zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

zona

Brak komentarzy

znow mowilam przed lustrem; pieprze to pieprze, pieprze pieprze i mam daleko gdzies

i znow mam za krotkie wlosy.

Woodstock.

tak, woodstock mnie rozbolał.

o wszystkim bede pisala pozniej. moze. nie wiem, nie bardzo mi sie chce.

jak sie teraz czuje? czuje sie zle. nie dlatego, ze boli mnie brzuch i ze zygalam, czuje sie zle bo Woodstock jawi sie szaro.

moze to perspektywa tego iz jade tam w zestawie jak rok temu, ktorego bardzo kochac nie kocham.

nie mam sil na inny.

boje sie. tego, ze przez swoje ograniczenia wynikające z przewrażliwienia na wszystko, znow bede sama wsrod ludzi.

nawet Al jest daleko – ciagle tlumacze sobie ze ona ma taki czas, ma czas na bycia lekką, z lekką nieodpowiedzialnością, z nie lekkim egoizmem, z ktorym niby walczy i nawet jej to niezle wychodzi. ale nadal nie zważa na to że się z tym męcze, ze ciezko mi to ogarnąć. cieżko mi z tym co sie dowiedziałam, nie mam wsparcia, to moja wina – moze nie tyle co wina, „ja jestem powodem”.

nie bacząc na mnie jest jej z jej całokształtem dobrze, chociaż jej.

„jestes w komfortowej sytuacji, ja nie” – a szkoda, ale tylko szkoda moja.

-
nie robie z siebie ofiare, to nie to. ja poprostu chce sobie ponarzekac jak to zycie jest do dupy, brakuje mi problemow.
-

rok temu bylam na Polu Woodstock skacząc pod sceną w rytm muzyki, byłam tam rok temu te 8kg lzejsza. pokaleczona w emocje, pelna zlosci i żałości wobec świata i alkoholu, nie widząca ludzi wokół siebie. boje się, ze w tym roku mimo iż dużo grubsza roztyta paskudna świnia nadal nie bede widziała ludzi. nie bede ich chciała, mimo iż nie mogę bez nich żyć.

NIE MOGE KURWA BEZ WAS ZYC.

boje się swojej płytkości. paranoja.
-

założe glany niczym za starych dobrych czasów, napiję sie troche by zapomniec o tym ze nosze po świecie wielkie cielę w sobie. za tym cielakiem jest jakies wnetrze, jakas historia, jakas dusza ktora moglaby cos komus dac i cos od kogos zyskac. ale ja widze ciele, przepraszam.

-
chciałabym, byśmy jechali w więcej osób. jezeli chodzi o kontakty jakiekolwiek, nie moge na nikogo liczyć, a chyba chciałabym. zamiast ciężko pracować nad tym co dowiedziałam sie w senaterioł (welcome home) jadę tam w ciemno w ciemny nastrój mając do zaoferowania trzecim istotom ludzkim tylko swoje oczy.

tylko swoje jebane oczy, chociaz je w sobie lubie.

moje oczy sa koloru nijakiego.

czasami zielone, czasami piwne, czasami szare, czasami niebieskie, zawsze sa jasne.

moje szczupłe dłonie są zakończone długimi kształtnymi paznokciami, pokrytymi wiśniowym lakierem.
zwinne palce pod bierzącą wodą w kuchnennym zlewie przemywają nóż z zazebami do krojenia chleba, mający na sobie jego resztki. kosmyki wlosów delikatnie przesłaniały mi widok na opłukiwany przezemnie przedmiot, Ty byłeś z tyłu i przyglądałeś mi się.
wiedziałam o tym i nie ukrywałam ukrytego ironicznego uśmiechu.
myłam więc ten nóż, którym kroiłam nasz wspólny chleb do naszego wspólnego posiłku, moimi tylko dłońmy odkładam go na miejsce i przepłukuję dłonie moje z resztek po płynie do mycia noża.
podchodzisz do mnie od tyłu zimny sukinsyn i całujesz moją szyję,
nie pytając mnie nawet o zdanie, nie pytając mnie nawet to, czy ten nuż miał prawo kroić nasz wspólny chleb, którego przecież nie było.

