zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

woodstock

1 komentarz

zabawne. dzisiaj jeszcze powinnam byc w zarach, o ile np. nie umre po drodze.

wstalam o 5tej, po niecalych 2ch godzinach snu. najwiecej jazdy bylo z moimi soczewkami. nie martwiac sie o wieczor, konkretnie o moment ich zdjecia..

dobra kasiu. czasu malo.

zyczcie mi szczescia.

niech Woodstock bedzie z Wami

pada

Brak komentarzy

w warszawie. po raz drugi dzisiaj.

na woodstocku sobie odbije.

wczoraj biegalam po swiecie od 10 rano do 20 wieczorem. w miedzyczasie uznalam, ze jebie ta cala akcje pt.”kasia & anorex or bulim”. nie mam sily. mialam owszem nadzieje, ze czegos sie o sobie dowiem przed woodstockiem. zreszta, jest dobrze. mysle, ze umiem jesc.

spadl deszcz. kocham Cie, moj maly.

okazalo sie wczoraj, ze Adriana nie bedzie. nie ma nastroju. zespoly nie te. ala znajoma z Irlandii. ok. czy bylo mi przykro? na dany moment bylam ‚rozluzniona’ calsbergiem, zimnym, pieknym, wspanialym, i nie bylo mi bardzo przykro.

troche tak, ale nie bardzo. mam wrazenie, po raz trzeci ale za to najmocniejszy raz – ze rodzdzial pt. „Adrian” powoli dobiega konca. przynajmniej dla mnie. po ilu? po 1,5 roku. ponad.

24h do wyjazdu? za 3 min.

pulsowala we mnie jeszcze troche przyprawiona alkoholem krew, kiedy polozylam sie spac. albo raczej kiedy rzucilam sie na luzko, wczesnie zsuwajac z siebie reszta sil ubranie. teraz przynajmniej moge spac nago, nie obawiajac sie, ze siostra zobaczy albo matka nagle wejdzie do pokoju – nawet rano, bo przeciez nie wiem, czy w nocy nie zrzuce z siebie koldry? kosci. obudzilam sie o 4rtej. albo raczej zrobil to za mnie moj pecherz moczowy. szkoda, ze nie pomyslal, ze to dla mnie koniec normalnego, spokojnego snu. od tamtej pory budzilam sie co moment. nie moge spac; dlaczego? za malo zjadlam? przeciez zjadlam lody o 20:00. 4h przed snem, ale jednak. wypilam troche. niecale piwo. na pusty zaladek, wiec wareczka strong dala mi wczesniej popalic. powinnam spac spokojniej.

wreszcie o 6 rano wstalam. z glodu. o 4rtej juz switalo, teraz kuchnie zalewa fala slonca. nie chcialam sie rozstawac z luzkiem, takie cieple. moje. musialam, wzielam tylko poduszke na droge. taka ciepla, moja. moze wogule nie bede sie ubierac? jest tak goraco.. czas zagrzac sobie cos do zarcia.

obudzilam sie jak zwykle wczesnie. byla moze 4:30, moze juz 5. jak zwykle w takich momentach dobiegaja mnie najrozniejsze mysli; pomyslalam wnet o tym jak wstaje rano na woodstocku. Adrian tez nie spi, pyta mnie; czemu tak wczesnie? ja mu na to, ze nie moge spac, nie wiem dlaczego. dodajac ze to raczej nie kwestia biorytmu mojego organizmu.


bylam glodna jak skurczybyk. pecherz moczowy pelen. o dziwo nie wypadl mi kolczyk z nosa. udalo mi sie zasnac tak, jak chcialam, w pozycji na prawym boku, by lewego nie ruszac (kolczyk). w koncu po 6 wstalam, najpierw wyscigi z wydaleniem zbednego plynu, gdy uslyszalam ze dzwoni telefon – a nuz to Artur? chcialam z nim pogadac. dziwne.
zwazylam sie. czy bylam jakos zdegustowana wynikiem? jawnie tak, niejawnie – bylam wrecz zadowolona. zaokraglily mi sie miesnie rak, a schudlam kilo. waze 44,1. ciekawe, kiedy wreszcie waga przestanie mi spadac? i tak na duzo sobie pozwalam.


po owsiance obeszlam cale osiedle w poszukiwaniu wody utlenionej. nie ma. tam, gdzie by byla, czynne dopiero od 9, a ja w spozywczym u siebie bylam juz po 7. nowhere. jeszcze jest szansa, ze bedzie w innym rejonie Goclawia otwarta apteka, ponoc otwieraja wczsniej.
no to wish me luck

ta. wrocilam do warszawy po pooltora tygodnia smarzenia sie, prob jedzenia normalnie, wynajdywania radosci zycia i innych uroczystek na mazurach. sporo pisalam w zeszycie. moze cos jutro wklepie w kolumne ‚tresc’ mojego bloga, w zakladce ‚nowa notka’, mimo, ze notka ta bylaby starsza od obecnej.

jestem zmeczona, ale czuje sie dobrze. nos mnie troche boli przy glebszym wdychaniu powietrza – przeklulam sobie go, dzisiaj, w gizycku.

