zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2003

kwas

1 komentarz

troche refleksji. nie zjadlam dzisiaj jakos wyjatkowo duzo, coprawca ten kwaleczek sera cambert ku czci odtworzenia mojego biustu zjedzony przy pomidorze mogl spowodowac to, ze teraz tu jestem i w miare normalnie mysle. mysle jednak, ze to kwas, ktory zazylam tuz po jedzeniu. kwas foliowy, oczywiscie.

mam w recepcie rano i wieczorem. kiedy dwa dni temu wzielam go tuz przed snem, efekt byl taki, ze nastepnego dnia mialam wyciecie z tego swiata. i tak do momentu, az zwymiotowalam go na koncu gdzies po godzinie, kolo 16 dnia nastepnego. pozniej oczywiscie tez bylam wycieta, zoladek bolal mnie jednak z innego powodu – byl przewrazliwiony i pusty.

-

jutro 31 sierpnia, czyli koniec wakacji. zabawne. poczatek wrzesnia jest rownoznaczne z tym, ze mija rok, jak prowadze bloga. az sie boje zajrzec rok wstecz. pamietam tylko, ze rok temu, we wrzesniu, mialam tydzien szczescia. wszystko mnie cieszylo. nastepny taki raz mialam w maju tego roku, trwalo to krocej, ale bylo..

-

1 w nocy. moj boze, ostatni raz jadlam 6h temu. normalnie wykitowalabym juz dawno, cisnienie spadloby mi trzy razy ponizej normy dziennej. a ja jestem wciaz aktywna. moglabym gory przenosic. wszystko dzieki jakiemus kwasikowi.

zaluje, ze nie dostalam go wczesniej. przeciez ja konczylam dzien codzien o 22, bo wtedy konczyly sie moje rezerwy z jedzenia o 19. zapas enrgii czy poprostu spadek cisnienia. i ten nastroj. nastruj na zyganie.

kwas foliowy.
dziala na uklad krwionosny i nerwowy.

to lepsze niz piwo czy wodka przed snem

na spokojny sen

albo wino na polepszenie samopoczucia miedzyposilkami.

dobranoc.

tak, powiedzialam rodzicom. pokazalam skierowanie. mocno w ich swiadomosci zagniezdzil sie fakt, ze to ja prosilam o to skierowanie – za namowa psychoterapeutki i ulga lekarki w przychodni. ale przeciez nie powiem im..

nie wiem, zobacze.

jutro sie widze z Adrianem?

dzien zakonczylam dwoma kilonami na kilka kromek bialego chleba, co by nie rozpierdzielic sobie w zupelnosci zoladka. dzisiaj rano – zero apetytu.

ale noc byla piekna. naprawde piekna. moze dlatego, ze dostalam ten kieliszek tuz przed snem od ojca – no prosze, taki sukinsyn a jednak dba o corke w biedzie!

noc byla piekna bo ja spalam w miare spokojnie. nim zasnelam zachodzilo na burze. ponoc komary wychodza na swiat. ale ja mimo bulu scian zoladka (ciezkosc wczorajszego dnia polegala na bulu zoladka. nigdy nie wymiotowalam tak czesto i tak dlugo – prawdopodobnie ‚utknal’ mi gdzies kwas foliowy ktory dostalam do lykania. postanowilam sie oczyscic by go wygdobyc dopiero kolo 15:30..) czulam sie dobrze i spokojnie oczekiwalam na sen, lezac w duzym pokoju (chcialam spac nisko, a moje luzko jest pietrowe).

obudzilam sie standartowo dwa razy. za pierwszym mniej przyjemnie, mialam pewnie bardzo niskie cisnienie i ciezko bylo mi pozbyc sie spodni oraz koszuli z siebie, wywalic koc spod koldry.

za drugim razem obudzona zostalam.. tak, to byl chyba najpiekniejszy moment od dawna. deszcz. przyszedl deszcz, padal deszcz.. nawet nie ruszalo mnie to ze te pieprzone krwiopijcy dwa razy uchlaly ze mnie troche krwinek czerwonych i glukozy, ktorej i tak mam niedobór. az napisalam notke, co nie sprawilo mi problemu przy znikomym swietle switania o 5:30 nad ranem.

