zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2004

zagorze

Brak komentarzy

wczoraszy atak swiadczy o tym, ze musze jechac do zagorza. „do czubkow”, ja i 19 innych anorektyczek pod jednym dachem. z jednej strony sie boje a z drugiej jest mi obojetne. boje sie bo nie wiem jak to bedzie, co bede robic, kogo poznam, czego sie dowiem o sobie i o ludziach, o dziewczynach, takich jak ja. moze mi to bardzo pomoc. moze tez zaszkodzic. nadmiar wiedzy moze boleć.

bedzie intensywna psychoterapia. indywidualna i dwa razy grupowa – z rodzicami. to podobno bardzo budujace gdy wysluchuje sie o problemach innych, ze sa monstrualne i przerazajace, ale takie same jak nasze.

czekawe, czy pozwola mi tam pic czerwona herbate.

wg goethego część duszy ktora pragnie zla czyni dobro.

jem znowu sniadanie, dzien nastepny. czuje sie narazie dobrze. to bylo maslo babcinej roboty, dwa razy tlustrze i dwa razy zdrowsze, to byl twarog babcinej roboty, dwa razy tlustrzy i dwa razy zdrowszy, wszystko razy dwa bardziej delikatne i smaczne.

prosze siebie o to, by nie składac protestu.

ogladalam w miedzyczasie serial polskiej produkcji. naiwny serioal, jak wiele innych. ten aktor grajacy ostoję madrosci, leżący w szpitalu z fikcyjnej jasnej gorze pod warszawa.

zmusil by w zolnierzu zatlila sie chec zycia.

jeszcze

1 komentarz

…jutro jadę do czubków.

ostatnio

Brak komentarzy

nim ucieklam do mroku przypadkow na wsi z dzisiaj, wczoraj przed wyjazdem wspominalam z Onym o tamtym wieczorze 15 grudnia dwa lata temu.

naiwnie rzucil nie zdając sobie z tego sprawy, „dopiero teraz jest w stanie o tym rozmawiac”. zagłaskac sumienie jest niewatpliwie trudno, szczegolnie dla tych ktorzy nie uprawiaja tego czesto, jednak zapomnial o tym ze to ja bylam na tej gorszej tratwie skutków z niepochamowanej woli naszych poczynań.

w notatce z tamtego momentu niewiele wtedy napisalam co sie wtedy dzialo, jednak dzien ten byl na tyle znamienny iz przywolanie zywych wspomnien nie bylo trudne. wrecz chwile gdy swiat na sekunde zawirowal, bylo czyms tak naturalnym jak wspomnienie smaku przedchwila zasmakowanego owocu, ktorego smak zna się niemal na pamieć, mimo, iż tak na prawde jest to niemożliwe.

to był ogień. jak na tamtą 15 letnią dziewice był to ogień i nadal jest we wspomnieniach. pojawiły się nawet nowe wnioski z tamtych wspomnianych gestów, słów, uśmiechów, zbiegów okoliczności. z dotuku, sposobu. ani on mnie ani ja jego nie znałam. tego tez nie.

bum

Brak komentarzy

boli. poprostu.

jadac do rodziny pomyslalam, ze „chce zyć”. myślac o tym wiedzialam ze moze byc tak, iz nie minie 24 godziny a zamroczy mnie na nowo. jednak wtedy oddychalam pelna piersia, wspominalam ostatnie kilka dni gdy siegnelam po dawne znajome mi osoby, ktorych dlugo, dlugo nie bylo. wspomnienia przepelnialy mnie wieksza duma gdy dosiegnelam nimi osoby nowe, nowopoznane. poczulam energie. Energie ktora plynie z ludzi i ktora rodzi wiecej energii. zadowolona bylam, ze mowilam slowa i tanczylam, wsrod ludzi, wsrod sporzen.

jechalam wiec. nie ruszaly moje tlące radością życia EGO przewalające się tony negatywnych wibracji miedzy rodzicami na przedzie samochodu. ja mialam siebie.
-

siostra anoreksja dotykała mnie, ale ja naprawde sie bronilam.

rano tak, sniadanie, tak, po obwitej jakze poznej kolacji urodzinowej dziadkow przy grillu dnia powszedniego tak jestem zdrwa tak. rano przed pierwszym posilkiem zjadlam ogorek, tak. tak. tak, ja mowie tak. ale moj osrodek psychosomatyczny zlozyl veto. jego liberum veto. siedze spokojna po zdrowym sniadaniu. mija godzina, dobra godzina, myje naczynia. skupiona na niepokojace spiecie wewnatrz mojej osoby. cos mna trzesie, nie czuje sie dobrze, punkt w zoladku laczy sie z punktem w przelyku, czuje sie zle. czuje wrogosc. czuje zimno. osacza mnie zewszad. myje wlosy, upiekszam oczy. patrze w lustro. patrze na swoje cialo w lustrze. zaczynam plakac. placze, jestem zla. czuje sie zle. czuje sie wroga. czuje sie obrzydliwie. czuje potworna energie w sobie. nie umiem nad nia zapanowac. czuje wiazadlo miedzy zoladkiem a przelykiem, czuje to wiązadlo jak mnie spina wszerz. nienawidze. rzesiste lzy pieką moje policzki potworna sila rozrywa wnetrze. klęczę, kulę sie na zimnej jak lud podlodze, sciskam tulow, jak ja chce zygac, ja chce zygac, jezu nie ja nie moge, sciskam bolesnie twarz chwytam wlosy szarpie czuje bol ja chce zygac punkt przelyku pecznieje nabrzmiewa boli mnie wnetrze przelyk wnetrze łzy

