spisapam notke. jakis marny wierszych, moze to tekst banalnej piosenki.

Jest mi zimno. Pozno, bo 1rwsza w nocy. jestem glodna. dreamer?

chyba w nic nie wierzysz? mialam sie uczyc.mozna powiedziec, ze wiem, co to znaczy.. to tyle, na ile to mozliwe. niewierze ani Ci, ani w milosc. nie wierze Al, Pajakowi, innym. lubie siebie oklamywac. Jesteś suką. to nawet ładnie brzmi; czyż nie?
Znow zygalam. zreszta, zygam conajmniej raz dziennie od dawna. boli mnie gardlo, ciezko mi sie mowi. kogo to obchodzi? Byles inny, wyjątkowy w te sobotę. mimo, ze uchlalam sie przez Ciebie (jakie to bylo proste, nie, kasiu? takie proste.. -teraz) w walentynki, nie bylam w stanie dlugo sie gniewac (pewnie chodzilo mi o ten telefon. tak wogule to ten tekst wyglada troche jak tekst mowiony przez moja matke gdy wypije, wiec go troszke zmienie (forme)). nie wiem, zaczoles mowic mi cos wiecej, jakbys chcial pokazac mi, ze mi starasz sie ufac (to chyba apropo jego stwierdzenia, ze wcale nie jest otwarty). mowisz, ze rezygnujesz ze spotkania z kolega? jakiez to mile. ja zrezygnowalam z 6sciu drinkow i Ci tego nie wypomnialam. Zreszta, nie chcialam at all. zastanawia mnie po co ta cala szopka. bo Ty i tak mnie nie pokochasz, nigdy. co za nonsens. przeciez to paranoja.

Dlaczego do chuja, gdy jestem z Toba wszystko odplywa i czuje sie bezpiecznie? hah, smieszne, czysta chemia.

Nie wierze Ci. Nie ufam Ci. tylko raz na jakis czas, gdy mnie obejmujesz, gdy kladziesz rece na moim brzuchu, gdy mnie calujesz, swiat i Ty jestescie inni. przedewszystkim Ty. nie wierze, ale jest lepszy. Mialam nadzieje, ze, ze nad tym panuje. a tu gowno. wiem, ja wszystko wiem. ale jakos to spycham w podswiadomosc.

Cholera jasna! co w tobie jest, ze jest jak jest?

kurwa, gardlo mnie boli. zygalam juz wszystkim chyba. juz mialo byc lepiej, ale nic z tego.

nie wierze Ci, kurwa! nie wierze!

mialam dwie rozne notki. spisalam nie ta, ktora mialam spisac z wczoraj, ale jakas stara.. co ciekawsze, nie polapalam sie za szybko, ze to nie ta. a przeciez nic wczoraj nie pilam..

eh..

2 komentarzy

dlaczego sni mi sie dome-l? co chwila. i to w ciagle tym samym kontekscie. mam juz tego tak troche dosc. o czym to moze swiadczyc? ze jest mi zle z Adrianem? ze skrycie czoje cos do domela? nie, to niemozliwe. jestem przez dzien skupiona przedewszystkim na Adrianie, a w nocy wracam do dome-la, motywu samochodu, imprezy, i prowokacji z mojej i jego strony. przynjamniej jestesmy w miare grzeczni. a moze sen sie za szybko konczy, nie wiem.

