zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2003

matka chce z nim zostac.

dlaczego wiedzialam? dlaczego czulam, ze powinni sie rozwiesc? jakim prawem on ja wypchnal z pokoju, mimo, ze byla pijana?

jakim, JAKIM PRAWEM KURWA JEGO PIERDOLONA W DUPE PANI ELENA MAC patrzy widzi slucha to moja mlodsza siostra?

zjadlam dzisiaj sporo.
staram sie.

czuje kazdy ruch w moim jelicie.

przedawkowalam

ziolowe tabletki na przeczyszczenie

niedziela

Brak komentarzy

ojciec wyjechal, ale nie do rosji. pojechal gdzies do Zdunskiej Woli, bedzie wieczorem. Matka wyszla na zajecia z nieruchomowsci. ogarnelam mieszkanie. co czuje? nie jestem juz obojetna jak to bylo na poczatku. mam pretensje. z trudem mu mialabym zaufac.

ale sie staralam

z trudem uczylam sie do niego szacunku.

jak mozna miec do niego szacunek? jak moge ja miec szacunek? jako corka, jako bliska mojej matki, jako kobieta?
nie moge. juz nie. staram sie.

wierzcie mi,
ze sie staralam.

ilez mialam wyrzotow sumienia, ze powinnam, a nie umiem. teraz nie mam wyrzotow. tylko pretensje.

myslalam troche o tym moim gadaniu w Opcie. o tej calej sprawie. jestem tym troche zmeczona. gadam, gadam, mowie to, mowie tamto. nie przynosi mi to juz ulgi. wiem, co chcial powiedziec Adrian. a moze wlasnie dlatego tak mysle? moze.

nazewnictwo pewnych emocji.

praca nad soba. no tak, Al. oto wlasnie chodzi, ze ja nie mam sily nad soba pracowac. za malo spozywam kalorii? cale zycie, zgadza sie. ale tego jest za duzo. na ten moment, dla mnie to poprostu za duzo na jeden raz.

mialam isc na koncert jezzowy na krakowskim przedmiesciu, ale cos sie nam/jej/Al/ popieprzylo. w rezultacie wypilysmy heinekena – po raz pierwszy od sylwestra – na spolke, mialam jeszcze ochote na wino, wiec nie przesadzalam w piwem. na barbakanie, slonce gdzieniegdzie laskotalo. zagladalam w oczy mezczyznom. staralam sie oderwac, nie myslec.

potem dosiadlysmy sie/majac pusta butelke coacoli z soba i gdszies w oddali pustego heinekena/ do grupki ludzi z gitara.

spisali nas.
ale jaja.

ten czlowiek mial ladny glos, sliczne usta. tamten puszczal do mnie oczka. te dziewczyny byly sympatyczne. czy bylam odprezona? tak. na ten jeden moment. krotko, bo przyjechala policja.

ile waze? najpierw dostalam wydruk, ze mierze 1,64 i waze 87kg. i ze mam nadwage ponad skale na tym wydruku.

musialam wydac kolejne 2PLN.

1,74m i 48,6kg wagi. tak, jak sie spodziewalam.
minus okolo 2ch cm na glany. glany swoje waza, ale mniejsza o to.

4 kg w ciagu trzech tygodni.

nie wiem, co bedzie z gorami. czy fizycznie.. czy dam rade?

psychicznie;
nie umiem sie usmiechac. oderwac od ‚tego wszystkiego’. kiedys mi sie udawalo – teraz, mimo, ze chce, nie umiem. nie wiem jak.

jestem bardzo zmeczona.

zgubilam karte od starego telefonu – smsy przepadly. zgubilam tez puk do nowej komurki, numery byly wraz z karta. czyli jak odpisales, Adrian, to ja to niepredko dostane.

nie mam komurki.

nie wiem co z gorami.

nie wiem, czy bede w stanie fizycznie byc tam isc w gory z ciezkim plecakiem rozmawiac z tymi ludzmi bawic sie korzystac z wakacji – nie wiem.

mialo byc normalnie. mialam poprosic rodzicow o pomoc.

ale nie bedzie. zrobilam obiad, posprzatalam. jestem. przytule matke. wiecej nie moge zrobic.

to, co nizej, pisalam wczesniej.