Bartosiewicz i Krawczyk nagrali razem singla „Trudno tak” i singiel ten czesto idzie za mna gdy ide ja. dziwny zbieg, siedzialam w samochodzie ojca i jechalam w kierunku supermarketu; piosenka byla mi dziwnie slodko bliska; ale zanim zrozumialam dlaczego minelo troche czasu

trudno tak
razem byc nam ze soba

czyz nie, Kasiu? trudno Ci mnie zniesc. tą wielka dupę, to dobrze zbudowane cialo. trudno to wziasc za swoje. to tylko cialo, mysle, ale Ty wiesz lepiej. Ty zawsze wszystko wiesz lepiej. Gdy pomyslisz o sobie, po dluzszej chwili jedno co Ci sie nasuwa to toaleta. przynajmniej ostatnio? to ciekawe, nie umiesz, moze nie chcesz, zjeść siebie taką jaka jestem. dałas dziewczynom zmieloną papkę, ktora im czasem nawet smakowała i Tobie rozniez. ale czasami tez było Ci z nią dziwnie niewygodnie. dlaczego? bo ta papka to nie jestem ja. to nie jestes Ty, sloneczko.

trudno tak, kurwa, byc nam ze soba
bez siebie nie jest lzej

nie chce umierac. nie, jest mi dobrze.

zostaeje mi wiec pomeczenie sie z Toba, albo raczej to Ty bedziesz miala powody by meczyc sie ze mną. Bo ja chcialabym Cie znac i mieć w sobie jako JA, ale Ty tego nie chcesz. na pochwaly a brak krytyki kilka dni temu zareagowalas czystym buntem. pool.

-
jezu, czy ja juz nie mam wiekszych zmiartwien?

-
taka mnie refleksja naszla. tyle.

dlugie, dziwne, krotkie, nierealne.

koniec wszystkiego tego co mi dalo co mi moglo dac pod stolica w sanatorium. wdech i wydech, droga daleka nieznam jej.

-

wracac mialam sama, jednak Paulina, a raczej jej ojciec, mnie podwiezli. wspolna droga, to tutaj przyjechalam teraz to tutaj czekalam dwie godziny na swoj autobus do zagorza piec dni temu.

weszlam do mieszkania i dopadl mnie spokoj jaki w nim panuje. gdy moje kroki kierowaly tutaj kilka chwil wczesniej, zobaczylam swoje odbicie w szybie samochodu. juz wtedy wiedzialam,
-witaj wielka swinio.

weszlam wiec tutaj i rzucilam matce czesc na dziendobry. czy znalazla ksiazke, pare chwil wczesniej dzwonila z pretensjami ze nie moze jej znalesc w moich torbach, ktore rano przywiozl ojciec.

siedziala nad swoimi zeszytami. uczy sie.

bylam spocona. bylam przygnebiona. na stole ciastka ktorymi zygalam dziesiatki razy, bialy chleb, ani zywego owoca ktorym moglabym sie pozywic. kurwa.
zaczelam plakac. plakalam. chuj kurwa suka pizda chuj zamknelam sie w kiblu, widzialam ta pizde ktora plakala. spiecie. mam spiecie. boli. ukleknelam przy zwlewozmywaku. pocwicze i zrobi mi sie lepiej. tak. dtroche drazka, podciaganie w granicach rozsadku. napilam sie wody. pocwicze, wyrobie siebie. kiedys zaakceptuje siebie. kiedys to przepracuje. narazie mam prawo plakac, jestem zmeczona.

-

matka zapytala. po chwili rozmowy stwierdzila ze jest przerazona ze przeciez kazdy spotyka stresy i ze ona wiedziala dawala sobie kopa, ze siatkowke trenowala to tamto. mowie jej ze tego bylo za duzo, ze to sie nawarstwilo i ze to nie jest tak ze dowiedzialam sie o ojcu i ze sie zalamalam, ze pamietam jako male dziecko. mowilam o blokadach – „no tak ja tez mialam takie blokady”, przepraszam mamo, ale ja nie moge sluchac. ja potrzebuje albo ciszy albo mowic.

boli mnie brzuch, ona „nie bedziesz mnie slchac” i wyszla.

co moge zrobic?

moge tylko plakac.

wiec placze.

mysl

Brak komentarzy

pomyslalam sobie, ze chociaz na tyle bede go miala.

wracam. zagorze.

czy

Brak komentarzy

czy wierzysz w milosc?

czy zycie ma sens?

czy Twoje zycie ma sens?

czy jest różnica? jaka, jezeli jest.

bylismy w jakims baraku. pierw snila mi sie rodzina, mama, taka, ola i ja. artur byl w domu, rozniez ze mna, jakas dziewczynka przy komputerze. uderzyl mnie lekko a ja wtedy wybilam szybe w jego pokoju, gdy chcial przedemna umknac bym nie robila mu zlego wizerunku przy kolezance; rozwalilam wiec plastikowa szybe mowiac, by nie probowal wiecej mnie ruszac.

