zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2003

wieczorami lubie swoja twarz. to twarz Ewy. ja zawsze dobrze sie trzymam, taka juz jestem.

za duzo tych klamstw. za duzo, z kazdej strony.

eh, jeszcze mnie boli.

plan na jutro? teatr, nauka, patrycja, zajecia, Michal, nauka.

nie wiem o czym pisac. musialabym powtarzac poprzednie notki. to bez sensu.

..jakze nieznosna jest
samotnosc?

nie,
jakze nieznosne sa wspomnienia, i wrazliwosc tez.
o, wlasnie

..jakze nieznosla jest wrazliwosc.

bylam na rekolekcjach, zmarzlam. wrucilam do domu, po wypiciu litra zielonej herbaty polozylam sie na godzine. nie spalam, raczej rozmyslalam. oczywiscie, przy heyu.

chyba sie czegos boje. jakos nie pociesza mnie weekend, ktory bedzie niebawem, mam rekolekcje wiec tydzien mi zleci szybko.

matka to samo, heh, rozmawia ze mna jak z czlowiekiem tylko, jak wypije:) jak ja wypije to raczej nei rozmawiamy;)

brat? brat. brat to brat.

chcialabym odplynac. tak raz na jakis czas, to nie jest glupi pomysl.

melanchliczka?

nie wiem, wracam do holocaustu.

tak, wlasnie.

dziwnie sie czuje. dosiegnal mnie dzisiaj lek, ten niezindetyfikowany lek, ktory kiedys mi tak czesto towarzyszyl. co chwila zalamuje ramiona. chce mi sie plakac, zwymiotowac. jakos wyrzucic to tchnienie z siebie. to niewlasciwe tchnienie.

przeczytalam fragmnt pamietnika na wywrocie.
tak, wrazliwi maja niefart. wrazliwi. heh, jak rozmawialam z Toba, ‚jestem dosc wrazliwa osoba’ (smiech) ‚i to mi przysfarza sporo problemow’ i mowilam dalej. moglam powiedziec wiecej, nie zrobilam tego. juz nie mam wyrzotow sumienia. zabawne, szybko przyszlo, troche podrapalo i, jakos.. poszlo.

jestem wrazliwa. niestety. duzo czuje, wiem, od dawna wiem, ze to wina przedewszystkim tego ze duzo czuje. sporo widze. czesto nie to, co powinnam. i potem place za swoje bledy, albo slepote. albo nadmiar widzenia.

nadmiar widzenia szczegolow? moze za malo caloksztaltu? nie wiem. tak abstrachujac od tego, to prosze prosze, wreszcie zaczelam pisac cos bardziej konstruktywnego niz tylko Adrian-Adrian.

‚za duzo widze zbyt mocno czuje’
to brzmi troche jak banal, ale to bardzo czeste jest. jestem wrazliwa? patrze na brata, ojca, matke, siostre, znajomych, przyjaciol. wyrzuty sumienia, ciagla analiza. analiza siebie, innych, caloksztatu i szczegolow. ciagle mam wrazenie, jakbym nie byla zdolna juz, do wysuwania nowych wnioskow. ale co zrobic, jak ja mam trudnosci z nazywaniem niektorych rzeczy?

mowilam kiedys, ze moj brat to zlamany chuj?

ja niestety nie zapomnialam.
nie wybaczylam.
a on mi w tym nie ulatwia swoim zachowaniem,
traktuje mnie jak wiadomo co, a ja mam wyrzuty, ze nie reaguje tak ostro, jak to mialoby miejsce kiedys.

kiedys-kiedys-kiedys-kiedys…

dotyka mnie rezygnacja. bezczelnie, przyszla dawno, stala obok mnie. teraz posowa sie coraz dalej, jest coraz bardziej smiala. a mnie kusi, zeby jej ulec. zeby dac sie jej dloniom, ktore tak natretnie po mnie siegaja.

zeby ulec rezygnacji.

potem bede placila za swoije grzechy. niebawem egzaminy. czekaja mnie heppeningi. a ona jest kolo mnie i siega po mnie. a ja nie mam chyba sily, zeby jej odmowic. mam jakis stan poddepresyjny. ona wie, co robic. poprostu mnie dotyka.

