zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

ostatni

Brak komentarzy

ostatni dzien w roku. jak go spedze? jak spedze ostatni dzien w najgorszym roku dotychczasowego mojego zycia?:) hardcore, boki zrywac.

budzilam sie od 6.. 6:30? nie wiem. ale jakos tak od dawna. zwloklam sie o 7:12 – co za dokladnosc – przycisnieta sumieniem wielu spraw na glowie. w domu cisza. deszcz delikatnie pada. mysli bija sie, obijaja o siebie nawzajem – co zaloze? spodnica, glany, bluzka, szara koszula. przeciagnelam sie w luzku, wyskoczulam. dlonie zaczerwienione, chuj!

stary spi. od swiat.. od dawna jakis nieobecny. moze chory po pijanstwie, moze uwaza, ze nie zasluguje.
ma ole chce miec jeszcze wplyw. na mnie tez – ale sie boi. co do artura to czysta teoretyka.

w kuszni swiatlo wlaczone. obok ekspresu na kawe stoi niedopity drink.

napilam sie wody, wstawilam kawe. ide porosciagac sie, pozniej zajme sie nastepnymi sprawami. juz 7:50.

napawa mnie wspomnienie wczorajszej nocy

bardzo ladnie rozpoczelam zakonczenie tego rocznika

jak to Pajak powiedzial
„koszmarny koniec koszmarnego roku”
-

mozna by powiedziec o pewnym aktorze. faktycznie, ze jak tylko go zobaczylam, zwrucilam na niego uwage.
Stuart Townsend

mogla

Brak komentarzy

mysl.

mysle sobie. naprawde dobrze zrobila mi ta impreza. poszlam, najebalam sie, wymiotowalam pod siebie, pozniej wracalam do domu godzine w zimnie maksymalnie zjebana. to dobrze robi. czlowiek od razu innaczej patrzy na rzeczywistosc.

mysl.

mysle sobie. naprawde dobrze zrobila mi ta impreza. poszlam, najebalam sie, wymiotowalam pod siebie, pozniej wracalam do domu godzine w zimnie maksymalnie zjebana. to dobrze robi. czlowiek od razu innaczej patrzy na rzeczywistosc.

wrucilam do domu i matka byla jaka byla. byla. dowiedziala sie, ze ojciec sam zaprojektowal mieszkanie tej.. tej pani.
staram sie myslec o nim jak o ojcu. matka musi pogadac. arturowi to sie nie podoba. matka. jest w depresji, glebokiej depresji. siedzi obok mnie i mowi „boze daj sile przezyc”. daj sile. prosilam Cie o to. bys dal jej sile.

ten chlud. byl sukinsynem. jest sukinsynem. w ramach jakiejkolwiek przyzwoitosci – jesu co ja mowie – w ramach jakiekolwiekczlowieczenstwa mogby ja traktowac jak czloiwieka, jak kobiete, jak teoretycznie zone swoja.
slucham tego, jestem niemym obserwatorem. co moj ojciec moze teraz czuc? czy czuje jakies wyrzsuty sumienia? cokolwiek? chyba nie. nie wiem, ja jestem napewno slabsza psychicznie, ale ja nie znioslabym poczucia winy, jakie odczuwalabym na jego miejscu. poprostu nie znioslabym.

slucham tego. tego jest duzo. lata cierpien, lata placzu, zalu, niespelnienia, oczekiwania, znoszenia upokorzen, on ja upokrarzal na kazdym kroku, zbywal, lzal w zywe oczy, matko boska tyle klamst, ciagle klamstwa, bez uczuc, bez czlowieka w sobie.

czy muj ojciec jest czlowiekiem?

pisze to. racjonalizm. chcialabym jakos objac to, moze to ma jakies wytlumaczenie? nie widze go.

slucham tego. tego jest duzo. daloby sie napisac z tego ksiazke.

wspomnienia matki lacza sie ze wspomnieniami kilkuletniego dziecka, dziewczynki. lacza sie w calosc, w jedno, zgodnie ukladajace sie fakty i uczucia.

