zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2003

imponujace. dlugo nie pisalam.

dzwonilam wczoraj do Al. zapytalam o to, co nigdy dokonca nie bylo mi wiadome – dlaczego. jednak depresja. poruszylo mnie to troche, stad poprzednie notki. troche, bo uswiadomilam sobie, a nie tylko wiedzialam. bylam na nia zla. poczulam autentyczna zlosc. klamala mi, ja robie to samo. urocze. dwie dziewczyny, znajace sie.. znam ja ponad 3 lata. obie mialysmy gorsze i lepsze czasy – wiadomo, obie bylysmy wrazliwe, obie widzialysmy.. ale ja zawsze mowilam. ona nie zawsze.

mam jej troche za zle, ze tak zrobila. podejrzewalam – balam sie, bulimia? anoreksja? ona tlumaczyla, ja jej ufalam. bezgranicznie jej ufalam, pozatym bylam zajeta soba. nie mialam ‚lekko’, zreszta, kto ma? pamietam, jak naiwnie (naiwnosc upozorowana) okazalam jej.. pamietam jak dalam jej ciastko, domowe, gdy byla u mnie. dlaczego klamala? nie miala powodu by klamac, nie ufala mi, poprostu. nie na tyle.
czy ja mam powod? jaki ja mam powod oklamywac wszystkich, z soba na koncu – albo raczej; na poczatku?

niewazne. w kazdym razie ja sobie dam rade, nie mam zadnej jebanej depresji, poprostu troche mnie to wszystko przygniotlo, ale przynajmniej wygladam lepiej.

wydaje sie ze ja rozumiem. coraz czesciej jest dla mnie i ja dla niej obcym czlowiekiem.

ja sobie rade dam, bez niczyjej pomocy.

nie, nie to ze sie odcinam od ludzi. wrecz przeciwnie, bez nich nie istnialabym. mam ambicje by byc taka jak chce. poradze sobie z moim emocjonalnym ja, z wszelkimi wyrzutami sumienia, wspomnieniami.. kazdy tego doswiadcza, kazdy ma swoje do przelkniecia.
ja swoje polykam najwyrazniej nieumiejetnie. albo wogule nie zaczelam jesc. jesc? to ciasto, takie smietankowe.. nigdy nie lubilam smietanowych ciast, a uwielbialam czekoladowe, kakaowe.. tak, te kochalam najbardziej.

czego moze zalowac kobieta?

mialam sie uczyc
a w rezultacie napisalam poprzednia notke.

nie lubie w wordzie tego, ze stawia duze litery na poczatku wersow po spacji.
a chcialam spisac slowka do nauki.

wiedzialam, ze gdzies mam plik, gdzie spisywalam te wyrazy, ktorych nie umiem, czystajac ksiazke. co znalazlam?

exhausted – wyczerpany
trembling –
thunder – grzmot
battle – zmagacsie
against – przeciw

distant – daleki/odlegly

napisal „grzeczne dziewczynki juz spia o tej porze, wiec moze przeszkadzam?!”

violent – gwaltownie

zatkalo mnie.
zrobilo sie troche przykro. nie wykorzystalam szansy – a moglam. chociaz moze i wcale nie moglam.

03.02.01

1 lutego 2003.

mialam napisac co u mnie. pewnie niewiele napisze. ostatnio malo pisze. generalnie.

co? nie wiem co. zabawa trwa dalej, od czasu mojego ostatniego maila zmienilo sie troche, nadal mam cos w rodzaju chandry. wiesz; mala rzecz, jakas niedogodnosc, tzw ‚problem’, nie wazne czy chodzi o graniczace z patologia relacje w mojej rodzinie czy moje ja emocjonalne, jak cos jest nie tak zawsze skupiam sie na tej jednej drobnej rzeczy, biore gleboki wdech i ide dalej. przez ostatnie mniesiace zwalilo sie wszystko na raz i ta jakos mnie troche przerasta. tzn innaczej: odczuwam zmeczenie. zmeczenie chemiczne, nie zalezne od konkretnej sytulacji. widze slonce i jestem zmeczona, napewno wiesz o czym mowie.