Brak komentarzy

zaczelo padac.
nie, to on zaczol padac – deszcz.

ide mu na spotkanie

kolo 6stej nad ranem

wiesz, nie jest mi przykro, bo jestem sama. pewnie gdybym chciala, nie bylabym. ale chyba nie chce.
Przykro mi, ze to tak bylo. ze mi zalezalo. nie na tym, zeby on byl i czasami mnie pocalowal, usmiechal sie i dawal pozorny-spokoj; – ale jednak, spokoj.
Zalezalo mi na nim. na tym wlasnie czlowieku. pierdolilam wszystko i wszystkich. ale cos sie stalo, ze jego – jego akurat nie moglam. i jest mi przykro poprostu.

w nocy

Brak komentarzy

5:30

Adrian, ja nie chce dla Ciebie tak poprostu przeminac. czy to za duzo? (jak to teraz czytam to raz, ze bylam nawalona, a dwa, text pisany.. hm, niezle, lanie wody i inne. teraz patrze na to innaczej)

(jeszcze o godzinie kolo 4 – opisuje to, co bylo, po przebudzeniu sie po godzinie czy tam dwuch)
bylo mi zle, nie moglam oddac piwa, wiec napilam sie soku, puscilam sobie heya. pierwsze kawalki, polecialy – jesli laska, najwazneijsze, czystciutkie sumieniee. czesniej odkrecilam zaluzje, w swietle latarni jawila sie resztka deszczu.

to ciagle ja, to cialge ja

usiadlam na luzku, podlozylam sobie pod plecy poduszke. obok zeszytu, dlugopisu, kubka z sokiem Heya i widoku na mgle w latarni. spisalam poprzednia notke w ciemnoaciach. Hey ze mna, troche mi przykro.

Mamy 5:53. Obudzilam sie o 5:48, Hey jeszcze lecial. ostatni kawalek. koiec kasety. spalam na siedzaco, z Toba, z Heyem i widokiem. nie chcialabym dla ciebie tak poprostu przeminac. ale to jus sie stalo. dawno. 5:30

tak

Brak komentarzy

wczoraj jakos w nocy
po tym, jak tatus mnie od kompa wywalil
po tym, jak rozmawialam d 22-3ciej nad ranem (3:30, nie wiem dokladnie) z Michalem

siedzialam w luzku, sluchalam heya, a moj zoladek zmagal sie z piwem. zjadlam czekolade, trudno mu sie wiec dziwic.
zjadlam w piatek i w sobote tyle czekolady, co przez ostatnie trzy miesiace nie.
tak sobie rozwazalam.
Michal cos wspomnial o Adrianie. bo widzieli sie rok temu w sylwestra przeciez. na 2001/2002. mowil, ze caly czas gadali, ale cos ze go olewal generalnie.. jakies takie.
pamietal jego wejscie, tak, ja tez pamietalam jego wejscie.

byloby innaczej, gdybym. gdybysmy.
ale bylo jak bylo.

rozwazalam znacznie wiecej, niz zdolalam napisac. i tak ledwo roczytalam.

o czym moglabym napisac w krotkim liscie? o tym, jakze nieznosne jest nie moc zwymiotwac?

puscilam wlasnie republike – gdzie oni sa. niezle. poczulam wlasnie ten spokoj.
pozna reakcja. w sumie spodziewalam sie tego.

wczoraj. wczoraj po szkole na saskiej zgarnelismy sie z teddim, pajakiem, pewnym markiem i bartkiem do centrum, do wedkarza. potem jeszcze na placu konstytucji czekalismy na dwie osoby od teddiego. zobczylam ideacego metala przez pasy. czarno-bialy sweter, radykalnie dosc. pierwsze wrazenie bylo takie samo jak w sylwestra dwa lata temu odnosnie Adriana.ale nie myslalam wtedy o tym. Michal. Michlal-pochlej-Michal.

wlasnie leci „nie pytaj o polske”. przed spotkaniem z Adrianem,tydzien temu,jak zajrzalam do kibla w netrze, albo raczej w lustro, chodzilo mi to po glowie.
nie pytaj mnie
dlaczego jestem z nia
nie pytaj mnie
dlaczego z inna nie
dlaczego mysle ze
ze nie ma dla mnie innych miejsc
..co widze w niej

nie chcialam sie o to pytac. wiedzialam,że odpowiedz nie wnosi nic.
a wrecz przeciwnie

dobra no, co jest, malo czasu,nie bedzie dla nas miejsc, idziemy, ja,Pajak, bartek. oni czekali na jakas dziewczyne.
generalnie pozniej bylo dosc fajnie. jak to w pubie, bywa fajnie, czasami mniej. nie bylo zle. troche pogadalam z michalem, troche z bartkiem, to tu,to tam. standart, ciesze sie,ze nie bylo ze mna nikogo; ani patryucji, ani anki. zreszta..
skojarzenie z Adrianem.oczywiscie, inteligentny czlowiek. oczywiscie, jak zwykle. duzo widzacy, z patrzalkami. patrzalki:)
tryb zycia, Adrian mniej przeklinal, przynajmniej mniej ze mna jak byl – nieprzeklinal wcale. troche przywolalam kolege Michala do porzadku,sama nie bedac lepsza.

