zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2003

dawno nie pisalam. dawno nie pisalam tu, bo w zeszycie tego sporo. i nawet w geografii cos mnie natchnelo, zeby napisac.. pewnie walne to gdzies w ktoryms momencie. taki piekny monolog z sama soba przy okazji omawiania mapy.

co tam? a nic. chodze sobie do szkoly, jestem zmeczona. wczoraj bylam z kasia, bartkiem i piotrkiem w kfc na konstytucji. chcialam powiedziec; smiesznie bylo, bo w sumie bylo, ale nasuwa mi sie od razu – jestem zmeczona.

jestem obok nich. czasami mnie to boli, czasami wrecz cieszy. czasami…

za duzo alkoholu, wiecie?
za duzo, za czesto. ale co zrobic, gdy wracam o 16 a stary piwskuje? dzisiaj artur wrucil, nie moglam sobie darowac no jak to? nie bylo brata 3 miesiace w polsce. jutro nie ide do szkoly. ale fart.

geografia

Brak komentarzy

28 wrzesien

wynik mojego zaklamania.
chcialam troche zabarwic.
miec jakies wyjasnienie, usprawiedliwienie.
zacofana suka.
nic sie nie stalo – to nie moja sprawa.

co, jesli moja?
co, jak powinnam zajac stanowisko?
a ja sie poprostu wydarlam na matke.
normalnie porozumialam sie ojcem.
co z lonem matki? co z poczuciem winy?
nic sie nie stalo – to nie moja sprawa.

klamie, nie chce nic nikomu wyjasniac.
poprostu jest jak jest.

Al nie ma racji.
ja nie mam racji.
nikt nie ma racji.
jest tylko klamstwo
i jest dzieki klamstwu usprawiedliwienie.

dla mysli
dla czynow
dla mnie i tego, co zrobie z soba i swoim zyciem.

inni zyja. poprostu. nie umiem rozmawiac. umialam, ale dawno tego nie robilam. odumialam sie. potrafie tylko patrzec.
i wysuwac najlepsze
dla mojego ego
wnioski.

liczy sie klamstwo i usprawiedliwienie. klamstwa, ktore sa usprawiedliwieniem.

nic sie nie stalo,
albo
zawalil sie swiat dla mnie i wszystko w nim.
ale niewazne.

26,
[...]
o czym mam ochote? zgupialam. podoba mi sie kolega z klasy. smieszne. ma w sobie cos zagatkowego. rozmawialam z nim idac jako ostatni na dyskoteke do osrodka obok na zielonej szkole. obraczka na jego palcu oznacza to, co sadzilam. ma kogos. a mi ulzylo. usmiecham sie na mysl, o wyglupach noc wczesniej, mimo, ze bardzo niewiele bralam w nich udzialu. usmiecham siie z poblazaniem na jego cieplote, cieplote kolegi z klasy. generalnie nasza klasa jest ciepla.. to, ze jest zajety, dalo mi duzo ulgi. nie mam ochoty ani sily na interesowanie sie kims; ale to takie milutkie, gdy okazuje sie, ze choc rozmawiamy tak malo, przywita sie, usmiechnie, okaze sie, ze mamy to czy tamto wspolne.

05:10
szczyt, zeby o tej porze myslec o jakims rownolatku z klasy. hormony, on ma w sobie cos co na mnie chwilowo dziala, i tyle. ostatnio jem wiecej weglowodanow i sie uruvhomily jakies tam procesy odpowiadajace za zainteresowania osobami o plci przeciwnej.

6:35
Jest tloczno i duszno, olewa nas kelner i tak skonczymy o swicie. jeszcze wczesnie. za oknem mleko, ptaki zdaja sie radosnie podchodzic do swiata.
ja i moje luzko rowniez. dziwnie sie czuje. rankiem zyje jakby w innym swiecie, w ogole zyjaca jestem w 10 roznych swiatach. coz za podejscie rasowej malej zasmarkanej outsiderki – mysle sobie teraz, a mamy 31 wrzesnia godzine 07:25.

dupa, ale nie panuje nad tym, co czuje i jaka jestem. weglowodany?
o, wlasnie. wczoraj pilam a jednak nie poszlam spac najebana. nie mam kaca.

niedziela, rano
Jesien idzie, wiecie? troche sie boje. kolejna jesien. lubie, jak kazdy, rozgrzebywac siebie z „przed kilku lat” – analizowac, wysowac nowe wnioski. ale cholera, to juz jest nudne. tak, jakbym nie miala nic innego do roboty, albo poprostu tylko to jedno umiala – zamknac sie w sobie i rozwazac ciagle o tym samym.

bo ja zawsze bylam wrazliwa dziwczynka.

rasa.