jak dzisiaj wpadles na gg wlasnie upajalam sie radosnym fartem znalezenia kilku starych maili od Ciebie. nie zmieniles sie Ty, tylko wszystko inne.. zabawne. po raz kolejny czytajac to usmiecham sie do siebie ‚tak, skad ja to znam’. nie wiem czy to tak wszyscy czy tylko my jestesmy jakims chorym przypadkiem analogi?:)

schudlam, jestem zadowolona. kilka kg. rzucilam palenie, inni niech robia co chca. Ty tez w sumie mogbys do jarania nie wracac – po bo co? jak pet zaczol wkradac sie w moje zycie na zasadzie, ‚a, wezme jednego, rozluznie sie’ bylo nienajlepsze. rzucilam raz.. i znow zaczelam, dla smaku. i teraz tez rzucam, bo sądząc po stanie w jakim sie znajduje od jakiegos czasu, papieros bylby moim kumplem. z gandzia sie naszczescie nie kumplowalam nigdy – nie czas i miejsce:) pozatym zawsze jest piwo. piwo to fajna sprawa, dobre, wrecz genialne, oczyszcza jelita.. piles kiedys grzane z przyprawami korzennymi? jezus, nic lepszego. myslalam ze sie od kufla nie odkleje.

troche sie martwie o siebie. wiesz, przeraza mnie kilka rzeczy jezeli chodzi o mnie. pomijajac jakis stan poddepresyjny, co raz przypapuje sie na innych ‚dolegliwosciach’. z drugiej strony wmawiam sobie, ze tak, kasiu, ten wiek, zreszta, co to ma za znaczenie? bo przeciez ja z reguly pier*ole wszystko.
z reguly. a ja z reguly lamię wszelkie reguly.

jestem sama, ale nie samotna. jak zawsze dobrze sie trzymam, ‚ja zawsze jestem spoko tylko czasem troche mniej’ – pamietasz?;) ostatnio faktycznie przesadzalam, ale np. wczoraj wypilam tylko 1,5 piwa a dzisiaj nic. nawet piszac do Ciebie bawie sie w pozory. zalosne, poprostu zalosne. bo o czym mam pisac? ze generalnie jest zle, zle z powodu i zle chemiczne, a niebawem mam egzaminy? no to pisze.. i co z tego?

cos mi sie snilo. z moim podejsciem ‚narazie bede sama, mezczyzni WON’ moj sen przeczy samej sobie. nawet w snach robie co chce:p ale nie w sumie to ja grzeczna bylam. no bo ja z reguly jestem grzeczna.. 16letnia kasia i.

tak, teraz dla odmiany Twoja kolej. tak, wiem, Ty nie masz czasu ani checi pisac co u Ciebie, tylko kilka wyrywkowych informacji na gg.
powinnam walczyc o swoje:)

pada, deszcz delikatnie daje mi do zrozumienia, ze jest. slysze go, jakiez to piekne uczucie. dzwiek.

jestem zmeczona. zostalam uderzona, przeciez to nic nowego. nawet nie bylo mi przykro. wieczorem wieczorek alkoholowy, zalamal mu sie glos. przeprosil. ze nigdy wiecej. myslalam, ze sie pozygam. mialam znakomita ochote sie pozygac, mialam ochote wziasc czarna kule we mnie i wyrzucic ja przez okno – wraz z moim cialem i dusza.

nie wiem, mialam wyrzuty sumienia. wobec siebie, ze tam poszlam, i ze mnie przeprosil. kiedy to mnie uderzyl, poprostu poczulam sie lepiej – przynajmniej jest normalnie – pomyslalam.

to sa absurdalne rzeczy. jeden wielki absurd – to ja. jestem tym zmeczona, nie rozumiem, skad te nietypowe wyrzuty sumienia, dlaczego reaguje ‚chemicznie’ tak, a nie innaczej. tlumacze zachowania innych, swoich nie moge. zawsze moglam, teraz nie.