-

matka nie patrzy pod moim katem. i dobrze. starczy jej jej puntktu widzenia + wyrzuty wzgledem artura. wiem, dlaczego ja mam tak, jak mam. bo ryba smierdzi od glowy. bo ojciec, bo za nim matka, bo za nim moj brat, bo za nim ja i ola. staram sie nie niszczyc oli. wiem, ze to robie. wiem i boli mnie to, ale nie mam dosc samokrytycyzmu by powiedziec jej poprostu „przepraszam”. mysle, ze traktuje ja leppiej niz wczesniej.
to, ze mam ciezko. ze sporo pracuje. ze mi nie wychodzi i ze mecze sie fizycznie. to wszystko jest malo wazne i z puntku widzenia wszystkich tutaj nie ma zwiazku z sytuacja ani w ogole, moze wydawac sie im ze tego nie ma.

nie wiem, jak czuje sie atur. wydaje sie radzic sobie dobrze. wydaje sie uciekac do swojego srodowiska, starajac sie miec jaknajwiecej dystansu do tego tutaj. nie wiem co on pamieta. wiem ze nie wie wielu rzeczy ktorych ja wiem.

ja wiem od matki.

jakis czas temu z ulga krzyczalam ze nienawidze swojego ojca. krzyczalam, powtarzalam. obskursy, a silny skurwysyn. dzisiaj mowie to z bulem bo wiem, ze taka jest prawda. bo mam taki a nie inny obraz caloksztatu taty. moze jest mocno zachwiany. moze tylko niewiele mija sie z rzeczywistoscia. patrze na niego i widze. widze starego stachanego czlowieka, ktory jeszcze ma sile, ale ma jej coraz mniej. ja widze, ze ma mniej. ja wiem, jak bardzo ma do mnie slabosc. do mnie slabosc do mnie slabosc

okradam go.
nienawidze go.

matka nie odebrala wynikow badania. co bedzie, gdy jej zabraknie? pierwsza mysl; ide do piachu razem z nia. mysl, ze ja nie mam przyszlosci, nie mam na nia sily. po chwili, jak juz o tym pomyslalam i napisalam, uplynelo troche czasu – kilka sekund- mysl goni mysl – skoro ja tak sadze to co na boga

NA BOGA

co ona musi odczuwac w obliczu calego jej zycia?

mloda
piekna
zywa
chciana i kochana wielbiana
zaradna
wyjatkowa
mogla ulozyc sobie zycie innaczej, lepiej, za swoja prace byc wynagrodzona.

krotko

Brak komentarzy

nie warto
-

bylam w koncu na jakiejs imprezie. jakiejs, halinow, bartek, z ludzmi brama i pajakiem. byla Ewa, byla kaska, jej chlopak, kilku kolesi, ktorych nie znalam. jakas dziewczyna. troche tanca, troche smiechu, troche rozmow, troche nabijania sie, troche ust ewy. troche-troche. bylo calkiem fajnie. gdyby nie to;

mocny drink, przez ktorego zazygalam luzko. kurna, nie powinnam byla jesc tego tortu. ani tych ciastek. ale nie chcialam zwymiotowac, wymioty same nastepowaly. nigdy tak nie chorowalam, nigdy tak mocno. ani tak brudnie. zuraw otwieral scyzorykiem drzwi do toalety, gdzie sie polozylam, by zwymiotowac wszystko – wytarlam wszystko wokolo kibla, zeby to jakos wygladalo, pozniej mnie wzieli podniesli – zasnelam poprostu, ale bylam przytomna i nie mam zadnych czarnych dziur. teddi powiedzial, ze sie martwili. dziekuje im, ze mi pomogli. przeprosilam tez bartka za luzko.
-
wrucilam na 7:30, wczesniej wystojac sie z pajakiem na przystanku 30 min – ja wiedzialam, ze cos jest nie tak, ze autobus skoro jeden byl na 5:46 to nastepny musi byc za okolo godzine, a nie o 6:11. byl na 6:38. koszmar, bylo potwornie zimno. Pajak na kacu prowadzil. bylam podwujnie glupia i podwujnie egoistyczna. jemu bylo potworniej zimno. stalismy przytuleni ogrzewajac sie nawzajem – wiem, ze nigdy nie bedzie muj, nigdy nie bylismy nasi i nie bedziemy – myslalam.

wracalam do domu prawie godzine. bylo potworie zimno. matka nie spala, dopiero co sie obudzila – dowiedziala sie czegos cichce milczenie trzy waleriany, przepite smutne zmeczone oczy zmeczona twarz. zastanawialam sie czy daje odemnie wymiocinami? trzesly mi sie rece. nie mialam kaca, o 5tej sama wstalam niewzruszona. przepralam sie, polozylam sie spac, zwinelam sie w klebek.