to byla potwornie ciezka noc. dzien byl potworniejszy.

boje sie spac.

napisze do niego.

dzisiaj postaram sie powiedziec rodzicom.

czekam tylko na ojca
na spokojny sen napije sie swojego wina

i postaram sie zasnac.

papa.

bol glowy

Brak komentarzy

nie moglam znalezc dla siebie miejsca. ostatnia chwile – jechac na grila? nie pojechalam, argument ostateczny? – nie powinnam; moglabym sie rozchorowac a przeciez zaczynam nowa szkole.

i mialam dzisiaj powiedziec mamusi, tatusiowi o skierowaniu do psychiatry. matka juz zaczela drinkowac; naiwnie poprosilam ja, zeby troche poczekala – bo wymyslilam, ze pojade z ojcem do geanta, strace troche kalorii, przewietrze sie – wrocilam do domu, ale to bez znaczenia. ona juz byla wstawiona.

dlaczego kurwa chlasz na glodniaka?

tak, tato, chciales miec spokojny wieczor przy winie. ale mamusia Cie wyprzedzila. i teraz bedzie rooozgrzebywac ostatnie 13 lat waszego kurewskiego pozycia malzenskiego. tzn jego kurewskiego..
-
nie powiedzialam. ide spac.

podchodze do komputera setki razy dziennie i za kazdym razem rezygnuje z napisania czegokolwiek. po wczorajszej akcji, ktora mnie wyprowadzila troche z rownowagi, wzielam goraca kapiel w celu wymoeczenia sie. nie nie, nie chodzilo mi o walory higieniczne takiego postepowania. poklucilam sie – moj boze, jak to slodko brzmi – ‚poklucic sie’ ze starymi – pozniej lunelam woda na kota w ramach ‚zly kot’, i od razu jestem ta zla, ze niby pokazowka..

pewnie nic nie rozumiesz z tego, co do Ciebie pisze. ja tez nie. faktem jest, ze walcze o siebie, walcze z jakas choroba, nie wiem anoreksja? bulimia? inne badziewie? chcialabym troche oparcia. oparcia w doroslych ludziack, ktorzy powinni mi je dac, kiedy pokazuje, ze cos jest nie tak.. ale nie, matka ma okres i ma alibi do irracjonalnego zachowania, gdys 13 lat ostatniego jej zycia to romans mojego ojca. i serdecznie pierdoli to, ze ja moge dlugo znosic i starac sie jej pomoc, ulzyc – ale nie moge za kazdym razem dostawac bez powodu po mordzie. bo stoje nie tasm, gdzie trzeba.

niby sie wymoczylam, ale nie mialam sily sie normalnie wytrzec. nie mialam sily – poprostu zalozylam na siebie figi na lekko wilgotne cialo, zarzucilam koszule, polozylam sie, bylo kolo 23. to byla ciezka noc. co chwila budzilam sie, cos mnie bolalo, nie wiem co, moze brzuch, moze nie mialam sily, moze znow cos mi scierklo? rano probowalam dojsc do jakiegos porozumienia z matka, obolala, niewyspana, jakies glupie jajko nie ugotowalo sie, mialam dylemat, jajko jest pozywne, doda mi sil, brak apetytu? musze je zjesc, musze cos zjesc, nie ugotowalo sie jak trzeba ‚na miekko’ – pytam, czy moge zjesc to, co sie scielo? mojej matki, lono matki kobiety doroslej – ale ona nie mogla mi odpowiedziec,m najpierw zrobbila mi awanture ze nie mysle, ze to moja wina, ze wrzucilam na moment do wody i ze niby zadowolona – chcialam zjesc, mialam jak juz mowilam dylemat – stracilam apetyt, jak dzien wczesniej chcialam zwymiotowac – rozsadek mowi – NIE, wywalilam wiec jajko, nie zjem chuj w dupe jemu i wszystkiemu, nie zjadlam pozniej wiecej nic.

chcialam zwrucic jej uwage, ze jestem juz tym zmeczona, ze nie moge mnie ciagle atakowac, – sama wez waleriane! – moja matka widziala nie raz, ze placze.
ile moze trwac napiecie przedmiesiaczkowe?