nieznacznie sie podnosze, tak zeby pozycja nad muszlą, nie tą morską a myszlą każdego zacisza domowego w każdej toalecie muszlą klozetową, była dogodna, by wreszcie przyniesc swojemu cialu ulge po chwili bylo innaczej, po chwili oddychalam mniej ciezko, mniej obrzydliwie ale nadal

oddychalam

znamie siostry ciagnelo sie za mna caly dzien, dokonca, sokonywalam morderstwa zwojego zoladka tego zarcia bylo za duzo i wciaz za malo dla mojego zamroczonego w swoim okrutnym bólu ego. pytalam siebie suko pierdolona kurwo nie znalam odpwoiedzi chcialam byc silna nie dac sie, a jedynie nie dalam rady. nie musialam sie upadlac zeby sie upodlic. u po dlic. suka splywala ze mnie wszelkimi drogami jakie zna moj ustruj fizyczny. placz nie starczyl.

minione dni nie starczyly. sila czlowiecza tez nie.

poruszajaca emocjonalnosc spiącą moją rozmowa z Onem nie starczyla.

słonce nie starczyło.

proszenie siebie o spokoj nie starcztł.

sposob

1 komentarz

lekarz od brzucha mojego, od mojego wnetrza zapisal mi drogi lek, ale podobno najlepszy na to z tych, ktore moze mi bezpiecznie zapisac. pisze wiec swoim pieknym staroswieckim nieco stylem pisma po bialej kartce, odwraca swoje doswiadczone i pełne rzyciowej madrosci oczy:
-ale najlepiej, gdybys sie zakochała

..potem mowil mi jeszcze o dziecku, o zamarzpujsciu. zagalopowal sie nieco majac na uwadze fakt, ze jestem na ktoryms roku studiow. przytakiwalam starszemu mezczyznie z szczerym usmiechem, z rozbawieniem wyprowadzilam go z bledu, dotyczacego mojego wieku i ze z dzieciakiem mozna poczekac.
bo Ty taka wrazliwa jestes i delikatna. czlowiek ten podobno opiekowal sie dwoma innymi anorektyczkami. wszystko glowie. tak, tak. tak. tak, ja wiem, nooo tak. tak. mhm, alez oczywiscie, no, jasne jak slonce.

-
dziecko. budzi sie we mnie kobieta z przejawami silniejszymi i mniej natezonymi. proces dlugi, od dawna. od czasu-do czasu.
-
progresja.

m

1 komentarz

jest młodszy o rok
ma smiałe usta układające sie do uśmiechu
niemowlęcy wyraz twarzy
i piękne, silnie zbudowane ciało.

patrze na siebie w lustro. w kiblu smierdzącym moczem chorych dzieci i mniej chorych pielengniarek w miedzylesiu pod warszawa. patrze na siebie w lustrze zaplutym wilgocia z kurzem…

…i zastanawiam sie co mi odbiło.

przyjmuje takie nieskazitelnie niewinne daj boże motywy za mniejsze zło. lepsze to niz totalna, wieczna suchość i zobojętnienie.

to prawie jak nieudany dowcip, ale ja chyba musze przejść te załosne etapy dojrzewania – na nowo.

fizycznie

chemicznie

meta-

budzi sie we mnie kobieta. (smiech na sali)

hum

Brak komentarzy

Al spisała swoje życie, swoją smierć i swoje zmartwychwstanie na dwuch stronach śnieżnobiałych kartek A4. wczoraj, gdy dumne z siebie poiłyśmy własne ego czerwonym winem półwytrawnym, Melnikiem Sophie’jnym, za 7,90-.

Spisała siebie poetyckim językiem, rozumianym doskonale przez nią samą. Przeze mnie była jedynie, lub aż, wyczuwana woń jej rzeczywistości przeszłej. Była bliska przez fakt, iż byłam świadkiem jej życia, i daleka, przez pryzmat mojej śmierci. śmierci z powodów innisi.

Nie zazdroszczę jej siły jaką zyskała przez zmartwychwstanie swoje.
Cieszę się, ze jej się udało zaczerpnąć z życ
ia to, co najtrudniej wysysa się naszej populacji. Co najtrudniej byłoby wyssać jednostce z takim garbem.

Brak komentarzy

„Dotyk, szept, spojrzenia…”

o Jezu;
jakze jestem naiwna.

o Boze;
to nie jest prawdą, to jest tylko jakąś śmieszną wewnętrzną grą. mówię to sobie od zawsze, mówię sobie i nigdy siebie nie umiem wysłuchać, nie mam tyle samozaparcia by się posłuchać.

o Jezu, to nie jest nie istnieje.

i-e

Brak komentarzy

Michał. moment.
nie rozumiem. Twoja prowokacja mnie dotyka. jest zbyteczna. bije się z tym żeby odbierać otaczającą mnie codzienność jak zdrowy człowiek, i Ty mi w tym przedzkadzasz. co mam zrobic? moge Cie wykasować. prosze bardzo, lista kontaktow w outlooku, telefon z ksiazki telefonicznej, numer na jebanym, za przeproszeniem – ale to zalosne – gg.

kurwa. takie ladne slowo, obrazuje moja slabosc do tego, czego nie umiem przelknac.


  • RSS