-

tego mi bylo potrzeba, mocnej imprezy mocnej dla organizmu, tak zebym pamietala. bede pamietac, musze przyznac ze jestem spokojniejsza, ulzylo mi w jakis sposob

nawet nie czuje niesmaku. juz nie.

zjadlam sporo slodkiej czekloladu.to nawet niew byla mleczna czekolada. sporo czekolady na piwo z siostrs. bomkbki, mokolaje. nawert polowe batonika ‚duplo’ produckji niemieckiej kindera.

to samo z tymi wieczpornymi jablkami.,ni e dlalam sie,. nie zwymioptowalam. chcialam udowodnic sobnie, ze jestyem zdrowqa. bo jeste. tyle czekoladek zjesc i nie zwymiotowac. napisalam tez do michala/. jakies takjie natchnienie mialam.

-

o. wstajli. olka sie smieje, stary na zarty – nie na zarty szuka wodki,. mama dalamojcu wudke. piwa moujgo ni e cgcual, wino aryiras ptrodukcji babcdinej zabralam ojcu.

mAIL DO mICHALA: COIS nie chce sie wyslac?

Napisze Ci cos. wlasnie. jest juz sporo po swietach. ja jestem juz w warszawie. nawet wytrzezwialam nieco z wieczornego wynagrodzenia. droga z widawy byla gluga; meczaca. ani spac podczas niej, ani czuwac z matka.
Dlaczego nie przyjechalam? przeciez moglam. moglam. powodow bylo sporo. kilka z nich; tych bardziej przyziemnych i tym samym przyjemniejszych.. te juz znamy. reszta jest przerastgajaca mnie. nie mam sily o tym myslec, tym bardziej mowic.

przez cale swieta nie wzielam lekow. na co mi leki. to, tamto. po co mi to. uspokajajace. uspokajająco. wszystko dla ludzi.

nie chce mi sie. nie chce mi sie pracowac nad soba. powinnam. nauczyc sie zyc na nowo. wiesz, Michal, co znaczy przestac zyc? co znczy przestac „zajmowac stanowisko”? co znaczy miec pod znakiem zapytania lata swojego dorastania. wczesniejsze lata swojego dziecinstwa. co znaczy brac odpowiedzialnosc za nie tuylko siebie, ale i ojca, matke swoja. zadajac sobie przy okazji pytanue: sakramentalne paskudne zatruwajace pytanie „dlaczego wlasnie ja”. „pije bo mam ciezkie zycie” – pamietasz, skarbie? Twoje slowa. nie raz kiedy siegam po szklanke z warka strong z cocacola, albo nie daj boze kroleskimi – ojciec takie pija jak pija piwo, zastanawialm sie co czules piszac do mnie te slowa. ciezko. wstaje rano. ciezko. ide spac. ciezko. widze ludzi, ktorych kocham – moja rodzine z „widawy”, ciezko. patze na moja rodzine tutaj, mam ochote.. nie bede pisac na co mam ochote. wieczne przeplatajace sie poczucie obowiazku, poczucie winy, poczucie niespelnienia, ze mogloby byc lepiej, innaczej, a nie jest m.in z mojej winy. nie ma zadnego faceta obok mnie. a mogby byc. nie wykorzystuje okazji? mozliwe. przeraszalam juz go/ich za to. nie mialam sily, by wykorzystac. nie mialam motywacji. nie mialam na to czasu ani energii. brak we mnie zycia. usmiecham sie. usmiecham sie do ludzi – takie to wazne. pracowalam nad tym. ilez mozna pracowac? mozna pracowac dlugo i skutecznie. czasami jednak zycie nie daje skutku, nie jest sprawiedliwe. „niefart”. „pije, bo mam ciezkie zycie”, wlasnie. nie pije tak duzo. rok temu pilam kilkukroc wiecej. mocniej. podobno lepiej pic raz w tygodniu 7dem piw niz codzien po jednym. mozliwe. ale …kogo to obchodzi? wlasnie. komu zalezy? bo nie mi. nie mojej matce. niemojemu ojcu. nie mojemu srodowisku.”nie zalezy mi” bo gdy zalezalo, zostawalam wysmiewana przez wlasne tory losu. zakpilo sobie, cholerstwo, ze mnie. wiec czas, bym ja zakpila z nich. bo dlaczego by nie? nie widze przyszlosci. przypominaja mi sie co raz fragmenty Twoich maili o podobnym zabarwieniu emocjonalnym do mojego. „bo dlaczego nie?” prostacko, najprosciej, dziecinnie, beznadziejnie, zal dupe sciska, itp itd. ale mi sie nawet nad tym juz nie chce myslec. ja dalam sobie off.