Adrian mowil cos o starych mostach, nowych ludziach. a ja myslalam tylko o sobie i rodzinie. uwaga skupiona tylko tutaj. musze sie od nich i od siebie rowniez – oderwac. to chyba jedyne, co mi zostaje. znieczulica? nie, dbanie o siebie – dopisalam teraz[31.9]. nasuwa mi sie pytanie – no dobra, a ja? -wlasnie[31.9]. przeciez czeka mnie tyle pracy.. owszem, moge olac to, ze mam ojca sukinsyna a matka [...klamra...], ale nigdy nie oleje siebie i swojego zachowania. nauczyc sie tylko podchodzic do ludzi, wyrzucic swiaty?
pogodzic to z soba?
jak?
i czy napewno sie da?
a ja, starczy mi odwagi, sily, wytrwalosci?

ta

Brak komentarzy

co moge powiedziec? cholera. mam duza nadzieje, ze cokolwiek sie nie dzieje naprawde to tylko zludzenie poparte piwem.

bo nie podoba mi sie, zeby moje ego bylo zainteresowane jakims facetem. a juz napewo nie rownolatkiem z klasy majacym od roku dziewczyne.

tak; wycieczka. dlugo by opowiadac. niewiadoma. jedna, duza, cholerna niewiadoma dla mnie. czy czegos sie spodziewam? moze byc fajnie, moze byc nie fajnie, moze byc obojetnie. moge sobie nie poradzic. ja? wystarczy jesc mniej niz inni. tyle, odnosnie tego, co dla anorektyczki, ktorej nigdy nie bylo i nie bedzie, najwazniejsze.

trzymalam sie Martyny, Kasi, Jobdy. wydaly mi sie najbezpieczniejsze. jakos tak.

to byl 20. 21 jawi sie juz w zeszycie. bylam zmeczona. ukrycie pod okresleniem zmeczenia, ‚zmuly’ itp. bo nie umiem. nie umialam.

21. snila juz od dawna. Budze sie od 5tej nad ranem co chwila

polski rock? sklecona plyta przez brata Anki, krzyska, sasiedzi.

Memła o zlych politykach, zlej sytuacji w kraju, umiejetnosci cieszenia sie mimo wszystko zyciem. memła o samotnych pasażerach, gloriach od rajstop.

heya wymijam. robi mi sie zle na same pierwsze riffy heyowskich gitar. Wlasnie, winnam powtorzyc gitare przed wycieczka. winna bylam zrobic tyle rzeczy… mam ochote na jakas emocje, gleboka, madra ksiazke, ktora przez sam fakt ze mam ja w reku, podbudowaalaby moje jebane morale. lub obralabym grzybki (lesne), ktore uzbierala matka rano. ilez radosci z powodu grzybow.

a ten ich zapach, gdy sie susza.

kocham zapach grzybow.

jeszcze nie

1 komentarz

wyjzalam przez okno. owszem, bije ciepla barwa znad wchodniej strony. albo bloki mi poprostu zaslaniaja prawde, ktorej nie dostrzegam przez brak wiedzy..

-
piekny widok. polmrok przyjemnego oswietlenia jeszcze-nie-switu. jakis czlowiek juz na ulicy, gdzies szedl.
samochud. wilgotna ulica, wilgotne chodniki, chlodno. wrzesien, jesien.
mgla na dzialkach,
mgla miedzy blokami
zapalone latarnie chlodnym wyrazem
jaskrawe przeswity różu na choryzoncie – troche jest mi go dane,
mimo, ze to warszawa.

cudowne. poprostu cudowne.

tak powiedzieli w tvp1.

wczoraj pozwolilam sobie na bardzo mala ilosc coli. staremu piwa upilam tez tylko ze trzy lyki. jak zwykle, na sprubowanie. faktycznie balam sie, ze powtorzy sie sytuacja z wczoraj, mimo, ze byla komiczna. babka z biologii mnie nie zapytala, moze dlatego, ze znow wyrwalo mi sie „OK”? moze. chcialabym isc do odpowiedzi; miec ten dzial z glowy, teraz wiem ze jak do niej pujde w poniedzialek zrobi mnie jak bedzie chciala..

przyjemne, przyziemne rzeczy. odpowiedz z biologii. czy to nie cudowne?

pijana matka dala mi wtedy, pare dni temu, bardzo w kosc. teraz tego nawet nie pamieta, cholera wie czy nie uratowala mnie i mojego pujscia do psychiary. jestem jej za ta awanture cholerne wdzieczna. psychoterapeutka nie miala racji. wale tez zdanie Al. prawda jest taka, ze to moja wina i ja za siebie odpowiadam. jak wykituje, kolega, ktory dokona aktu smierci na mnie nie zapyta, czy to z powodu depresji czy dlatego, ze babcia sie gorzej poczula, czy dlatego, ze tatus woli podwujna gre a matka..? a matka tez, tylko ze w domu. zreszta, to i tak niewazne. ja sie czuje lepiej – to jest najwazniejsze.

