zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2003

so that

1 komentarz

tak niewiele brakuje, by wrucilo. chwila nieuwagi. jedna mysl, jedna obledna absurdalna jakze silna mysl.

2x xenna extra z wczorajszej nocy – nie zjadlam odpowiedniego posilku mysle ze kazdy bylby nieodpowiedni jakis argumrnt zawsze by sie znalazl –
zaczyna dzialac. bola mnie jelita, boli mnie brzuch

boli mnie tez zoladek. „musialam sie rozladowac”

she she she

Brak komentarzy

she doesnt earn much, but
but she gets by

ze bede zbierac ojca z klatki schodowej. ze bedziemy go zbierac z matka i arturem. ze bedzie tak, jak bylo wczoraj w nocy. ze zdziwi sie chlopak spod mieszkania 4. ze ojciec powie matce ‚pierdol sie’. ze mimo nieprzytomnosci ze mna i arturem bedzie rozmawial. ze jak bylo juz po wszystkim matka bedzie przezucac wine. e micha-l bedzie. ze artur zostawi to tool’owi. ze ja zostawie to elton’owi johns’owi. ze kazde z nas jakos to trawi. je to. „nie zalezy mi juz, kurwa”. mi tez chyba nie zalezy. czuje sie troche, jakbym spisywala swoja mlodsza siostre na straty – dlaczego?

dobrze miec chociaz odrobine alkoholu na takie sytuacje. dobrze jest brac leki uspokajajace ktore wzmagaja jego dzialanie.

rodzina

Brak komentarzy

ta kraina to jakas pierdolona ruina, jak tu kurwa nauczyc sie zyc normalnie swoimi sprawami, jak wrucic do zdrowia, jakiegokolwiek, jak mam nie zwracac na to uwagi? ile mozna patrzec na to? dwa razy polecono mi terapie rodzinna, tylko dwa razy – matka zasmiala sie, nie wiazac tego ze mna, wszystko sie kreci wokol jakis cholernie popierdolonej struktury, jak mam czuc sie dobrze NORMALNIE OBCOWAC Z LUDZMI UCHMIECHAC SIE DO NICH ZYC JAK KURWA NAJBARDZIEJ RASOWA SMARKULA kiedy tutaj kurwa na co nie spojrzysz na kogo nie spojrzysz pierdoli sie, to jakas chora pomylka, TO WSZYSTKO TO JAKAS CHOLERNA RUINA, KUREWSKA RUINA JEZUS MAM TYLE ZALEGLOSCI ZALICZEN jeszcze troche niedowagi, nie dobrze mi, naprawde niedobrze, naprawde mam juz dosc, naprawde chce zyc jak dawniej – nigdy nie bylo naprawde dobrze ale przynajmniej bylo „jakos”, za miesiac swieta

tata wrucil wczoraj, poltora dnia go nie bylo, gdzies wyjechal? interesy z nashirem, cos jakies tam. wracil, to straszne – zastanawiam sie jak on musi sie czuc – czy on wie dokad wraca? polecialo kilka kurew byl na cos zly moze poprostu nie wytrzymuje juz? wyszedl. wrucil pozno, nawalony guba ryba w drogim garniturze i porzadnym bawelnianym plaszczu zprzed 5ciu lat – usiadl, ciezko oddycha. znam ten oddech, tato. nie raz bylam sama nawalona za sciana, pilam do siebie i ciezko oddychalam niemogac zniesc mysli i uczuc, zlych dobrych wszystko jedno przerastajacych mnie. usiadl chcial zaczac jesc. zawsze jesz kiedy jestes zestresowany.

dzisiaj tez byl chwile w domu. matka wrucila – gdzie byla? pod barem. pozniej juz go tam nie bylo, miala nadzieje ze wyszedl. wrucila – nie ma. moj boze. przyznam sie, ze sa chwile, gdy mam dosc ciaglego mowienia matki, ale tylko wtedy kiedy zapominam. kurewsko chcialabym zapomniec.

