zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

cialo

Brak komentarzy

moje cialo staje sie z kazdym dniem coraz bardziej normalne, z kazdym dniem coraz trudniej mi to zniesc. moje dlonie juz nie sa tak szlachetnie przezroczyste, moje zyly na dloniach nie wyrazaja mojej osoby jak pare tygodni temu.

zobaczylam swoje polnagie odbicie w lustrze i sie wystraszylam; mialam wyciety obraz. „pietno do konca zycia”, boje sie, nie wiem co bedzie za jakis czas, kiedy przyjdzie mi nosic swoje cialo zdrowe fizycznie po tym swiecie.

too much

1 komentarz

of smthin’

za duzo emocji, za duzo sie dzieje wokolo mnie. z kazdej strony w ktora mam smialosc na tyle smialsoci by patrzec bombarduje mnie coraz to inna emocja. Michala nie ma, dostal 3 z historii ustnej, ale jego znajoma ogolila sobie kasie, wiec jest wszystko w porzadku – nie mam mu za zle, nie mam mu za nic za zle niech uklada sobie zycie sam bezemnie, dla niego to tylko lepiej dla mnie tez posrednio.

pieprzylam Jezusa ale to nie tak. Al i tetniaca w niej nabrzmiala kobiecosc, przerazilam sie jej; z bezpiecznej ostoi swiatla zamienila sie w wroga mysli ktore mnie we mnie wystraszyly; to nie jej wina ze dorasta w wieku 17 lat. to tez tym lepiej dla niej, „obca” obcy Michal obca ona, a Jezus? nie dala mi go posluchac, Jezus Byl, Jezus Poszedl, Jezus Ma Dziewczyne, Milo bylo Jezusa znac – coz za tok myslenia. zamieniam sie na role i mowie: Jezus to interesujacy osobnik plci meskiej, wywarzone zdania i proba uzgodnienia mojego i jego zdania udana poczesci pujscie na kompromis. szkoda, ze wiecej sie nie spotkamy.

..jechalam autobusem widzialam jak rozczulajaco opierasz zmeczone ramie o sciane wehikułu przestrzeni Warszawy. Intrygujesz moje jajniki, im sie nie podoba to ze nie moga znow zarzyc intrygacji przypadkowo przez moj wzrok wyczekujacy Ciebie codzien na trasie 303 i 111 z Goclavia do Centrium z Centrium na Goclav.

jak o tym wszystkim pomysle, zbiera mi sie na wymioty.

strara spiewka, nic nowego, co zlego to klozet so closed. szkoda, ze moje wnetrze slab to wytrzymuje.

szybka wymiana zdan; moje szkliwo co mnie obchodzi szkliwo, mysle sobie. Anka bombarduje mnie, nadaje niby ataki ale ja odbieram je zupelnie na serio; boje sie jestem zdenerwowana – no to jestem wrakiem, nie wiem co tutaj robie no ja tez nie wiem, wymioty wymuszam wymioty ale to samo sie zwraca, to Ty juz masz odruch wymiotny jestem przerazona nie wiem co sie z Toba dzieje, to nie moja wina – krew – musze isc na niemiecki, narazie; ide w strone schodow mniej uczeszczanych przez populacje reyowska, przez ludzi z mojej szkoly mijam recepcje, nie obchodzi mnie krzywie sie na twarzy szykuje do uronienia lez. jest mi przykro, czuje sie winna JA WINNA sama jestem sobie winna wchodze na kolejne stopnie kamiennych starych schodow trzymam sie starej gladkiej drewnianej poreczy, jest gruba, masywna, stanowi dla mnie oparcie. wchodze na gore troche spieszac sie na rozpoczeta juz lekcje, lzy naplywaja i fakt ten iz zaraz zacznie sie niemiecki traci na znaczeniu; ludzie, mojaja mnie meczyzni w czarnych eleganckicj butach, widze tylko tyle bo patrze w dol, to ten gosc, jeszcze z pierwszych klas podstawowki jak prowadzil dodatkowe zajecia z angielskiehgo,jeszcze kilka godzin temu rozmawialismy o domku u pielengrniarki w gabinecie, bo schudlam. spojrzal na mnie, nie odwzajemnilam wzroku. kolejne pietro musze sie uspokoic, podhodze do okna na polpietrze, do parapetu, stawiam plecak na nim, odruchowo odwracam sie w strone schodow wyzej pietra; Jestes Tam. Masz zajecia z WOKu.