moglabym byc tajemnicza nieznajoma. moglabym byc ulozona . moglabym byc ambitna uczennica l.o. moglabym duzo. ale nie mam sily. psychoanalitycy, terapie rodzinne, pedagodzy, psychoterapeuci, lekarze rodzinni, recepty, leki, strach przed soba, zyciem i innymi, strach nieprzystotsowalnych, strach bedacy usprawiedliwieniem dla leniwych.

to tyle. Michal. juz dawno chcialam Ci cos napisac. wiedz, ze absolutnie nie zasluzyles sobie na to, bym dzielila sie z Toba. Ty nie chcesz dzielic sie ze mna soba, dlaczego. posluchaj mnie, skarbie (powinnam napisac per „misiu” ale swiadomosc, ze tak nazywaja Cie inni nadaje mi nutke niesmaku): MASZ NAPISAC O SOBIE, albo Cie nie znam.

napisalabym jeszcze sporo. ale juz dosc, zreszta, juz jestem w sumie czysta, a nie chce otwierac kolejnego piwa. starczy tego nudzenia. sprubuj nie napisac.

zegnam Pana, Panie Michale O.
Katarzyna Ewa Joanna

kurwa. tyle napisalam i szlag to trafil. rece mi opadaja. KURWA MAC!

jezu.

napisalam o bracie. napialam sporo. napisalam o tym, ze wrucilismy dzisiaj od wujkow. napisalam, ze moglabym napisac o tym, ze wlasnie ogladaamy kewina. o jego przygodach w zakichanym nowym jorku. matka mowi cos o halinie. o plodnosci, a ja przeciez nie jestem plondna:) zabawne.

komurka milczy.

szybnko-szybko. nie chce no tym myslec. nie chce myslec o siostrze. o bracie. o matce, i ojcu, nie chce o tym swszystkim myslec, zajmowac sie tym, chcialabym zyc.

powinnam napisac o tym, ze kot domaga sie odronbimny uwagi. powinnqam napisac o tym, ze skonczyly sie swieta. ze .,.. czas plynie. wiele jest zapisanych w zeszycie. w niesmiertelnym zeszycie… moze ciotka przyjedzie na sylwesstra.

jestem pijana. mocno wstawiona. ponad dwa piwa. jeden kieliszek. chcialabym, aby to swiadczylo za jakis czas mi – zeby swiadczylo o mnie.

swieta. swieta byly, swieta poszly.

jeste4m, nerwowa. jestem nieidealna. wyszukuje nieidealnosiu rodzenstwa. ola oczekje uwagi, kot tez oczkuje uwagi:) wszyscy uczekuja uwagi. ciekawe co ola na to, ze o tej poze w domu panstwa iwqaniuk sa wszyscy nawaleniu – za jej wyjatkiem, wyjadtek potwierdxzajacy regule.

nie wiem czy juz pisalam, ze jestem pijana?

jakies przemyslenia? tak. szczegulnie w samochodzie. myhslakam o tym, zxe nie mam sily pracdowac nad sobA, ZE NIE MAM SILY BYC LEPSZA. ZE NAWET NIE MAM OCHOTY. IONNACZEJ RZECZ BUiorac – woli bycia lepsza. mam ochote powiedziec ; wzielam tyle xennnyxh. rtyler ksennnych a momo to nie moge sier w sp0leninwypriznic.peirdole to. bo zdaje sie byc takw istocie. powinnam pierdolic zycie rodzinne i zajac sie wlasnym zyciem. ale to nie task. nie tak….

NIE MAM SILY NA YZCIE? ARTUR POWIEDZIAL ; RYTUAŁ jedzenia albo rutual nauki/. wiesz asrutr, co to znaczy choroba psychiczna? jest nieczuly. pewnie nie wie. nie wie, poprostu. ja wiem, ja czuje to. ja jestem chora. a to,ze wszyscy to pierdola, to inna sprwa.a mam doswc gadania o sobie., jest po swietach, olka sie rechocze.

wsyscy maja swoje problemy. wszyscy mieli swieta bozego nardozenia.

wszyscy czrhods sie boja, wszydscy potrzebuja odrobiny uwagi. mam dosc. nie wiem sama.

czego chce?