teraz tylko zastanawiam sie, jak on mogl. zdezorientowanie, obojetnosc przerodzila sie w.. zygam nim. tym, ze reka mu sie trzesie, gdy nalewam cocacoli. tym, jak steka, spuszcza powietrze po zapijaczonym tyogdniu. tym, jak mowi i zachowuje sie, jakby wszystko bylo jak zawsze.

nie bez powodu mowil, co mowil.

nie bez powodu pytal o matke

nie bez powodu zalatwil jej robote, nagle, skads, nie bez powodu to.

skurwiel, chuj, skurwysyn, zlamany sukinsyn, ochujala swinia, pierdolone najgorsze moje zygowiny. moj kurwa ojciec, to nie jest moj ojciec, to kawal skurwiela, chuja, skurwysyna, zlamanego sukinsyna, ochujalej swini, pierdolonych najgorszych moich zygowin jakie kiedykolwiek z siebie wydobylam. to jest nic co moglabym o nim powiedziec.

tak, zachowuje sie jak kazdy na moim miejscu.

mysle, ze mam do tego prawo.

drugi dom

Brak komentarzy

matka miala wrocic, stary mial wziasc sie4 za swoje biurowe-niebiurowe rzeczy. nie wiem co on tam ma. cos napewno. matka wrocila, poczulam to bo znow zaczely sie siostraszne kreskowki. nie ogladam telewizji, ale czasami cos warto jak poleci dobrego.. a teraz mamy tylko jeden telewizor. od razu zrobil sie smietnik. nawet nie posprzatalam wszystkiego jak nalezy przed wyjsciem do Opty – cos mnie natchnelo na zakupy w uniwersami (przeciez jak matka by wrocila dzisiaj, pojechalybysmy gdzies?), ale wracajac przebieglam sie do domu – poprawie kondycje, mozna byc sprawnym, ale nie jestem wytrzymala! – dopadlam ja w drzwiach.
znow sie zrobil smietnik, nawet jakas awanturka. wracamy do normy – pomyslalam. nawet sie troche ucieszylam. dobrze miec wolne mieszkanie tylko dla siebie, ale ubrzyngolony ojciec od kilku dni mimo wszystko psuje caly efekt. zjedzcie czeresnie, bo sie zmarnuja.

pojechalysmy do geanta. matka pytala sie o ojca – myslalam sobie ze juz dal spokoj, bylam naiwna, co mozna robic w banku przez pol dnia? – przykladnie – matka, dwie corki, jedna mlodsza, druga starsza.

matka dokupila warzywa, po co? przywiozla cielencine, zrobi cos bardzo dobrego – Aśka dala jej przepis. – ucieszylam sie. kupialm dobie otreby, racuchy z otrab, po to tu przyjechalam, nie?
wracamy, rozpakowujemy rzeczy.

stary wraca. matka troche zartobliwie.
druga w nocy? ladnie zes popuscil.
mamy wreszcie wieksze pieniadze. tata swietowal. no, walsnie widze, tyle butelek, jedna, druga, wino, whisky! usmiech

tego dnia chyba gdzies wyszlam wieczorem. wrocilam, i chyba spali, bo nie pamietam nic.. moze rozmawiali jeszcze?

rano?
wyszlam.
wieczorem wrocilam. byly 18ste urodziny cyryla. matka juz wypila, wiedzialam, ze musze wrocic w maire wczenie, nawet nie chcialam.
wracam. matka wstawiona – jest zmeczona. plakala? w wannie.

stary upity. moze dlatego? ale to przeciez nic nowego.
robila zarcie. to wielkie zarcie, te wspaniale. przed wyjsciem zreszta pokrilam to i owo.
matka zachowuje pozory, mieso przesmarzone dorzucisz tylko to i tamto. widze, ze plakala. mamo, tylko spokojnie, zaraz wroce to zrobie. lubie pracowac w domu. z checia to zrobie. matka bliska placzu.
co zrobilam?
przytulilam ja. myslala, ze ja wiedzialam. ja nie wiedzialam.
ale sie dowiedzialam.

ojciec mial dlugi czas kochanke.

drugi dom.