odwracam sie gwaltownie ciezko oddycham wdech-wydech wdech-wydech powstrzymuje lzy, wycieram mokra juz twarz, wiem ze wiesz. nie chce bys wiedzial wiecej. ocieram lzy dokonca twarz, odwracam sie ide w przod wstepuje na pierwsze schody pod oslona tlumu bedacego sposrod mnie kilka razy spostrzeglam Cie oczyma ale i staralam sie jedynie kontem okna Cie spostrzegac, a wolalabym nie widziec wcale; udalam jak smarkula zasmarkana ze Cie nie widze weszlam pospiesznie jeszcze wyzej, docieram na sama gore, probuje powstrzymac lzy jest mi cholernie przykro.

jestem chora, nazwam sie kasia, milo mi.

dzien kolejny dzien nastepny wesolosc ogarnia mnie i moja rozwiana osobe, rozwiane wlosy luzne spodnie, zegarek na reku reka w kieszeniu, siku chce mi sie si-ku!!! gdzie moj Wok?! gdzie jej wok chce mi sie sikac!!!

widze Ciebie witam sie acz nie wiem czy oczy Twoje skierowane sa na osobe moja, pare godzin pozniej a dokladniej okolo 3,5 schodze do czytelni wiem ze jestes obok, wiem bo widze Twoja klase, biore do reki WPROST wiem ze tam jestes, wiem ze zerkasz przez szklane drzwi biblioteki, pozwalam Ci sie ogladac zza szyby, odkladam WPROST; nic oprocz kawy z alkoholem nie ma tam interesujacego sama polityka.

Biore do reki Cogito, jakas obrzydliwa szczupla modelka na okladce, nie chce jej ogladac, mysle o Tobie wiec jestes.

nie widzialm Cie ale Ty widziales mnie, bo przyszedles, upewnilam sie czy po cos czy do mnie; do mnie. odlozylam pismo, zapytales mnie jak tam, odpowiedzialam bez sensu ze probuje zabic zbegny czas, ze mam go duzo dzisiaj bo az trzy okna leckcje wolne, tak jakbym faktycznie nie miala czasu – malo mialam czasu a przeciez bylam tu dla Ciebie.

rozmawiamy chwile, o kawie o mleku, o kakale, o wypracowaniu i o biologii, o nauce, jak tam biologia, ale to oni z biologia, a mi? zawalilam tak ale zdam z biologi, poytasz mnie jak chemia, czemu pytales o chemie? z chemii ciezkawo, ale co zrobic. mole to paskudna rzecz, rozmawiamy o wuefie, o innych glupotach o Basce to akurat nie jest glupota ale temat wspolnej znajomej jest taki wygodny, taki ratujacy z opresji, a Ty tak szybko sie uczysz, narcystyczne podejscie egocentryzm nie pozwala mi myslec za duzo o przyszlosci, tak go sobie wychowalam.

zadzwonil dzwonek musisz znalesc sale no ja powinnam isc na wuef bo ten lew.. lewandowski co chwila stawia mi nieobecnosci juz to jest nudne ponikad.

Te Twoje choletne oczy.

Idziecie na chmielna, razem konczycie oboje, z Basia, dlaczego ja musze kiblowac jeszcze dwie godziny cos mowiles? nie wydawalo mi sie ze cos mowiles. jakas 17nastolatka on idzie na chemielna mozecie isc razem jakas 17 co? taka smarkula. powiedzialam ze nie rozumiem oboje nie chcieliscie mi powiedziec o co chodzi, no to sie pierdolcie oboje, dziekuje zsa gume.
———

wiec wracam dzisiaj i puenta jestem.

zjadlam 1,5 tabliczki czekolady po obiedzie. rozwolal mnie brzuch. maialam nieprzemozona ochotew zwymiotowac. nie po to, zer bolal mnie brzuch. a po to, by pozbyc sie strachu, ze przytyje, ze bede gruba jak swinia.

miod

Brak komentarzy

kupil wczoraj miod. gryczany. wspomnienie szlachetnego smaku, rozplynal mi sie w ustach. przepiekne.

juz taki tytul kiedys byl napisany przezemnie. tytul notki, oczywista. od tamtego czasu wydarzylo sie sporo, ciagle sporo sie dzieje.

ze mna nic? najpierw byl Hey, pozniej dnia nastepnego pozniej o 24h byl knż w parku skaryszewskim. kolejne marzenie senne albo raczej koszmar. za duzo emocji

myslalam o caloksztalcie, myslalam o ludziach ktorym zagladalam w oczy, o mezczyznach brudnych i o pieknych dloniach. myslalam o Robercie wsluchujac sie z im kochasz wieceh to boisz sie mniej; myslalam o sobie sprzed miesiecy a raczej czulam siebie sprzed miesiecy oddalona o tyle czasu, tak odlegla, nierealna, nie prawdziwa. nie ja, a jednak ja. Wspominalam Adriana. Wspominalam uczucia.

