zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

pretty normal

1 komentarz

zrobilam sobie serie zdjec. zdjecia w bieliznie i tak sa po przytyciu ok. 2kg, czyli cialo juz nie u szczytu sukcesu.

ale moze to i lepiej. jestem pelniejsza na twarzy. mam kilka fotek normalnych; to grupowych, to innych. patrzac na nie z jednej strony jest mi nie przyjemnie. z drugiej ciesze sie, ze bede miala z tego okresu jakas pamiatke. teraz tez mi ulzylo po zrobieniu tych zdjec.

moge juz przytyc i zapomniec. przytyc i zyc na nowo.

o jezu, jak dobrze zyc w miare normalnie.

w zasadzie zasady

Brak komentarzy

siedze tu i popijam kawe z ekspresu – to byla koncowka, cholerne mocna. siedze tu i mysle sobie, ze juz czas jakis w klubie siedzi Michal. czy sie zastanawia, kiedy przyjde? oprucz tego siedze tu i nachodzi mnie mysl lukasza. dal sobie pass czy jeszcze nie dal sobie pass’u? zaraz spogladam na siedzaca siebie tu i popijajac kawe ta rozmyslajaca nad tymi dwoma kolesiami, ktorzy z niewiadomych przyczyn cos odemnie chca. a ja sie pastwie nad tymi myslami, chlonac je, cieszac sie nimi. tak, jakbym nie miala nic innego w zyciu – tylko ta kawe i tych dwuch osobnikow.

-
zwykly porywczy spontaniczny gest – w szokole tak sie dzieci bawia – chlopczyki delikatnie szczypia dziewczynki za bok po czym pytaja; co u Ciebie? za kazdym razem to samo tak zalosne pytanie – co u mnie? u mnie w porzadku, jak zwykle. przyjacielski gest objecia za ramie nie zbyt zgrabnie mu to wyszlo, mam dosc upierdliwa torbe na ksiazki. usmiecham sie do siebie – moj boze, jakze mocno odbieram takie detaliki. teraz gdy w jakikolwiek sposob dotyka mnie facet – chodzi o sam kontakt fizyczny, obejmie, przytuli, polozy reke na ramieniu, – odbieram to, jakbym doswiadczala to po raz pierwszy. jakbym zaczynala na nowo? w zasadzie umarlam i rodze sie na nowo, mozna doszukac sie tu pewnych analogii? przytylam 3 kg. powaga.

dokoncze wieczorem. zaraz wstawie piwo do lodowki, odswierze sie – bedzie odemnie dawalo kawa – i pojde tam, do nich. do ludzi; hey joe.

polmrok za oknami

Brak komentarzy

specyficzne swiatlo. od kiedy nastapila czasu dobiega mnie zawsze dosc niespodziewanie; zazwyczaj o tej porze juz switalo. rozpoczecie dnia nie nalezalo do przyjemnych rzeczy, natomiast do switania, jakie jest teraz za oknem, mam dziwna slabosc.

pamietam sylwester 2001. a moze 2002? nie pamietam. tak, to byl przelom tych lat. bylam wtedy zestrachana wszystkim i wszystkimi, 14 latka. heh, mala przerazona dziewczynka. wtedy tez poznalam cyryla.

tak mi sie jakos nasunelo na mysl.. dawne czasy. sporo sie wydarzylo, duzo sie zmienilo. czas leci do przodu, prze, skurwiel, na oslep.

-

pijam kawe z mlekiem.

deep

Brak komentarzy

its time to giving, its time to take..

ale jaja z tym lukaszkiem.
mile to, naprawde urokliwe.
-

zabraklo dla mnie biletow na kult w stodole. nawet w stodole.

nie ma ktos dwuch albo chociaz jednego na zbyciu?

przykrosc

Brak komentarzy

przykrym dowsiadczeniem bylo zobaczyc jak pokrzywiony – niewlasciwy – niemoralny potrafi byc swiat ludzi doroslych, ktorym sie -ufalo. -albo mialo zaufac. -albo wszyscy mowili, ze tak nalezy – spoleczenstwo.

moze bylam ‚za mala’. zbyt niedorosla do tego, by uslyszec niektore rzeczy. a moze – co wydaje sie byc bardziej pocieszajace dla mojej osoby – to byl just moj zly czas. bo byl. powinnam przejrzec notki z maja, czerwca, lipca czy wrzesnia.
„chcialam prosic o pomoc” kogos,kto robi taki numer? zrobil taki numer..?

zdrady ojca zbily mnie z tropu.
pomijam fakt, iz psychikochemicznie bylam w strasznym stanie. zreszta, ytdazynmater.