MAM KURWA PRZEKUTY NOS!!!!!!!!!!!

wlasnie.

dobranoc. jeszcze troche wleje w siebie benzyny na aspartanie (cocacola) i pojde spac.

skakac

Brak komentarzy

mamy juz polowe lipca. tak duzo sie dzieje, jednoczesnie czuje, jakby wszystko krecilo sie wokol jednej stalej osi. mojej osi. nie jestem egocentryczka.

nie wiem. podejrzenie o anoreksje, bulimie, nie wiem czy o tym juz pisalam o ostatniej rozmowie z Pania Malgorzata. o bylo jakos tak niewiele przed wyjazdem w gory. troche sie go balam, troche nie. bylo wzglednie fajnie, poznalalam kilka nowych osob, z Magda sie bardziej zaprzyjaznilam. natomiast zobaczylam, jaki potrafi byc Cyryl. jego sprawa jest znacnie bardziej skomplikowana, jednak nie bede sie teraz na jej temat rozpisywac – nie mam ochoty. jednyne co mi sie nasuwa na mysl to to, ze nie bedzie nigdy juz tak, jak bylo. ten czlowiek potrzebuje pomocy, bynajmniej nie przyjaciela czy panienki.
zgubilam rzemyki od Adriana. ‚zdgubilem Twoje zdjecie wiem juz ze nie mam teraz nic’ – nic mi juz po nim nie zostalo.

schudlam kilogram. nameczylam sie bardzo z tym zarciem, dosc to stresujace. ale jakos bylam. i nie czulam wiekszych wyrzutuw sumienia gdy jadlam wiecej czekolady niz inni – inni nie waza 46kg przy 172cm wzrostu, tlumaczylam sobie – to dla miesni, niech mi wreszcie sie rozwijaja. strasznie ich malo milo duzego wysilku fizycznego i co lepsze – sprawnosci fizycznej. dzialanie czekolady odczuwalam ja wiem? po jakis 5 min od zazycia.

wlasnie leci Kajah na MTV Classic.
‚choc nie bedzie tym kim kiedys byl nie bedzie tym kim teraz jest’ czy cos w tym stylu. nie wiem czy moze miec to jakis zwiazek z czymkolwiek teraz i tutaj, raczej nie.

mialam zjesc kawalek pizzy wracajac do warszawy – jeszcze w Krosnie przed pociagiem. oczywiscie wiekszosc wyzygalam. a ciekawe, bo po raz pierwszy na wyjezdzie. boze, ale mialam zatwardzenie, glowa mala. ale nie bede o tym pisac, to zbyt bolesne!!
pozniej pociag. troche czekolady, piwo, paluszki, ciasteczka – mialam sobie pozwolic. mala bulimiczka. wiecie, jak sie komfortowo zyga w pociagu? nigdy nie zygalo mi sie bardziej wygodnie. nikt nie czeka pod drzwiami, nie sluchac odglosow kaszlu i krzsztuszenia sie, generalnie pelna kultura. gdzie bylas tyle czasu? a, poszlam sie przejsc. chce ktos gumy do zycia?

strasznie bolal mnie zoladek i jelita. ale jakos podroz pociagiem przezylam – pozatym mielismy klase 1 jako 2.

ciagle pisze o fizycznosci. moglabym napisac, ze ten koles, ktory robil zdjecia byl zajebiscie przystojny. ze palil, a ja podziekowalam. czyli zero. ze wypilam troche z Magda. ze bylo smiesznie. ze swiat jest smieszny. ze mozna skakac. ze Ruda przycpala. ze Piotrek pomylil szczyty. ze bylo cholernie duzo malin. maliny sie koncza. ze chodzilo mi po glowie w kulko Runaway Train. wlasnie to polecialo na MTV Classic.
moglabym napisac ze Kasia i Ania byly wyjatkowo sympatyczne. ze Magda zapewne zrobi zajebiste fotki. CO TA KURWA ANOREKTYCZKA ROBI W GORACH Z PLECAKIEM!?
dziekuje, Jula, za to, ze kazalas mi zjesc te kluski.

chcialam w sumie wrucic do domu. do matki. do matki, pomoc wesprzec matke.

wrucilam wczoraj. myslalam, ze zaraz urodze z tym zatwardzeniem. bralam kapiel, dopiero wtedy zdalam sobie sprawe z tego, jak schudlam. kosci. duzo kosci. czuje kosci. siedzac czuje kosci tylka, opierajac sie – czuje jak kosci ocieraja sie o szorski material oparcia fotela samochodu pod trzema warstwami. czuje jak skora na klatce piersiowej coraz bardziej przywiera zeber.