Patrzylam na al, jak tetni i sie rozrasta, jak nie moze wytrzymac. najchtniej rzucilaby sie na kazdego spotkanego acerta ktory jej minimalnie odpowiada fizycznie; teraz napawa mnie odraza w stopsunku do siebie, ze na to przyzwolilabym; chcialam dac jej sie wyzyc. z Drugiej strony bolalo mnie to, ze Robert to odczulby, ze odczulby caly ich swiat ktory o mal nie legl w gruzach. zazdrosc? zazdrosc zycia, zycia, podejscia do zycia, checi zycia, checi brania zycia calymi garsciami, calymi ramionami, ustami, jezykiem, tuowiem, cialem, mysla i slowem.

Wczesniej pilismy piwo z Danielem i Pajaczakiem nad jeziorem na lawce siedzac szlismy przez mokre krzaki powietrze bylo wilgotne wchodzilo w nozdrza, swierzosc, bloto, tlumy ludzi, skaczemy pod scena gdzie jest znacznie cieplej. straszny kociol, ciezko utrzymac sie na nogach, rozwodnione piwo do granic przyzwoitosci; al chce isc al Che Chce Chce, mocno chce musimy isc idziemy; Pstrag Al sie rozglada Kazik konczy grac, cisnienie mu podskoczylo. wypilismy to jedno piwo na tyle nam starczylo.telefon Pajaka, gdzie jestesmy pod scena jestesmy juz idziemy nie mozemy sie znalesc. absurd. hustawka. tyle piwa, nie bylam pijana, nie bylam wstawiona, chcialam zrobic z soba co mi sie podoba, rezygnacja, pieprzylam co kto o mnie pomysli, pieprzylam wszystko, niestety pieprzylam rowniez Al, rowniez Jezusa, rozwniez innych. ja. tyle narazie. dobranoc.

jest mi troche przykro, . cos sie musialo stac, bo gdyby nie to by od razu zaprzeczyl, a nie mowil banalny powodow; jestem zly bo z historii dostalem 4, ale bede sie odwolywal – to nie moze byc tylko to.

jednak jade do Zagorza na te trzy tygdnie, najwyzej wroce wczesniej. sprawa jest taka ze kasuje mi to wyjazd lipcowy do czestochowy, a raczej do krakowa. napisalam wczoraj do michala – zmiana planow, on na to jakich planow? nie bedzie mnie w lipcu w krakowie.. juz chcialam pisac dlaczego, gdy – a – chwila ciszy – mnie tez nie – chwila ciszy – a mialem byc? usmiechnem sie no tak, mozna sie bylo tego spowiedziac, on nie ja nie zartuje, no ja wiem.. odpisalam ze wiem i to mnie „smuci” no nic to narazie; napisal pozniej cos jakies daty, ze nie zajarzyl. no tak, co to za sprawa kasia przyjezdza kasia odjezdza. jestem moze niesprawiedliwa, moze cos – on mial mature, teraz egzaminy na studia interesuja go bardziej terminy tego pokroju niz to ze jakas znajoma odwiedza do na kilka dni.

coprawda padl pomysl zeby skoro nie lipiec to czerwiec na czas bozego ciala. on kogos ma chyba, nie wiem, dziwnie sie czuje. nie wiem po co mam jechac. nie wiem. poprostu.