-
to na yle notek z serii „z rozwazan przy cytologii z biologii, liczbach kwantowych z chemii i matematyce”

juz 6. powinnam sie wziasc do nauki. nawet nie jestem glodna – wczoraj dostalam niezla ilosc weglowodanow; skrobii i innych cukrow w zylke. i tluszczykow tez. i dobrze. moze mi troche biustu z tego przybierze.

innisi

Brak komentarzy

poegac na rodzicach? „mamo, tato…”

„Moglam polegac w zasadzie tylko na ojcu, czasami czul sie winny – mialby racje”
tak. moglam do niego przyjsc z jakas przyziemna sprawa. i przychodzilam. potrzebowalam przychodzic.
-

„jesc by zyc – dla siebie, dla mezczyzn, dla przyjaciol, marzen.

nie po to jesc, by patrzec na tych tutaj ludzi – rodzine, myslec o nich zajmowac sie nimi.

jesc po to by zyc i nie myslec o nich”

oczekiwania

Brak komentarzy

rano, przed poludniem – mialam ciekawe zajecie. chcialam dostac ta wiadomosc od niego. co chwila muczalam do siebie – palant – sprawdzajac, czy jest kopertka na wyswietlaczu telefonu komurkowego. nawet nie bylo mi wstyd – mam co nadrabiac.

oczekiwanie na krotka wiadomosc, obluzgiwanie goscia, ktory wg mnie robi cos nie tak. chwile po pierwszym spotkaniu – wiadomosci jakiekolwiek, zawsze obarczone byly nutka spefyciki. laskocze mnie, moje ego – intryguje.

troche jak naiwna dziewczynka – z naiwnymi czekiwaniami na nic tak naprawde – mile jest zajmowac sie (…), myslec o (…)..

-
w koncu dostalam wiadomosc. po jakis 3h. pierwsze lepszed wytlumaczenie – telefon sie rozladowal, 3h kapiel wannie, pierdu-pizdu. smieszne to troche.
analiza
slow
celow
kilka roznych opcji, wyjsc, watkow; co jesli – gdyby – a jesli nie

teraz ty sobie kotku poczekasz.

musialam wczoraj niezle z bratem popic. ale przynajmniej zjadlam wiecej. torcik urodzinowy, po 21. kiedys to byloby nie do pomyslenia. pytam: dlaczego nie? przeciez lubie pierniki..
-

chcialam spisac kilka notek z zeszytu. uczylam sie sama nie wiem czego i wiadomo, jak to jest – mysli klebia sie, przyklejaja, nie wiadomo co z nimi poczynic.
-

jest wczesnie. poszlam spac tez wczesnie – juz nie czekalam na wiadomosc od Michala, moze za duzo wypilam.

widzial ktos pijacych anorektykow?

matka sie wczoraj najerzyla – tez wypila, wszyscy wypilismy, co za pijacka rodzina – najerzyla sie na moaj anoreksje. bardzo ja bolalo to, ze bedzie musiala stracic czas na psychologow i ciagle to podkreslala – pomijam fakt, ze troche sie spoznila, psychiatre to ja potrzebowalam na poczatku wrzesnia, kiedy sama przyszlam do nich ze skierowaniem i zostalam olana – wiem, ze nie tylko to ja bolalo. tzn taka mam nadzieje – w sumie nie powinnam, to egoistyczno-dzieciece podejscie. ale dlatego sie bronilam przed poproszeniem ich o pomoc – zeby nie zawracac im swoimi „zmartwieniami” glowy. najfajniejszy jest ojciec. ojciec ma nadzieje – wypil i dobrze gadal.

-

dzisiaj spie teoretycznie godzine dluzej. ale deszcz do mnie przyszedl. i nie moge spac.

nie moge spac.

waga

Brak komentarzy

a, zapomnialam napisac, jak to ojciec postanowil wiedziec, „co sie ze mna dzieje” (jakby nie wiedzial).

jezus, jak mnie skurwia, gdy mowia o tym jak wygladam z kategorii mojego bledu. niech ten zlamus patrzy na siebie. na to, co zrobil mi i matce. matce przedewszystkim, ale mnie to tez kurewsko bolalo. staram sie, zeby nie bolalo mnie teraz – Artur wydaje sie przyjac to jak chleb powszedni a moze udaje – dazyntmater. stary nie ma prawa mnie wazyc codziennie. innaczej – nie ma prawa mi kazac sie zwazyc codziennie. znal moja wage. nie klamalam mu.

co to znaczy „Bedziesz sie mi wyarzyc codziennie”?

„bedziesz” czy „nie bedziesz” to wypowiada Bog Jedyny w Dekalodu 10ciu przykazan Bozych. Nie moj stary. znal moja wage. nie ma prawa mi kazac. nie po tym, co mi zrobil.

uwadzi mi pieklo? hahahah. zawsze jak koncza mu sie pomysly, mowi o urzadzeniu z mojego zycia – pikla. nie ma takiego piekla, ktorego bym nie zniosla z jego strony.

nie mozna kroplowki wyzygac czy wysrac? to nawet nie jest przykre. nawet nie jest bezczelne. to bylo skurwysynskie z jego strony.

wlasnie

Brak komentarzy

lukaszek bye
michalek bye

nie odpisal. nie lubie, jak nie odpisuja.

wiele spraw na glowie. juz to gdzies slyszalam?
pomyslalam z wyrzutem sama do siebie – nie sprawilam, by poczul sie lepiej. dobrze. moze to kolejna zagrywka. moze nic.

-
spotkalam Robaczka na przystanku, spotkalam tez Piotra. czlowiek raz gdzies wyjdzie i prosze. Warszawa male miasto. pozniej w autobusie spotkalam geografice z gimnazjum.

Kasia, czy Ty jeszczed rysujesz?


  • RSS