wracalam z opty ulica ordynacka. bylo chlodno, wial wiart. padal deszcz. jakie to piekne oddac sie deszczowi. ile bym dala, zeby deszcz stal sie cieplym mezczyzna takim jakim bym chciala, zeby byl, jakiego potrzebuje – zaczynam gadac jak podrzedna nastolatka, pewnie nia jestem.

to juz koniec, powiedzialam o wszystkim wydawalo by sie ze sobie wszystko ustalilam. ale nie, problem jest gdzies nadal. nie mam jakis glebszych przezyc, poprostu zyje z dnia na dzien starajac sie zeby to jak tako wygladalo, sprzatam, pomagam, staram sie trzymac cos w kupie. za duzo biore na siebie? to nie moja wina? teraz ich kolej? to oni powinni sie leczyc? pierdu pierdu. reszta nalezy do mnie, musze nauczyc sie z tym zyc. dac sobie jakos rade.
kuuuuuurwa Adrian, zostaw mnie! mam Ciebie disc, matko boska, daj mi spokoj. nie pomogles mi i nigdy nie pomozesz, dlaczego ciagle do Ciebie wracam?

dzisiaj troche wypialm. boje sie pic – picie jest kaloryczne. dzisiaj sobie odpuscilam, wszyscy pija! matka, ciotka marzena, impreza na calego. ojciec sie przypaletal.

wrocilam z 18nastki cyryla – zabawne, co to za 18nastka? dlaczego Adrian zadzwonil przy mnie? dlaczego, kurwa, los tak sie uklada? nie umiala stawic temu czola- czulam sie zle. nie ukrywalam tego. dlaczego, kurwa, nie umiem sie uchmiewac? to juz nawe6 na to nie mam sily??
nie chcialkam wracac do domu. te rozne historie. cyryl, paulinka, ewa, Adrian, we czworke, zakatek, lazili, starowka, Cytryl kurwa dlaczego Ty mi to robisz? powinnees wiedziec, ze to mnie bolil. bo mnie kurwa boli! boli bardzo mocno! moze to jakis rodzqaj odskoczni od alkoholizmu w domu. matko boska, tonby butelek, wina, alkoholu, nie chce wracac, tuytaj ciagle nadaja o Adrianie, nie chcialam wracac, wiedzialam, ze musze, ze cos sie moze wydarzyc albo juz sie wydarzylo..
wresszcie wrocilam. okazalo sie, ze powinnam do 16:30 zglosic sie do powstanwoc- nie zrobilam tego bo nie wiedzialam, zostalam jak sie teraz okazuje skresdlona – wracam, matka ryczy, matka ryczy od rana.
co?
nie wiem
kuuuuuuuuuuuuuuuuurwa nie wiem co
stary ja ponoc zdradzal.
matce sie cale zyciensyplenol.
nie chcialam tutaj wracac., nie chcialam tutaj wracac.
wypilam, duzo.

miejsc na kurwa zdjecie

ostatnio

Brak komentarzy

duzo mysle na temat tego, ze jestem sama. ze jestem mimo, ze nie musze itp.

nie no moment. ja musze byc sama. sama, samiutka. musze sie ustatkowac.

a wtedy bedzie szalenstwo.

swietne to wino biale slodkie aromatyzowane. ale juz dosc, bo zaraz ide spac, a caly cukier pujdzie mi w tylek.

no wlasnie. hobbit czyli tam i spowrotem, tzn ja i zamyslenie sie prazy przystanku ‚kinowa’. tak pozatym dzisiaj czuje sie lepiej. ta chemia. tylko dlaczego nie chce mi sie jesc? dzisiaj dopuscilam do swojego przewodu pokarmowego.. rano dosc sporo, bo troche truskawek, troche sera bialego, jak codzien platki owsiane, troche chudego jogortu i nawet sypnelam troche platkow kukurydzianych! kolo tej 11 zjadlam moze 25dag tych no, czresni, pozniej troche warzyw i bigosu. w sumie to sporo tego. ale i tak dziwne.

leci jakis ambitny film na polsacie. ale chyba go sobie daruje. to dobry moment, zeby wreszcie isc wczesniej spac. wziasc leki przeczyszczajace?