nastepny obraz ktory nasowa mi sie w pamieci to Robert, jan i Piotr. nie wiem, bylismy wszycsy zmieczeni, moze to byl hotel w krakowie. albo tamten barak. trzy luzka, kazde ma swoje. nie wiem dlaczego, ale mialam polozyc kolodzieja spac, robilismy wrazenie nie dokonca trzezwych.

bylo mi cieplo z ta mysla. nachylalam sie nad Piotrkiem i wiem, ze on nie byl dokonca swiadom, moze tkwil w polsnie. lekko mnie obejmowal dlonia, czulam ja na podbiuscie, wzbronilam sie od niej. mysle ze to moja wstrzemiezliwosc, ale sama po chwili, tez jakby niedokonca swiadoma, lekko musnelam go ustami po twarzy, on mnie objal w talii. znow to cieplo, ja sie szybko podnosze z superswiadomoscia, rzucam Robertowi, ze jak on mu wszystko powie to zabije, i polozylam sie do siebie, na luzko.

-
ciekawoscia dla mnie jest, ze powoli mi odbija. odbija mi tu i tam bez wiekszego znaczenia. ale nie panuje nad snami.

im wiecej Al i Robert poruszaja ten temat, tym bardziej Piotrem budzi sie we mnie i nie podoba mi sie to. bo ja sie nie nadaje, a faktycznie, wytworzy mi sie nadzieja, ktora sily mi odbierze.

bylo mi przyjemnie, ale boje sie ze nie zapanuje a przeciez mam wazniejsze sprawy na glwoei.

wczoraj

Brak komentarzy

bylam wczoraj z Al i Robertem na starym miescie. Mial byc koncert Jazzowy – i byl. wczesniej mnie cos lapalo, latwo mnie cos lapie gdy z nimi jestem na zasadzie dwa plus jeden, ale z drugiej strony rownie latwo poprawiaja mi nastroj, poprawia tak znacząco, gdy jednak jestesmy we trojke. Pierw poszlismy do murzynka na lampke slodkiego wina, pozniej pilismy warke z jednej szklanki i 5ciu roznych slomek. pogadalam troche o Michale z Robertem, w zwiazku z Krakowem, ze jestem „zla” i ze juz nie jest mi „przykro” bo trwa jego stosunek do mnie juz dlugo. ze prawdopodobnie wcale do niego nie pojedziemy, a pojedziemy do krakowa, na Wawel. Chyba jednak jest mi przykro, Michal. Ale nie moge wysluchiwac ciaglych negacji, ze wydaje mi sie albo nie rozumiem, ze nie te realia. Wydaje sie byc nieco rozpuszczony, nie ja go rozpuscilam. dlatego tak dziwnie w ustach mi sie zrobilo, gdy Piotrek o Piekych Oczach rzucil na „nie chce robic nadziei”, tak, jakby z miejsca ja robil. kazdej; zwykle rozpuszczenie. fakt, ze mnie poruszyl, ale nie byl pierwszym i nie ostatnim, ja emocjonalnie w tej swerze mam maksimum 13 lat – mowiac o wrazeniach, bynajmniej nie o osadach, przeciez doswiadczenie mam takie, jakie mam.

Piotr oPO zachowal sie dosc histerycznie proszac Roberta o natychmiastowa rozmowe, puscil mu smsa jeszcze gdy rozmawialam z Robertem o pieknym świecie w zagórzanych lasach. to ptzyjemnie, swiadczy o tym ze emocja byla i tutaj; nie wiem czy negatywna czy pozytywna wzgledem mnie, ale byla a to juz duzo. tak, uklady sa bardzo urocze, bardzo rodem z podstawowki, ale ja takich potrzebuje.
Sugestia ze ja zachowalam sie za chlodno. Przepraszam ale jak ja moglam sie zachowac? nie bede przeciez zmieniala siebie. nie robie nikomu tym „zlego” jedynie sobie. Pozatym lubie byc wstrzemiezliwa, nie zmienie tego po Cyrylu czy Adrianie. nie.

w kazdym razie nie to jest wazne.

Rozmawialam o tym i tamtym, o Michale i o Bogu, z Robertem. jakos nasz wywod zostal przerwany i raczej niepredko bedzie kontynuowany, lubie z nim rozmawiac i nawzajem dochodzic do negacji, a po moim zagorzu jego juz nie bedzie.