co tu duzo pieprzyc. bylam wreszcie na zajeciach z plastyki, bardzo fajne. bylam na obu grupach, w pierwszej jest spokojniej, sa przystojni panowie;), ale ja czuje sie mniej pewnie. droga pasuje mi bardziej dniem i godzina, czoje sie w niej lepiej, a towarzystwo.. no przedewszystkim w moim wieku, kilka dziewczyn musi byc z jednej klasy/szkoly bo ewidentnie lubily po kims pojezdzic. wracalam dzisiaj kolo 20:30 do domu, spotkalam znajoma ze szkoly. fajnie-fajnie. popapalam sie, ze byla z kims, Lukasz, mily czlowiek. kolega z zajec z anglika. podobno malo z soba gadaja i wogule malo sie znaja. oczywiscie, standartowo, zdziwienie mojego wieku:} eh. martwi mnie, ze sklamalam mu o tym jak zdarzylo mi sie, iz ktos przerywal rozmowe poznajac muj wiek. dopiero jak juz szlam sama zrobilo mi sie niedobrze.
no tak. czemu w takich wypadkach radze sobie bardzo dobrze, a jak cos jest nie tak, jestem momentalnie zablokowana? otoczka pozorow – pewna siebie dziewczyna.
___

ej, ile razy ja juz to przerabialam. wciaz to tego wracam, temat przewodni. jestem tym zmeczona. dlaczego np. w tym momecie chce mi sie zygac, jak o tym pomysle? to juz jest nudne. jestem znudzona, rozumiesz, dziecko? dorosnij wreszcie. a nie, caly czas masz jakis problem, caly czas musisz cos analizowac, rozwazac, przemyslac. nie wiem kim jestem, nie wiem jaka jestem, nie wiem jaka chcialabym byc, i nie wiem dlaczego caly czas nie dorownuje wymaganiom swojego ego. bo napewno wytworzylam sobie jakas wysoką postac, ktorej wciaz nie moge dorownac, i czoje sie z tym najnaturaniej zle.
__

jestem znudzona, zmeczona. niedokonca zrezygnowana, ale tez.

„zapomnialem Ci powiedziec ze
jestem zakochany”

„nic nie trzeba robic dla zasady
i nie wszystko musi miec swoj sens”

to tak na marginesie.
___

mozna powiedziec, ze sie zakochalam. eh.. wcale tego nie planowalam. i zeby bylo smieszniej, ostatnio wzielo mnie na rozwazanie nad Hania. „ona myslala tak samo”. ciagle tak samo jak ja. no, to fajnie. ona sie sparzyla, to ja tak samo mam prawo sie sparzyc.

cala sie trzese. jest 1 w nocy, niedawno sie rozryczalam rozmawiajac z Pajakiem. jestem pijana, tzn mocno wstawiona, wiec pewnie zrobie sporo literowek. poprawie je jutro, oczywiscie jak bede miala sila,. mysle, ze raczej bede miala.
otoz bylam wczoraj i przedwczoraj u dziadkow,. byla to uroczystosc ich 50seciolecia malzenstwa. trzeba bylo byc , zreszta mi to bylo na reke, caly czas mam chandre, i kazda zmiana miejsca zamieszniania byla mi bardzo na reke.
___