nie rozumiem, co moga miec wspolnego. integrowac, podpasowac podemnie, niewiem,mial chec, jakis kretyn;) heh, jak wtey sie wylaczyl, spojrzalam na niegp – no tak, kasiu,znow robisz swoje. zapytal -co? dlaczego ten typ zawsze pyta co? Adrian, radykalny Adrian.

troche mi nawet przykro bylo w pewnym momecie.

slyszysz,kurwa? bo to raz mi bylo przykro z Twojego, kurwa, powodu.

im wiecej osob znam, tym wiecej wiem.

proste.

kolega teddiego. ludzie, macie matury!
a fajny text walnol w pewnym momcie. oni cos gadaja, ja po drugim piwie, cos o szkolnictwie. wczesniej troche gadalismy z soba, troche przekomarzania sie, ‚przyjemnosci’, nie wynijakach z niesympatii co poporstu zartow – w sumie to lubie tak. ale nie znal mojego wieku. nie wiem na co liczyl, byl przekonany, ze zdaje mature wraz z nimi:) „w gimnazjum wiadomo, jaki jest poziom’. ja i Pajak, poroumiewawczy smiech, reszta milczy. bylo smiesznie.

troche popatrze na caloksztat swoimi oczami, oczami proadriana. zadnych glebokich rozwiazac, rozwazan, tylko jedno – tak, czastka Adriana.
nie wiem co myslec. poprostu. potrzebuje troche czasu chyba, nie jestem tak zdolna jak oni – na bierzaca analizujac sprawe czy jak to tam, ja musze wszystko po kolei, raz po razie, wracac do punktu wyjscia, wejscia, obchodzic srodek.

ja musze.

potem mial byc koncet, ktorego nie bylo. upilam sie, trzema piwami, bez kitu. to dlatego pewnie, ze siedzialam, na dupie w pubie, to nie impreza gdy wypije trzy piwa i mam sie swietnie.

wyrzuty

Brak komentarzy

mam wyrzuty sumienia. tez wzgledem Adriana,
nieslusznie, o czym wiem.

tak, ja i moje pojebane sumienie.

czyli jednak mnie to rusza.

tak, kasiu,
tak.

szkola, dzkola.. i po szkole, wczoraj nie poszlam ani do mickiewicza, ani nigdzie. obijam sie strasznie, nauki mam od chu.. cholery.

bylam na zajeciach. pogoda zaczela sie psuc, odczulam ulge. moze bedzie padac. wreszcie. ile mozna mowic sloncu, jak bardzo sie go nienawidzi? niestety, nie padalo do czasu, az weszlam do gmachu palacu mlodziezy. gdy z niego wyszlam; odpowiednio wczesnie, ulice pachnialy deszczem, a samochody blyszczaly. bylam zla.

wracajac z zajec (alez ja wiedzialam, co robie. wiedzialam, zeby wysiasc wczesniej..) na kladce spotkalam Michala i Martyne. heh, jeszcze w czasie drogi porobilam sobie troche niechcacy jaj z pewnego kolesia, ktory nie bardzo chyba wiedzial co sie dzieje. stalam obok mnie przy dzwiach, czasami zerkal na mnie czy w moja strone, wtedy sie usmiechalam ale mimo woli; do szymy lub przed siebie w nie-jego kierunku. chamskie troche, ale mam nadzieje, ze zle tego nie odebral. dopieto pozniej Michal dolaczyl do nas. glupie zachowanie. odpowiedzialam mu tym samym. rozumiem, ze mialo byc smiesznie i wogule, ale jakos.. nie.

ale wracajac do Michala i Martyny. wsiedli jakos na koncu autobusu, okazalo sie ze tamten gosc chyba poszedl pogadac z Michalem, a Martyna do mnie. dopieto pozniej Michal dolaczyl do nas. glupie zachowanie. odpowiedzialam mu tym samym. rozumiem, ze mialo byc smiesznie i wogule, ale jakos.. nie.
przynajmniej nie gralam bardzo. potem, jak juz MArtyna wysiadla, zapytal co u mnie. co mialam mu powiedziec? ze mam duzo nauki? no, to tez mu powiedzialam.
potem gadalismy z 35min na goclawiu. mam nadzieje, ze nie bedzie zaczynal. ze jak mnie lubi to fajnie, ale ze nie bedzie tego rozwalal. to tak, prowizorycznie.

zmeczylam sie.
jestem zmeczona

odnosnie nastepnego spotkania powiedzialam mu cos w styulu, zeby jak ma ochote to niech wali, bo to z reguly faceci itp (nawiazujac do poprzedniej rozmowy). powiedzialam mu cos w stylu ‚mam dosc..’ ale ugryzlam sie w jezyk. co? mam dosc akcji -facet? nie powiedzialam mu o co chodzi.
i dobrze


limuzyna czeka.
(smiech)


  • RSS