-
chcialabym sie pochwalic tym, ze wreszcie kupilam to slodkie wino. napewno jest znacznie bardziej kaloryczne niz piwo. coz. powinnam miec nicka ‚maltoza’.

ciastka mi nie wyszly. moze dlatego, ze zamiast dodac slonecznika, ja dodalam platkow owsianych. efekt byl taki, ze sie nie chcialy upiec. mowi sie: trudno

jak ktos bedzie mial jakis fajny przepis na niskokaloryczne ciasteczka z platkow owsianych czy cos w tym stylu..

!

stary musial sie najebac. przynajmniej nie jadl.

przynajmniej robilam obiad tylko dla siebie.

„odstajace, odstajace
odstajaca paska klamra
odstajaca resztka biustu
i’m eating very quickly
jakbym bala sie
ze zaraz ktos przyjdzie
i mi zabierze
zabierze mi to co moge jesc”

jutro wstepne wyniki. zabawne.
Adrian nadal nie odpowiada. zabawne.
Cyryl mowi, ze gdzies wyjechal.
zabawne.
dobranoc. boki zrywac.

alkoholi

Brak komentarzy

zaraz bedzie 12nasta w nocy.
jestem glodna.
nie zanioslam nigdzie swiadectw. ja i moja przytomnosc.
chcialam, zeby bylo ladnie. zrobilam ojcu sniadanie, kawe. mial wyjsc do banku, zdziwilam sie – rano najebany? okazalo sie, ze wypil po przebudzeniu.
dziwne, jak nie ma nikogo, tylko ja i ojciec, cos mnie to uwiera.
tata jest w ciagu. nic strasznego.

bylam z Anka zaniesc podania, czego wynikiem bylo to, ze nigdzie nie zanioslam. potem na szembeka zrobilam prowizoryczne zakupy.
wrocilam, chcialam zrobic obiad. zrobilam tylko sobie.

wiedzialam, ze do Ciebie zadzwonie. zadzwonilam dwa razy. wczesniej

-kaska, pomozesz mi?
-tak
-ja wiem, ze mi pomozecie
-bo Ci pomozemy
-dziadek jest ok
a babacia niestety nim
przewodzila, jak chciala, slyszysz?
kaska, ty jestes nie samowicie madra
-nie
-jestes, powaznie mowie
ja cie naprawde kocham
-ja ciebie tez
-kocham cie i przy okazji cie zatluke
tak to jest z miloscia

wypilam dwa kieliszki jakiegos swinstwa, na odwage. do butelki dolalam wody, zeby sie nie polapal, ze czegos mu ubylo.
zreszta i bez tego nie polapal by sie.
jest za kwadrans polnoc. moglabym wyjsc – nie moge.
stary moze – wyszedl na spacer. taksowka czeka.
chcialabym byc u cioci. to za duzo, wiem.


zadzwonilam do Ciebie dwa razy. masz komurke wylaczona. co sie dzieje, Adrian? przypomina mi sie jak to bylo, gdy ja wylaczylam telefon. nie chcialam telefonu.
mam nadzieje, ze moze chciales troche spokoju, ale ze zyjesz. jakos zyjesz. naprawde, mam taka nadzieje.
dzisiaj obejrzalam jakis bezdet. ‚gulczas, jak myslisz?’
no i wlasnie podczas niego dzwonilam. jakis bzdet. nigdy nie ogladam tv. ale jakos milo sie ogladalo. transormatora w wydaniu jamesa bonda wtedy w kinotece tez.

wiesz, nie wypilam nic, to co wychylilam kolo 20 juz dawno ucieklo.

to ciekawe. mijaja 3 miesiace. a ja wciaz Cie w sobie.. ja Cie w sobie caly czas troskliwie pielengnuje. zabawne? bardzo. coraz slabiej, ale nadal. pozatym myslalam, ze mi bedzie lepiej. ale nie jest. ale to nie moja wina. moze niczyja.

za 5 minut bedzie polnoc, przynajmniej tak wskazuje zegarek na komputerze.
ide spac.
stary wziol klicze.

kiedys

Brak komentarzy

anita powiedziala mi, ja wiedzialam, ze miala racje, jedynie wiedzialam, bo nie czulam tej racji;

kiedys kazdy odwroci sie do swojej rodziny.

staram sie. naprawde sie staram. naprawde, kurwa, sie staram.

nie chce podziekowan.

ja jedynie chce sie nie bac teraz.


  • RSS