dobra, a teraz juz nastepny dzien mamy, godzina 22:36.
wczoraj chcialam napisac o tym jak sie upilam 1/3 butelka whisky z cocacola i sokiem z cytryny. dlaczego? liczylam ze Adrian sie odezwie. nawet nie liczylam – wracajac do warszawy bylam pewna, ze sie odezwie. powiedzial, ze tak bedzie, a ja mu naturalna rzecz uwierzylam. doczekalam do 18, przeprosilam menela, ze jednak nie bedzie mnie w dolce, nie bylam w stanie pojechac. najpierw napilam sie z Anka jednego reddsa jej, na spoolke. z czego ja wypilam wiecej. Ania cala w skowronkach, ze sie rozluznila i wogule. a ja nic. to nie bylo sprawiedliwe, absolutnie nie. zwarzywszy, ze dzien wczesniej bedac u cioci, wypilam 0,7l wina domowego, zjadlam kawalek kielbasy i potem zygalam w nocy, postanowilam ze dzisiaj moze jednak chlac nie bede. eh.. ale jak wrocilam do domu, do siebie pietro wyzej, matka nieprzytomna poszla spac, a stary siedzial, nie mniej nieprzytomny, przy stole w kuchni. za nim butelka z whisky pelna 2/3. pomyslalam: no tak, bylo mi to pisane.. godzina wtedy byla wczesna, kolo 20, wyslalam siostre po cocacole. nalalam sobie – nie jest zle. zaprawilam sokiem z cytryny, naprawde niezle.
pogadalam troche z Patrcyja. no tak.. nie czolam sie dobrze. absolutnie nie. na zmiane lapal mnie swietny humor i totalne dno. generalnie rzecz biorac tak, nawalilam sie. obalilam 2l cocacoli z dwiema cytrynami i polowe tego co zostalo w butelce, pogadalam zdrowo z Randym przez telefon (jego boski glos;> ), pobladzilam troche po sieci. nawet troche poplakalam (troche bardzo) rozmawiajac z Pajakiem. nie wylalam na zadnego faceta tylu lez, co na niego.
generalnie pamietam tylko takie wydarzenia z grubsza. wiem, ze poszlam wreszcie wygoniona przez starych spac, ktorzy niczego nie zauwazyli. lezalam chwile, wszystko zaczelo mna przetrzasac; wiedzialam, ze to to samo co dzien wczesniej, i ze powinnam udac sie do toalety, bo zazygam bratu (spalam u artura – podwojny materac, blizej ziemi) luzko. zrobilam wiec asekuracyjnie to, co powinnam, zaparzylam sobie troche cherbaty. wrocilam do pokoju, otworzylam szeroko okno, zaczelam wspominac sylwestra. wszystko sie kolysalo, mi bylo wszystko obojetne, bylo mi nie dobrze, mialam wrazenie ze im bardziej Adrian sie odemnie oddalal tym bardziej, jak ta slepa sierota, zalezy mi. zaczelam wdychac surowe powietrze, tak, pamietam to skadś. w sylwestra tez zrobilo mi sie slabo i powiedzialam do Adriana i Cyryla: sorry chlopcy, ale musze was opuscic i udac sie na balkon bo mi slabo jest’. wstalam i udalam sie przed siebie, dopiero przy balkonie zorientowalam sie, ze za mna szedl Adria-n a w oddali cyry-l. zaczelam tak wspominac, w koncu siadam na luzko nieopodal, okrywam sie koldra i opieram sie o sciane. wszystko mi sie krecilo, sen byl niemozliwy mimo zmeczenia. nie moglam zamknac oczu, z otwartymi bylo mi ciezko. wypilam cherbate, chwile posiedzialam. bylo mi wszystko jedno. w koncu zasnelam.
_
niewiele pamietam z przemyslen, jedynie to przed snem. myslalam niewatpliwie duzo i intensywnie. bolalo mnie to, ze mnie oklamal, ze nie mozna mu ufac. czulam sie smieszna, marna, to takie typowe. bardzo mi poprawila nastroj rozmowa z Radziem, za co mu dziekuje:) mimo, ze niewiele pamietam z tej rozmowy, tzn wiem, ze rozmawialam, ale nie pamietam dokladnie o czym, wiem chociaz ze powtorzyl cos w stylu, ze przywali Adrianowi:] hah. no tak, moja pamiec jest wyjatkowo wybiorcza. chamica jedna.

dzisiaj mialam plan ustawiony. wstaje wczesnie, pracuje troche. troche nauki, potem panszczyzna. o 13 chcialam isc na demastracje przeciwko wojnie z irakiem, potem wrocic do domu, i na 19:40 isc do feminy na wladce. ku czci 15 lutego 2002, isc tam sama i najwyzej sobie troche poplakac podczas seansu. taki maly masochizm emocjonalny.
wszystko ok, z Anka udajemy sie w kierunku feminy, poznaje to miejsce. idziemy, zaraz bedzie femina, kupie bilety i bedzie przesadzone. ale jak na zlosc dostaje smsa. chcialam zobaczyc te duze literki. i jak na zlosc, zobaczylam.