musze powiedziec im o wizycie u psychiatry.

musze powiedziec im, bo nie wytrzymam.

moja rozmowa dzisiejsza z moja psychoterapeutka zakonczyla sie zdaniem ‚koniecznie idz do psychiatry’ – powtarzam to sobie co chwila, gdy dochodza mnie mysli; po co? bylam pozniej w przychodzni, sa badanie, naszczescie nie jestem, na nic chora – tylko anemia, dostalam jakies pastylki, apetyt? jest jest jem wszystko zdrowo tak wiem ze musze przytyc – witaminy, moze mi to pomoze? moze to tylko z mojej strony chemia? ale nie, Joanna G. z osrodka O. powiedziala; ‚koniecznie idz do psychiatry’, za co bardzo mocno jej dziekuje.
-

alkohol nie cieszy jak kiedys.
alkohol jest ka-lo-ry-czny

chyba sie przeziebilam, spadlo mi cisnienie.
ale juz jest ok
bo dostala mi sie odrobina na sprobowanie nalewka-wisniowka.

tak, tez mijest przykro,
chcialabym

pojechac z Pajakiem
Ewa, Wojtkiem
do Gila

na grila

posiedziec, napic sie – ale nie moge, nic by mnie nie ‚cieszylo’.

to bylo generalnie ciezkie. w skrocie piszac, pieklam z Al ciasto. po to tez kupilam czekolade bez cukru (jako niestety tylko jedna z trzech potrzebnych) i wzielam do niej slodzik. moj boze, chcialam zjesc to ciasto. dlatego tez mniej jadlam. po zjedzeniu trzech kawalkow – ona wziela 4, – modlilam sie, zeby byc szybko w domu. moja pora jedzenia zabrzmialo argumentem. czulam sie potwornie, wyrzucilam z siebie mam nadzieje a moze i nie mam nadziei- wszystko. pozniejsza kolacja byla znikoma. wogule czulam bardzo zle.

dokoncze pozniej.

no i uala. bylam wczoraj na tej calej imprezie. nie na cala noc – ale jednak bylam i bawilam sie w miare moich mozliwosci w miare.. w miare dobrze. dobrze, bo zaistnialo troche niezaleznych odemnie czynnikow, ktore popsuly posiadowke. nie jestem ta, ktora sie do kazdego klei, moze na taka wygladam? dlaczego wiec najpierw pies, pozniej krzysiu, pozniej bartek..

nie chce czyjejkolwiek czulosci popartej alkoholem i tym, ze mam jako jedna z dwuch czy jedyna kobieta jajniki, gdzies na jakiejs imprze. Pajak podbuzowany obecnoscia bartosza sam przyznal, ze gdy Ewy nie ma ten przykleja sie do wszystkiego, co ma piersi – hah, fajnie-fajnie tylko ze ja poki do nawet tego nie mam. mysle, ze dozyje czasow, kiedy bede je na nowo miec.

wlasnie, bylam u lekarki. dala mi skierowania na badania kontrolne i rozmawiala ze mna bardzo zyczliwie, balam sie ze potraktuje mnie w kategoriach ‚kolejnej smarkuli-materialistki dla ktorej liczy sie tylko wyglad’. dostalam tez skierowanie do psychiatry; jak sie z nia umuwilam, skierowanie ciche na wlasna reke zebym mogla tam isc i nie angazowac rodzicow.

jutro badania.

hallmark – don kivhot? lubilam tego goscia.

zaraz zadzwonie do przychodni. fajnie, nie?

mam cos z cisnieniem.

za malo potasu – lydki i skurcze.

i jakas hrypka, cos?

jest zaraz wpoldo 8. nie spie od conajmniej 2h godzin, trzeba bylo ‚wyprowadzic’ rodzine z widawy, pozegnac sie; zrobic kanapki herbate piedu pierdu. szkoda, ze wyjechali. kocham ich.