slonce chyba wzeszlo?

internetu oczywiscie nie mam, ale mniejsza o to. przynajmniej jest komputer na miejscu. wczesnie rano, dzisiaj i tak nie tak wczesnie jak zazwyczaj; wstalam kolo 5:40? 50? w kuchni wlaczylam tv – zadko ogladam, ale rano lubie.. kawa czy herbata na TVP1 – odnioslam zazdrosne wrazenie, ze ktos zyje oprucz mnie. nonsens – i sie usmiechnelam w duchu.

wczoraj byl udany dzien. platki sojowe i makrela wyraznie poprawily mi humor, a moze to ten corny w szkole? a moze jajko na miekko rano.. nie wiem, moze wszystko razem. wieczorem trafilo mi sie wino, ale mimo to moglam sie nauczyc biologiii – albo raczej ja powtorzyc, siedzialam do 23! oczywiscie opilam sie wszystkiego; herbat, cocacoli.. przed snem wypruznianie nie pomoglo. w nocy mialam ciekawa niespodzianke. obudzilam sie tylko raz, gdzies kolo 2:30. oczywiscie matka z ojcem po winie a pozniej wodce; albo raczej sama matka; robila wyrzuty ojcu, mnie jednak to nie ruszalo, zrobilam co trzeba i po zabiegach polozylam sie spac.
spalam dobrze.

wczoraj przed snem mialam nawet troche ‚witalnosci’ w sobie; energi, nie bylam jakos zdruzgotana bez powodu.

rozklejam sie. Al? rozmawialam z nia wczoraj – „u niej wszystko bylo hardcorowo.” ja mam to szczescie, ze moi starzy sa albo zbyt zajeci albo zbyt sie boja i hardcorowo jest tylko wtedy, kiedy musza sie zetknac ze sprawa. np. zwolnienie z w-fu.

dobra.
matke bierze sumienie.
ojciec niech sie chuja. staram sie, a on wymyslil dobre wychowanie. no to niech wymysla, ale nie wtedy, kiedy ja staram sie jesc.

-
dzien generalnie zaczol sie ciekawie. dobrze. bedzie dobrze. poradze sobie.

mimo, ze waga mi spadla znow o kilka dag. teraz 41,0. ale mysle, ze po ostatnim mi skoczy..

bedzie dobrze
damy rade
damy rade bedzie dobrze.

15.09.2003

dawno nie bylo tutaj, w kuchni komputera. niesamowite uczucie, nawet myslalam, ze i dzisiaj jeszcze nie.. wczoraj matka wypila jak cowieczor w sumie – i zajela sie pomoca. chciala zmuwic mi, jak ja to strasznie wygladam. jestem jej chyba za to wdzieczna. bo ma racje, to moja wina. niczyja inna. co mz tego, ze sraja w domu moi starzy lepiej niz kiedykolwiek, ze dostarczaja mi wrazen nie mniej niz artur dawniej. co z tego, ze mialam dolka, ktory trwa do tej pory. malo weglowodanow? malo. juz nie smiejesz sie jak kiedys.. wszystko jest innaczej, kolejny raz wiec prosze Cie..
mama miala racje. wymyslila jakis papier, ktory da mi do podpisu, ze to co z soba zrobilam to zeby ona nie brala odpowiedzialnosci prawnej za to. dobre, nie? dobre. wczoraj mialam apetyt. ale mialam tez jadlowstret, wiec to tak, jakbym nie miala apetytu. ale co ciekawe – po tych wystapieniach pijanej rodzicielki siegnelam po reszte swojego wina. i wypilam je. bylo tego niewiele, moze 2/3 lampki? i pozniej idac do kibla ugryzlam kawaleczek czekolady, mlecznej! od razu zrobilo mi sie cieplej. koniuszki palcow staly sie cieplejsze. zrobilo mi sie przyjemniej. na dobry sen.

budzilam sie trzy razy w nocy. kolo 1, kolo 2 i kolo 4. ale to nic. i tak bylo dobrze. jest dobrze. tylko mi krew pulsuje teraz za bardzo. ale zaraz zjem. chce zjesc. duzo cieplego mleka z platkami przennymi, owsianymi, otrebami i sojowymi. tam w pszennych jest troche cukru, wiecie.

jest na tvp 1 Kawa czy herbata wreszcie.

mam sporo czasu.

usmiecham sie, to dobry dzien, taki bedzie. mimo to, ze waze 41,5, czyli schudlam kolejne kilka dag. ale ja wiem, ze bedzie ok.


  • RSS