-
to wczoraj, a dzisiaj bylam na koncercie. mokre wlosy od deszczu na agrykoli, mokre dzwieki i drzenie w powietrzu fali energi wydobywajacej sie z krtani Kasi nosowskiej, z delikannym dodatkiem smaku wspomnien i smaku czasu wynikajacego z nowo poznanego znajomego.

tyle. dobrancoc.

zbliza sie koniec miesiaca. miesiac maj, pamietam rok temu na poczatku pojawil sie ofiarny Michal Ten, objawila sie chwilowa poprawa caloksztaltu spowitego nigdy nie normalnym jedzeniem, ale przynajmniej mialam ochote na to, by smakowac dzien.

dzisiaj zygalam ciasteczkami z aromatem w stylu paluszkow, paluszki tez byly. byla krew. po raz pierwszy wymiotowalam krwia, miala dziwna konsystencje, nie byla to ani gotowana marchewka ani skurka od pomidora. nie wiem tylko czy to krew naczynka w przelyku czy raczej gdzies w zoladku.

boli

Brak komentarzy

malo pisze ostatnio braki czasu. braki jak braki, ciezko sie pisze z bolacym zoladkiem… tak boli mnie. bardzo mnie boli, na przemianlegle czuje dlawioacy bol, przeplata sie niczym dlugi mocny gruby warkocz z uczuciem spiecia, wyginam swe cialo wyginam swoje tulowie jak tylko moge by przyniesc temu miejscu ugle, wielki wezel sznuruje mi usta. wnetrze, boli mnie wnetrze. ostatnio jak byla rodzina wiadomo imieniny matki 15 i 16 tez, wymiotowalam a wiec to jest zaburzenie laknienia teraz dopiero wiem; zoladek dawno ma dosc organizm ma dosc ale psychika ma nie dosyt duzy niedosyt. nie wspolgra z reszta ustroju zyciowego.

czasami poczucie checi wymiotowania. wyplywaja ze mnie lzy wyplywa zlosc emocje bladza pod skura przeszywaja na wskorsc szukaja jak by tu ujsc jakby dac mu upust; boze ilez smierc dalaby mi ulgi.

przynajmniej nie mysle tylko o smierci, przynajmniej znow niesmialo zaczynam wyplywac na powieszchnie tak mi sie przynajmniej wydaje przynajmniej taka mam nadzieje.

a ja

Brak komentarzy

a mnie boli wnetrze, a ja zygalam dzisiaj, a ja rujnuje sie,

cicho

Brak komentarzy

wczoraj zly dzien dzisiaj zly dzien. siedze tutaj muskam z lekkim wysilkiem klawiature laptopa ojca mojego. gdzies wyszedl, nie wiem gdzie, nie wiem tez kiedy wroci ; potrzebuje jego komurki, musze napisac do Roberta, musze sie z nim zobaczyc, musze wiedziec jak on widzi jak czuje co sie z nim dzieje.

hustaja sie lepiej niz ja. Al z Robertem. sa razem, przesiakniety mgla i ogniem ich zwiazek; dziwne zdaje sie rozumiec po troche i jedno i drugie, nie moga dojsc do pozoruzmienia, ale tez nie moga sie rozejsc, drugi raz probowali Al drugi raz zlapala go za rekaw prosila mowa mysla uczynkiem i zadbaniem o to by jednak sprobowali; „to nie jej wina” a jednak jej; wydaje sie byc mniej egoistyczna nie wychodzi jej EGOzyciowy styl zycia przez tego czlowieka, ma z nim trudnosci, on z nia rowniez. Widze to oczami swoich jajnikow tak ze to teraz Al musi sie wykazac,Robert byc moze ma gorszy czas, byc moze jest przewrazliwiony wlasnie dlatego, ze Al jest taka gietka; jej elastycznosc ogranicza sie jakby na ten moment coraz bardziej, jednak on jakby tracil przy tym reszte swoich sil.

piekna historia. biorac ich caloksztalt a raczej tylko jej jest mi dobrze znany – wszystko uklada sie we wzruszajaca piekna calosc, nie wiadomo kiedy ta calosc jest bardziej absurdalna, smieszna wrecz, paranoiczna, a kiedy rozwojowa i taka, jaka powinna byc; normalna. wydaje sie ze dla mnie czy dla niej nic nie bedzie normalne, ale mozna uznac wlasnie to za swoj osobisty standart.

to trudne, ale moze sie uda? napewno daloby to uspokojajaca nasze/moje ego. Nauczyla sie wielu rzeczy. Dzieki robertowi poznala wachlarz wielu ekstremalnych smakow. chcialabym jak.. nie, nie bede pisac o sobie, za duzo egocentryzmu w moim zyciu.

„milosc przyklekla przy niej niespodziewanie” Boze moge prosic tylko o blogoslawienstwo. dla Nich. wczoraj coprawda prosilam o smierc, ale mysle ze priorytetem bedzie jak im sie jakos pouklada, jak poczuja korzysci ze zwiazku emocjonalnego a nie tylko to, co gorzkie.


  • RSS