napisal. z wyrzutem, ze kupil karte, wyslal smsy a ja nic. jak zareagowalam? zupelnie jak ja: lzy w oczach, kurwa na ustach. Anka mnie uspokaja, a ja bylam wkurzona. delikatnie powiedziawszy. jakos nie chcialam wierzyc w to, ze faktycznie wyslal wczoraj, czyli w walentynki, jakies smsy. moze dlatego, ze moje picie nocne nie mialoby uzasadnienia, a to byloby niewygodne:)
nie chce mi sie pisac o calej zabawie w kotka i myszke. w koncu sie z nim umuwilam na wieczor. jakos mi to wszystko smierdzialo.
___

teraz jest 23. jestem na ‚swierzo’. bylo.. bylo milo. nawet bardzo. tak, dalam sie nabrac. znow przestalo mi zalezec na czymkolwiek, pomijajac fakt, ze zalezy mi generalnie na nim. moze to stad, albo raczej napewno. troche z nim pogadalam. co ciekawe, powiedzial troche wiecej o sobie niz zwykle. ja zreszta tez. nie wiem, mam wrazenie ze moja intuicja w jego wypadku bardzo zawodzi. tzn nie kwestia wrazenia – tak jest naprawde:)
jak to sie dzieje, ze jak jestem z nim wszystko inne gdzies odplywa? i dlaczego cos sie zmienilo? nie wiem czy dobrze zrobilam dajac mu do zrozumienia, ze ‚mi zalezy tak samo jak jemu’ zamiast go opieprzyc, ze nie zadzownil. zreszta – nie przyszlo mi to do glowy. Randy mial racje, ze mnie omota. ale przynajmiej zdobylam sie na odrobine chlodu. bylam troche chlodna, nie robilam nic wbrew sobie. nie wiem, nie wiem, nie wiem.

ostatnio generalnie nie wierze w nic i nikomu. no, musze przyznac, ze wierze Radziowi, moze daltego ze ma taki glos piekny;>. Al przestalam wierzyc, Pajakowi tez. nie wiem co sie dzieje, moze mi to minie. moze minie to szybko i bede mogla bardziej trafnie ocenic Adriana. nie wiem.. smiejcie sie ze mnie, mam was w dupie.
dzisiaj nie chlalam. jestem z siebie dumna.

moze i bede zalowac. moze i napewno. dlaczego mi wszystko tak wisi? i dlaczego przestalam wierzyc?

ta.

1 komentarz

szczerze mowiac to, zebym sie bala poczuc cien dobrej mysli, jest zupelnie logiczny. bo wkurwia mnie, jak w natloku swojego cholernego pesymistycznego nastawienia, czasami zyskam nadzieje na cokolwiek, okaze sie, ze po raz kolejny wszystko poszlo sie jebac. z tym jeszcze wiekszym bolem, ze uwierzylam.
___

jestem zla na caloksztalt Adria-na? nie, jestem zla na siebie. nie ufam innym, ani w to co mowia, a sobie dalam sie bezprezedensowo nabrac. przeciez to zalosne, tak, ze szlag trafia.

dobra, juz. spokojnie dziecko, tatus(czyli ja sama) jest z Toba. Twoj wiecznie wierny, oddany, obłędny przyjaciel. czyli Ja we wlasnej osobie.
___

koniec z ta szopka. ciagle analizujesz siebie, nie mozna znac wszystkiego.
___

hah.
mialam nie wracac. ale ta mysl tuż po przebudzeniu. dzisiaj, po 21, spalam za dnia (wieczoru). dostalam smsa. uslyszalam na drugim koncu mieszkania, za zamknietymi drzwiami, przez sen. Podeszlam, nacisnelam „OK”. liczylam na co? na ten uroczy text duzymi literami.
to jednak nie byl on.


  • RSS