nie wiem, nie mam apetytu. wypilam sok z cytryny zaprawiony sokiem z grejfruta, zjadlam troche zielonej czesci albuza – mysle, ze ta czesc jest najbardziej odzywcza i najmniej weglowodanowa – cukier, fruktoza, boje sie go, weglowodany. najchetniej

jadlabym tylko swierze wazywa i owoce, surowe, zadnego oleju, zadnego bialka masla nic tylko surowe. pomidory marchewka papryka. nie mam ochoty nawet na ta jebana soje, na te jebane platki sojowe ktorych tyle szukalam. nie mam ochoty na chleb, zreszta – wczoraj wieczorem troche zjadlam (jedna waze z kawalkiem i niecala kromke – jednak duzo tego chleba bylo) ale za to zjadlam troche masla – wiem, ze jest zdrowe w malych ilosciach. zreszta, niewazne.

dzisiaj zaczelam dzien innaczej. oczywiscie zanim zjadlam cokolwiek, po wyprawce moich wojkow i sprzatnieciu kuchni, po stretchingowalam sie troche. tzn porozciagalam. dawno tego nie robilam, powinnam wrucic na stare nawyki. dzisiaj postanowilam isc na calonocna do kozla. postaram sie wytrzymac. moze byc fajnie. musze zaczac zyc jak nastolatka, odswierzyc kontakty. kochac ludzi.

cyryl? dziwne. ktos mowil o falszywosci? dwulicowosci? zapytalam, czy ma cos wtedy na woodstocku. -nie. wczoraj sie dowiedzialam, ze a jednak mi sporo za zle i ze wogule konczy znajomosc. kon by sie usmial. ale to dobrze. przynajmniej choc na takie momenty ma wysokie mniemanie o sobie. to dla niego dobrze; po co mialby sie meczyc z prawda? ojoj, jestem widze bardzo w zlym swietle teraz. zarozumiala kasia. fakty sa jakie sa. ja je tak widze. mamusia nauczyla mnie rozwiazywac konflikty rozmowa. cenilam cyryla mimo wad, jego roznych krzywych akcji, jego jakze nietaktownego zachowania. nieraz ociemnienia. wiadomo, dla mnie to bylo naturalne – cyryl to przeciez czlowiek. ja tez jestem jednak czlowiekiem.

pomysle, co zjem. nie wiem, co zjem. jestem glodna.

tell me

Brak komentarzy

wcislo mi sie ‚dodaj’.

wlasnie odtwarza sie reamonn – „star”. niesamowite. jak bardzo pragnelam, by ktos powiedzial mi „tell me if u got a problem”. bardzo chcialam i chyba nadal chce byc cztjas mala dziewczynka. za duzo alkoholu. duzo tego./ redds, krolewskie, jedno, drugie, wino, czerwoone, biale, polwytrawne, Michal byl ale juz go nie ma – zreszta, zaden z niego pozytek, on ma dziewczyne. potrzebuje poczuc faceta

to mile, bo dawno tego nie odczuwalam. tego pragnienia czujegos ramienia. dawno nie misiaczkuje, wiec taka namiastka kobiecosci pozytywnie na mnie wplywa. przynajmniej teraz.

nie umiem bawic sie; rozmawiac z ludzmi tak poprostu. bylsam u Anki, rozmawialam trocheo tym tyroche o tamtym. jej matka, a moja ciotka znajaca mnie iles tam lat – oczywiscie, komentaRZ ODNOsnie mojego odchudzania. ciekawe, czy wyczula, ze komantarz troche nie na miejscu.

zapytalam, co u niej. chcialabym. moj boze, czy ta dziewczyna wie, ile ma szczescia w zyciu? mam nadzieje, ze wie.

and i wonder
i wonder how
i wonder why

potrzebuje. jutro. potrzebuje pomocy. slyszysz? potrzebuje pomocy. potrzebuje ciepla. kazdy potrzebuje. ja wiem, ze musze byc twarda. ale teraz nie daje rady. potrzebuje. kurewsko potrzebuje rodziny, normalnej, bez pijackich awantur o ostatnie 13 lat malzenskiego pozycia podwojnego mojego starego ojca chuja. i mojej zmeczonej wymietolonej niepwrzytomnie nieprzyzwoicie odrazajaco matki. POTRZEBUJE URWA CZYM ZASLUZYLAM SOB??IE?!


  • RSS