zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

pojawil sie okres. cham.

dzien za dniem – tak zaczne. przeminal piatek, przeminela sobota, mamy poczatek niedzieli. ten poczatek nieco bolesny, ochrzczony nieco bolem glowy.
-
myslalam o michale. nie napisalam jednak do niego. z jednej strony troiche nie mialam sily, z drugiej nie wiedzialam dokonca po co. nie moglam sie usprawiedliwic dzialaniem w afekcie, poniewaz minelo juz sporo czasu

napisalam mu podziekowanie za zdjecie, napisalam ze zdjecia od Al sie dlugo wywoluja, co zreszta bylo klamstwo, ale cos dopowiedziec trzeba bylo; spij dobrze. krotko, sucho. mimo, ze ja ani nie czuje krotko, ani sucho.

obecna sytuacja jest mu na reke.

spowiedz

Brak komentarzy

wczoraj byla spowiedz, tak, jak planowalam. spowiedz nie nalezaca do latwych form wypowiedzi, tym mbardziej w tym wypadku. nie staralam sie patrzec jej w oczy; mojej powierzycielce ktorej naprawde zaufalam, zaufalam i stwierdzilam ze czas najwyzszy, zrozumialam ze czas najwyzszy bym, jak sama powiedziala, wyciagnela reke.

kilka razy zalamal mi sie glos, jednak zdolalam nad tym zapanowac. bylam bliska placzu i owszem; nawet na przerwie chcialam zamknac sie w toalecie i sie rozplakac, wylazdowac; jednak co potem powiedzialabym swojej klasie? ze po wizycie u pedagog mam oczy czerwone jak u swini? uznalam ze nie; mialam kanapke z czekolada.

„nienawidze go. ”

..ta

zdjecie

Brak komentarzy

podpisal sie nalezycie w smsie „Michal”. albo raczej; , bo tak to wyglada juz na ekraniku komurki. wyslal mi zdjecie „kompletnie o nim zapomnial”. no tak; pomyslalam w nocy (budzilam sie tylko ze dwa razy), dzisiaj jednak rano dobiegla mnie zabawna mysl; Michal gdyby Ci zalezalo, zebym dostala do zdjecie, od razy bys mi je wyslal, a ze zalezy Ci tak, jak zalezy…

nie zalezy mu. i dobrze. tak bedzie lepiej. bedzie lepiej bedzie lepiej. a;e mu wysle tego maila „Oda do Michala” jak ja lubie pisac „ody”.

pije kawe wpajam w siebie spokoj. wpajak w siebie spokoj.

ale ale

Brak komentarzy

ale staram sie dla tego frajera. ubieram sie dla tego frajera. kurwa, wkurwia mnie to.

to juz szczyt szczytow. zeby jakis cholerny nauczyciel decydowal o tym, jaki bede miala nastruj. wystarczylo, ze4 go zobaczylam. stalam tam z jego klasa a scislej z Anka i rozmawialam o dupie marynie a dokladniej o piwie. wiec zobaczylam go i na moment odzyskalam sily. absursd. mysle z boku na to patrzac z politowaniem nad swoimi hormonami emocjami; jak dlugo jeszcze?

chodzi o to ze trace sily. nie chce tego, ale to wraca. moze za malo kawy, moze za malo prochow uspokajajacych. moze to skurka od jablka. bolal mnie brzuch. codziennie zygam jakims swinstwem 2-3h po jedzeniu, zygam tym i jest mi nie dobrze; nie przynosi to ulgi jedynie cholernie ostry niesmak. na wpol strawione.. skurki od jablka, nie wiem czy z rana jeszcze czy dopiero te ktore spozylam po powrocie ze szkoly.

nie mam apetytu wieczorem. pije sienie.

jutro spowiedz. spodziedz Ance, chyba ze znow cos nie pojdzie jak pujsc powinno. w koncu niecale 45 minut to malo.

ale bede sie streszczac.

nie rozumiem dlaczego; dlaczego kurwa jego jebana mac! mam nadzieje, ze do niego dojdzie od niej czesc informacji o mnie ‚cos doswiadczyla’ wtedy on bedzie wiedzial ‚cos doswiadczyla’ pewnie nie domysla sie, ze to ja! kuRWA dlaczego tyraktujesz mnie innaczej?! DLACZEGO m,ogbys chociaz trakjtowac mnie jak kazdego innego ucznia czulabym sie lepiej szybciej bym sobie dala spokoj zapanowala nad emocją.
moze gdybym dowiedziala sie ze napewno jest zonaty a tu nic! ani slowa zasraniec ani cien podejrzenia ze jest z kims , nawet pieprzonej obraczki nie masz. juz napisalam jak na to patrze z psychologicznego punktu widze zreszta zapisalam to w zeszycie od Twojego przedmiotu lysiejacy cyniku.

….tak wiec mam nadzieje, ze slowo pada o mnie miedzy Anka a nim. w koncu tak czesto z soba rozmawiaja, co chwila mijamy sie kuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuurwa. mijamy sie w przejscu jej ‚knajpy’ z jedynie dwoma fotelami. jutro wezme trzy waleriany i pieprze to.
-

dobra jestem, nie? ale numer. kto by pomyslal.. zaskakuja sama siebie. klawiatura wyraza moje mysli niewiele wolniej niz one same napluwaja; jak to dobrze.

martwie sie o siebie. nie wiem, tak nie powinno byc. moze jak zaczne wychodzic; jak sie skonczy ten caly kolowrot z lekami hormonalnymi, wyjde zobacze poznam kogos i odciagne uwage od niego, od czlwoeika do ktorego poswiecenia mu swojej uwagi mam teraz najblizej; i pewnie-napewno to robie. oby do czasu; amen.

kurwa co za noc. ja pierdole.. moze to dlatego, ze wypilamk energisera? ale to bylo kolo 16. a pozniej kolo 19 walnelam sobie dwie waleriany i dwa perany na noc. na sen. chcialam wczesnie sie polozyc; i tez tak zrobilam, kolo 21. dzien wyjatkowo mi sie szybko konczy, co jest mi nieco nie w graj; budze sie po jakis 4ech godzinach i nie moge spac. dzisiaj bylo o tyle ‚zabawnie’ ze pocilam sie jak ostatnia mysz koscielna. kolo 3ciej przyszwedal sie artur. wykazalam sie w miedzyczasiem swoim nadwyraz ewidentynym egoizmem i zmusilam matkce; kogos innego; by wstal i mi otworzyl drzwi z domofonu.

oczywiscie, co chwila cos mi sie znilo. bez wiekszych rewelacji.

-
dzisiaj matma, dzisiaj historia. dzisiaj tez powiem Ani to i owo. jest juz 6sta. zyczcie mi szczescia.

nie mysl

Brak komentarzy

nie mysl, kasiu, nie mysl, jutro historia, nauczylas sie, jutro matma, co ma byc to tez bedzie; biologii sie nie martw all will be ok.


  • RSS