zeby sie nie wypierdolil gdzies po drodze. wczoraj jeszcze byl w miare przytomny. moj boze. wielki czlowiek. sukcesy, gigantyczne pieniadze, firma wielka jak chuj, srajaca pieniedzmi. bylo. zygac mi sie chce.

okno autobusu

Brak komentarzy

gapie sie w ta oblepiala szybe utobusu. te cholerne drzewka, w zestawieniu z zimowym, listopadowym niebem. spacery z dziackiem,

ale i znow Dome-l, znow Adriano, idzie zima. chlodny zapach mrozu, moich perfum i mojego starego skurzanego plaszcza. wtedy, gdy zdejmowalam go, bedac u niego w mieszkaniu?
-

Michal, about what ar u waiting 4?

fotografia

Brak komentarzy

male rozesmiane dziecko w wyplowialych spiochach, trzymajace w rekach wiekszego od siebie wypchanego misia-osiolka. wyglada, jakby komus go pokazywalo w pelnej okazalosci. z uradowanej buzi wygladaja niezdarnie dwa pierwsze, przednie zabki.

patrze na ta fotografie i nie wiem czemu, ale zal mi tego dzieciaka.

mimo wszystko, bo przeciez „wychodze na prosta”.

mysl

Brak komentarzy

nerwowo troche. nerwowo i rozlaźle. powtorzylam co mialam do powtorzenia, na tym opierala sie dzien sobotni. wieczorem kosciol. cotydzien teraz „bywam tam”, przyszla tez matka, chwile pozniej. podeszlam do niej i usiadlam obok. nie patrzylam w jej strone. pozwalalam jej plakac w „samotnosci”. bylo malo ludzi, w sobote wieczorem kosciol jest pusty i przyciemniony.
-
siedze teraz, rano

/bylam wieczorem na malo udanej imprezie = malo udany poczatek dnia przez wczorajsza za duza dawke leku i alkoholu – mialam za duzo energii, z tym ze bedac juz w domu, bylam nabuzowana i troche nawalona – wkurzona do kresu, stuklam pare rzeczy; to ucho od kubka, to talerzyk, chcialam posprzatac, matka sie upila zostawila lodowke rozmrazajaca sie cala podloga kuchenna pod lodowka w wodzie, kopalam co sie dalo, walilam piscia w co sie dalo -/
/artur i jebane koszule ojca/

mysle o pierdolach, robiac matematyke.

chce mi sie zwymiotowac.

ale wiem, ze moge nie musiec. wiec nie.

to troche meczace. wszystko jest wielkim wysilkiem. argumenty za i przeciw, nie konczaca sie walka.

jestem chyba zmeczona.
wracam do lekcji. mysle o pierdolach, dla kogos/czegos trzeba zyc. nie moge zyc przeciez sama dla siebie.

olu

Brak komentarzy

masz slubowanie w gimnazjum? uczesac Cie? masz juz 13 lat, twoje kolezanki juz sie maluja. bialy cien bedzie dobry..

16 lat. lubie ta liczbe, lubie ten zwrot. tak duzo o mnie mowi, chociazby poprzez fakt, ze tak bardzo go lubie.

dlaczego mialabym nie isc, nie biec, w te strone w ktora chce? jak chce, kiedy chce, po cokolwiek. nie myslec dlaczego, myslec o tym raczej, zeby bylo „cool”. zeby bylo tak, jak chce, zeby bylo, chociazby w tym malym zamknietym cholernym swiatku, ktory przeciez moglabym miec tylko dla siebie?
-

jest we mnie wulkan. wulkan pieprzenia wszystkiego. szkoly, mojego „artyzmu” pozalsie boze, rodziny, po co mi rodzina skoro i bez tego jej nie mam, mojego zdrowia, ludzi wokol mnie. po co mam wszystko tak ostro odbierac, po co mam emocjonizowac sie z tym, utrudniac sobie zycie, gdzie moja postawa o dytstansie i rownowadze?

jest 8 rano. mam ochote podejsc do kazdego i napluc mu w twarz „pierdol sie marna ludzka istoto”


  • RSS