rozmawialam z Anka. tak, ja wogule jestem jeden wielki czarny charakter, wg Cyryla. nie wiem co z woodstockiem.
nauczylam sie odrobiny pokory.

ide spac, pozno juz. jutro jade na mazury. z Al. bedzie fajnie. a jem czesto i zdrowo. papa.

wyslalam, odpisales. odpisalam, cisza.

bylam na rowerze. bylo cieplo. moje ramiona. zrobilam nalesniki. nie zjadlam z bialym serem – balam sie. zjadlam z jagodami. nie mialam apetytu, ale musialam zjesc. zmusilam sie. zjadlam. po polgodzinie siedzenia na sloncu, czytnia ksiazki i trawienia tego cholernego owsianego nalesnika z jagodami postanowilam wyjsc na rower. skura mi sie psuje na ramionach.

myslalam glownie o sobie; ale i o Bolku z ksiazki. zabawne, jak wiele widze miedzy nami podobienstw. ciekawe, co pomysla o mnie moi byli koledzy z klasy przeczytawszy ksiazke?

chlopak zbyt mocno jak na mnie kieruje sie w wyimaginowana otchlan zla. a moze to przesada autorki. koles generalnie mi sie podoba.

żebra.

kosci.
duzo kosci.

staram sie jesc wiecej. i cwiczyc – jezdzic na pozyczonym rowerze, min. 40 min nonstop. wtedy to organizm przestawia sie na spalanie tkanki tluszczowej. co za hipokryzja, przeciez nie po to jem wiecej..

matka siedziala w duzym pokoju. dzwonila, ja bylam blisko. jakie to naturalne? rozmawiala z kims potem slyszalam tylko ciagle przerazajace ‚moj boze, matko boska, jak my teraz bedziemy zyli’? nic nie wiedziala wiecej. ja tez nie. wiedzialam tyle, ze nadejda gorsze czasy. jakies tam fantazje malego, 13letniego dzieciaka, jakim bylam. koniec wakacji, szykowalam sie do szkoly. przynajmniej tata bedzie na stale w domu. czy zmartwilam sie? nie, chyba nie, ale wiedzialam, ze to oznacza wiecej dyktatury. matka chodzila po mieszkaniu. w kolko to samo. kumplowalam sie wtedy z sylwia. prosila, zeby nic jej nie mowic. tata stracil prace? mama szukala taty. wiedzialam. pomyslalam; moze sie boi? wstydzi tata?
tata wlewal w siebie litry wodki. litry alkoholu, cukrzyk. cukrzyk, serce, odtruwali go. matka go szukala dlugo, mileniusz. ZABIJE CIE. KTOREGOS DNIA POJADE DO TEJ KURWSKIEJ MOSKWY, ZNAJDE CIE I ZABIJE SKURWYSYNU. ZABIJE JAK NAJGORSZEGO PSA.

kolezanka E? Ciebie tez znajde. tez.

gdy chcialam, zeby sie w domu znormalizowalo bardziej niz mniej, gdy generalnie potrzebowalam normalnosci – spokoju, duzo zwyklosci, ubieralam sie bardziej klasycznie, z osobistymi domieszkami. mialam z tym troche trudnosci, moje ubrania ukierunkowane na rock/metal/punk, szukac i ustawiac je pod siebie.

moj sposob myslenia troche odstawal od normalnosci, co jest naturalne – szukalam normalnosci bo jej mi brakowalo.

staralam sie. naprawde sie staralam. zanim dowiedzialam sie, ze ojciec ma kochanke, robilam duzo dla nich; dla domu. po czesci, po duzej czesci robilam to tez dla siebie. zeby poczuc sie lepiej – ze nie tylko jestem ‚zla corka’.

pozniej? pozniej robilam to tylko dla matki. ojciec nie chcial ze mna rozmawiac. do tej pory utrzymuje sama dla siebie wersje, ze to lepiej. jeszcze nie czas, zreszta, co by to zmienilo?

czuje pociag do punku. myslalam, ze z tego wyroslam, ze juz offs. ale nie, okazuje sie, ze to nadal gdzies we mnie siedzi. po tym, co przeszlam w ciagu ostatniego tygodnia – moze nie tak emocjonalnie jak to, co zbieralo sie w ciagu ostatniego pol roku – przyjelam, wydawalo mi sie, ze pewna obojetnoscia. szczegolnie po pierwszym ‚wrazeniu’, zyli najpierw strachu, i po informacji o drugim domu – zlosci.

kupilam kolczyk do nosa. przekluje pewnie jeszcze przed gorami.


bylam na rowerze. nie mysl tyle, Al. nawet nie proboj mnie zrozumiec.


  • RSS