Potem byl koncert. zmeczyl mnie, muzyka mnie zjadala a ja nawet sie nie bronilam. patrzylam na gitarzyste, myslalam o Michale, Piotrku, myslalam o Zagurzu, Domu, przeskakiwalam myslami po sferach mniej odpowiednich na sobotni wieczor na rynku Syrenki Warszawskiej na Starym Miescie. Czulam szczescie Al i Roberta za plecami, dochodzilo do mnie; tak ja tez tak chce, zaraz po tem przypomnialam sobie ze znaja sie od 7 miesiecy, jak zle bylo na poczatkach, ile oboje przez siebie przeszli. zrobilo mi sie dennie, nie chce mi sie nie mam sily. zaraz po tym przeszlam na poziom zycia; jak to nie mam sily zyc i nie wiem po co. i tak w kolko, czyli zlapalam ewidentnego dolka.

Muzyka mnie zjadla. mialam jej serdecznie dosc, a oni jeszcze bisowali.

bezczelnie tak.

Zmartwili sie. tzn on sie „zmartwil”, nie o to mi chodzilo, nie bardzo wiedzialam na ile powinnam w ramach norm okazywac uczucia a na ile ukrywac, w kazdym razie staralam sie.

poszlismy do sklepu, efektem byl zakup chleba z dynia i piwo o smaku Cherry; w

Robert tyle razy schodzil na ten sam temat. nie wiem czy moge mu zaufac, iz on wie co czyni, ale jakos mi ciezko. popycha mnie w strone Piotrka na roznych plaszczyznzach, trzy dwiazy i jedna gdzies daleko – powinna byc blisko. zdenerwowalam sie nieco i rzucilam mu text „nadziei” ktory znam od Al a ktory zatail przedemna Robert, z wiadomych powodow. szybko przeszedl na „nie wiem kto bedzie ta czwarta gwiazda” no ja tez nie. myslalam, ze da spokoj, ale nie jak sie okazalo, nie do konca. odzieje-kolodziej i tp. pozniej zapytal o to czy nie mamy tam w zagorzu jakis dyskotek. mowie nie, to czy nie ma tam jakis ciekawych ludzi w innym oddziale, ja na to, ze tak i owszem poznalam dwuch calkiem sympatycznych od narkomanii. Zdziwil sie, ale jako ze juz wczesniej sie domyslil, ze tam gdize jestem to bynajmniej nie sprawa kregoslupa, wiec bardzo nie dociekal.

nie mialam bardzo zlego nastroju pod koniec dnia, gdy siedzialam z Al na przystanku i oczekiwalam jej ojca z samochodem.

„nie powinnam tyle wymagac od siebie” rzucilam, biorac pod uwage, nieco niechacy, caloksztalt.

tak, znow wydaje mi sie. wiele rzeczy wydaje mi sie. ludzie nie moga spac, ludzie nie moga zyc. a ja tylko nie moge obejsc sie bez zygania, nic ponadto.

Michal mowi cos o studiach. o mieszkaniu, ile to kosztuje, nie olewa mnie ale zyje innymi realiami niz ja. jemu rodzice nie funduja wakacji i szkoly. on musi sam musi sam zyc sam zarabaic on chce do Krakowa na Jagiellnonski na prawo. chyba w tym roku czestochowa nie wypali. Przykro mi Michal, wiesz? w koncu to dzieki Tobie, wtedy, w lutym, dostalam po twarzy ku zyciu. Coz tym razem musze chyba sama go sobie dac.
-

ostatnio Piotr o Pieknych Oczach zagoscil mi na wyswietlaczu telefonu komórkowego. Król Artur, Piast i inne takie. chodzi generalnie o to, ze pojawila sie wokol tego kolejna mala histeria. rozmawialismy przez smsy, nastepnego dnia odwiedzil mnie Robert z Al o czym Piotr wiedzial. wiedzial, ze zapytam o „tą” historię, która poruszona została na naszej smsowej wymianie zdan. Robert cwiczył na mnie podłoże pod Piotra. hobbit, czyli tam i spowrotem. gnerqalnie duzo sie dzialo, sporo emocji przy tym z mojej strony bylo. zeby na koniec dnia wrocilo uczucie jak za solarisa „kolejny zadufany w sobie dupek, ktory uwaza sie za pokrzywdzonego” – dosc to proste myslenie i dla osob trzecich nie daje 10% prawdy jaka mi sie objawia wobec tych mezczyzn, jednak nie mam dzisiaj sily na ukazywanie tego w pelnym swietle. wlasciwym dla faktów.

chyba ide spac.

nie napisalam dzisiaj nic.


  • RSS