niwe woiemj, co znaczt zyc normALNIE. CO TO ZNACZY NORMALNOPSC. CZEGO CHCE? CHCIALABYM ZYC JAK MOI ROWIESNICY, JAK LUDZIUE LTOPRYCH ZNA,. SMIAC SIE, MIEV OCHJOTE4 NA TEN SWMIECH, NIE MYSLEC O JEDZENIUN O SKLADNIjkach zywiuenoiocwych. chcialabym nie byc wsytawiona co wieczor. chcialabym tanczyc, bawic siue, byc wolna, ecydowac tylko i wylacznie o sobie. nioe raz myse o smerdzi., jakie to byloby proste. nie msa nic prostrzego niz zwykjla smierc. NIE MA
NIC
PROSYTRZXEGO
NBIZ
ZWYHKLa
najqQYYZKJLESZJA
SMIERC

a chcialabym.
napradew bym chciasla.

terax, po swietach, jak to mowie. chcialabym nie zyc, nie mieczyc sie z tym wszystkjim, juzn nigdy wiecej., nie myslec nize interespowac, sie, nie pracoeac, ne zalezec. MICHAL< KUERWA>MASZ KOGOS A JA JESTEM SAMA WLASNIRE DLA CIWENIE

powinnam pogadac z matka o nas o sobie o zyciu o tym cop czuje puki jest czqs.

„mamo”.

rtym tez zackoncze ta notke ntke, ktora jest swiadectwem mnieb dla mnie.

mamo nie mow tAK O OLI.

swieta

Brak komentarzy

bede zapisywac kazda mozliwa mysl o swietach.

nawet mam beznadziejny status na gg. dla tego gnojka, Michala.

skarew

Brak komentarzy

od wczoraj swiat z perspektywy nauki jawi sie naprawde niezwykle. wczoraj spalam bestialsko do 11, dzisiaj do 8.

mam problemy z jedzeniem.
mam problemy z apetytem.

braciszek, siostrzyczka, mama tata. standarcik.

nie raz mam ochote zwymiotowac jak tylko ich slysze. wiem, ze by mi to bardzo, bardzo ulzylo. nigdy tego nie robie. wiem, ze nie moge. ze to anormalne. waga mi spadla.

obijam sie. siedze 15 min gapiac sie z jeden punkt, chlonac chlodnymi dlonmi stygnaca kawe z mlekiem.
bo moge.

matka „wcale sie nie cieszy na te swieta”
matka jest „czasami niesprawiedliwa. wie o tym”

nikt nie jest tutaj sprawiedliwy.

a ja stoje. a ja patrze. a ja tez mam swoje wady tez zle posteouje ale ja mam dopiero 16 lat ale ja potrzebuje czyjegos wsparcia ale ja nie moge jesc a powinnam jesc to ze jem… tyle mnie to pracy kosztuje.

nie uklada mi sie z Michalem. jemu to wisi. wiem, ze nie dokonca mu to wisi – nie zalezy mu jednak tak, jak chcialabym, zeby mu zalezalo. „kocham:*”, „Moje Sloneczko:*” – przejrzalam stare smsy, z ktoregos tam sierpnia, z 2001 roku.
kiedys. teraz ma znow jakas panienke. ja tez bede kogos miala. i nie bede miala z tego powodu wyrzutow sumienia. jakie to typowe, plytkie, proste, takie rasowe dla tlenowych panienek, nie? hah. nie wiem. troche mi wstyd. ale nie podoba mi sie to, ze ja do neigo przyjezdzam, a on sie dzien wczesniej migdali z kims bo tak jest lepiej niz samemu.

alkohol? nie pije duzo. a grzaniec na rozgrzanie. Michal nie ma prawa mowic mi, czy pije duzo, czy malo. nie ma prawa = poprostu.

to tyle z ostatnich dni. ide spac, jestem zmeczona.

michal

Brak komentarzy

michal przesyla wiadomosc.

michal

Brak komentarzy

ma „nowa panienke”. „sylwester”

napisalam w oknie gg wiadomosci „odechcialo mi sie do Ciebie przyjezdzac. mowie to, bo moze jestem po piwie, dwuch kieliszkach i lampce wina”

uchwycilam myszke i najechalam na „x” z prawdego gornego rogu. nie wyslalam mu tego. slyszysz, skarbie? najslodszy? mojej nadziei ukochany? najwiekszy skarbie od 3ch lat? ktos, kogo moglabym pokochac? ktos, kogo chcialabym pokochac? ktos, kogo odwiedzam co wieczor w lozu, ktos, kto mnie caluje bo tego chce, ktos, kto jest ze mna, rozumie mnie, kto zawsze bedzie ze mna i zawsze mnie zrozumie. slyszysz? odechcialo mi sie do Ciebie jechac. bo ty masz kogos, a ja sie przez Ciebie wahalam.


  • RSS