wizyta u psychologa odwlokla sie po raz drugi. no coz. ktoregos dnia tam pojde. nie wiem jeszcze gzie, ale gdzies napewno.

piwniczne okienko:) heh, mysle, ze nie przeleci przez nie czarna, szklana kula. pozatym ja sie nie zmieszcze, a czarny przedmiot jest czescia mnie, nierozlaczna.


dzisiaj heppening. napracowalam sie troche na niego, jednak nie tak jak chcialam. tzn moja praca byla mniej pochlaniajaca. za duzo myslalam.

potem lekcje, potem holocaust. nie mam sily, chce spac. wiem dlaczego – sama jestem sobie winna.
to chyba jeszcze nie jest choroba. ale ja nie wygladam jeszcze tak, jakbym chciala.


generalnie jestem zmeczona. z kazdej strony. nie mam sily wracac do domu, nie chce. jak kiedys.
kiedys-kiedys-kiedys

ale nie, ja sobie dam rade, dam rade sama.

zastanawiajace jest, jak bardzo zmienilam sie w ciagu ostatnich 3ch lat.

i jak bardzo pozostalam taka sama.

7 4 2003 12:01

nie mam sily. to jest wrecz makabryczne. a ja wiem, ze nie moge nic zrobic.
nikt niczego nie zauwaza. moze to i lepiej.

mowiles o sniegu, pamietasz? ze w sumie moglby spasc. i spadl. dzisiaj, kilka razy. rowniez padalo. i wczoraj takze. zla bylam, ze mi sie wlosy zniszcza. lubie byc zla na takie rzeczy. zapominam wtedy o reszcie.

mowiles o sniegu. ja przytaknelam, lubie bialy kolor. najwazniejsze jednak, zeby nie bylo slonca.

troche sie chyba odcinam, od reszty. od Al, Pajaka, anity, anki, o reszcie nie wspominajac.
co oni o mnie mysla? reszta?

zaraz ide spac.

ja i moj organizm potrzebujemy tego.

6 04 2003 20:46

praca-praca-praca-praca
teraz moze mnie uratowac tylko praca. ja juz nie wytrzymuje, ale moze jak sie zajme to jakos to przelkne.
jestem ambitna, a nie, jak oni mysla. oni to gowno. nie, to wcale nie jest tak. nie jestem zepsuta.

6 04 2003 12:01

taryfa

Brak komentarzy

niedziela rano

eh. cotydzien to samo. to samo uczucie, gdy wstaje rano w sobote i rano w niedziele. wczoraj pilam duzo zielonej herbaty. myslalam ze to jakos uleczy moj zoladek, ktory mnie bolal po domowej popitce. jezusie, trudno sie dziwic. ale i tak malo pilam, bpo tylko dwa piwa i drink z niecalych dwuch kieliszkow. duszkiem, nie lubie drinkow.
wczoraj oprocz tego film z Al na 19 – Upaly. NO COMMENT. tzn comment, ale pozniej. potem wypilysmy jedno piwo na spolke. malo czasu mialam, mialam jeszcze do Pajaka jechac. zajechalam don kolo 22:30, autobusem, wiadomo. impreza marna, ostatnio nie mam szczescia. kilku chlopakow poleglo. inni pili resztki tego, co bylo. ile wypilam? dwa razy czysta, wsciekacz, z poltora lampki wina, piwo. boze, jak ja to znosze to ja nie wiem. zjadlam niemalo, jakies chleb z maslem, jakis kotlet, jakis serek.. matko najswietsza, moj zoladek jest niesamowity. niewymiotowalam tym razem, musialam tylko udac do do kibla, ale nie we wzgledow sanitarnych tylko tam posiedziec – jakies takie powietrze mniej alkoholowe bylo.
podobno byl domel, i w sumie dobrze, ze mnie nie bylo. to moglo sie zle skonczyc.
Pajak, nie moge byc z Toba. jestes moim najlepszym kumplem. ja podobno Twoja najlepsza kumpela, ale nie te uklady. ja nie moge sie teraz z nikim wiazac, nawet gdybym chciala. nawet gdybym mogla – bo moglabym. ale nie chce, nie moge. jest wiele ryb w wodzie. wiele ryb ktore sa w poblizu. ale Adrian byl tym Kamieniem. i nadal jest mi przykro. nie bede pisac dlaczego – juz to robilam. popelnilam za duzo bledow. musialam go zostawic, on tez.
i ja nie mam sily na zwiazek.
jestem tak zjebana, jestem tak w kawalkach ze sie zygac chce. sraczka w gaciach, jak to ktos powiedzial przy okazji teatru tv.

musze sie pozbierac. tak, zamiast sie zbierac chlam po katach.

impreza trwala, marna byla. rozmawialm troche z Pajakiem, pijana, dwoi mi sie w oczach, nie moge. kolo 2:40 ulokowalam sie na fotelu, dostalam poduszke i koc. co chwila wstawalam by zaczerpnac swierzego powietrza (to jest jakies chore. jak mozna sie lepiej poczuc po przebywaniu w kiblu?).. no, wlasnie tam. oni mysla ze ja zygac chodzilam – ale nie, nie zygalam wczoraj. wyjatkowo.
kolo 3:40 dzwonie po taryfe. Pajak bączy zebym zostala, ale ja nie moglam – bylam zmeczona, chcialam spac. u siebie. taksowka przyjechala, stala blisko. wsiadlam, pojechalam. robilo sie jasno. weszlam na gore, stary nie spal. przebralam sie, polozylam spac.

see my heart

Adrian ciagle, ciagle.

6.04 2003 10:46

jestem ambitna, wrazliwa, umiem byc twarda. pije, ale malo, z umiarem. nie pale, rzucilam palenie. to zatruwa umysl, zatruwa mnie. piwo nie jest tak szkodliwe.

na imprezach sie nie upijam. w domu tez nie, no, tylko czasem.

umiem dobic swego, angazuje sie w heppeningi, wiem, ze mam szanse jezeli chodzi o holocaust. dam rade, musze, bo jestem ambitna.

jestem wrazliwa i wyrozumiala. rozumiem ludzi, ich watpliwosci. umiem patrzec, nie zawsze patrze na to co istotne. jestem hipokrytka jak kazdy czlowiek, mam do tego prawo.

mimo, ze moge, nie jestem zepsuta. nie. nie bedzie zadnej taryfy ulgowej. zadnych problemow, ja ich nie mam. ja tylko jestem zbyt wrazliwa, i czasami pewne niedogodnosci w domu czy wspomnienia tych niedogodnosci, pewne zmiany w systemie wartosci, wyrzuty sumienia. to nic. ja dam sobie z tym rade. nie zepsuje sie.

zadbam o kota, o nauke. ostatni miesiac, dam rade, musze, bo jestem ambitna.
nikt mi w tym nie przeszkodzi. ja tez nie.

lek

Brak komentarzy

czegos sie boje. cholera jasna, moja szyja, nachylam sie nad klawiatura i poprostu nie moge.

czegos, nie wiem czego.

dzisiaj impreza calonocna u Pajaka, jakos nie poprawia mi to nastroju.

zapomnialam Ci powiedziec ze..
.. jestem zakochany

ciagle, ciagle go nosze w sobie.

deszcz w nocy padal. przypomnialo mi sie wlasnie.

deszczu, czemu nie jestes tutaj, ze mna?


wiem, myslalam o tym spokoju. zaznawalam go w Twoich ramionach. troche niepokoilam sie, ze Ty tego spokoju nie masz. ze tlamsisz w sobie swoje smutki.
wyobrazilam sobie szklanke, ja w niej sie gniezsze, jest mi dobrze. zabawna wizja. chyba Ty byles ta szklanka. jakos tak wspomnialo mi sie.

kara bedzie lek

tak, grzesze bardzo


  • RSS