zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

nie

2 komentarzy

nie moge przestac jesc, sa ludzie wokol mnie i musze skonczyc liceum.

kurwa, boli mnie wnetrze, tak mocno.

wielka swinia, wielka spasiona suka.

Brak komentarzy

Adam, jak najczystrzy bezcenny lek do rany przylozyc, podczas gdy ja mam paskudnego, grubego strupa, i tylko czekam, i pragne, by mi go ktos w koncu zdrapal.

mysl

Brak komentarzy

nie jest dobrze ze myslalam co myslalam ze bylo mi zle lub czulam sie milo otulona swojego ego.

siedzialam z Al na hustawkach w parku. nie udawalam przy niej, to wyglada dosc komicznie. przytylam, tak to wielki problem, bo moja dupa wyglada jak szafa.

cos musi byc cholernie nie tak. bolal mnie brzuch, klozet so closed. boli mnie gardlo, jest obrzmiale.

zlaczylam to z tym, jak nie umiem sie polapac wsrod ludzi. bylo ich niewielu, w sumie okolo 12 osob, jednak mnie to bombarduje i mocno odbieram wszelkie relacje.

pozostaja ludzie Ci ktorzy byli na moment „Czasem” zostawiajac po sobie slad; delikatne proby zwrocenia mojej uwagi ku nim, uwaga zwrocone ku mnie.

obled, dla mnie niewytlumaczalny.

jestem troche jak male dziecko.

wobec tych emocji.

-
nie rozumiem ich. moze histeryzuje. a nawet napewno. ale nic na ta histerie nie moge poradzic.

jak ja probuje na wszystko spojrzec z dystansu. meczy mnie to, wiem ze lepiej byloby sama sobie dac na wstrzymanie i przyjmowac rzeczywistosc taka jaka jest. masohistycznie doszukuje sie problemow. panicznie boje sie swojej naiwnosci. tak, tego, ze bedzie cos waznego a ja tego nie zauwaze. bo bede sie trzymac swojej wymaginowanej wersji i nie bede na tyle gietka, aby dostrzec to, co jest prawdziwe. „wazniejsze”.

-
patrze z dystansu i widze ze nie umiem pozbierac mysli. ze im wiecej akceptacji ze strony zewnetrznej, tym bardziej robi mi sie nie dobrze, gdy na siebie patrze. wewnatrz brzydze soba.

widze jedynie siebie gdy zwijam sie z wyrzutow sumienia, nawolywujac w kolko suka kurwa, na przemiennie, moje ulubione ksywki. zwijam sie, trzymam za swoja twarz by ukryc lzy. lzy, jaka to ja jestem suka kurwa, i jak dobrze jest mi uzalac sie nad soba.

lodki

Brak komentarzy

nawet nie wiem jak zaczac. no wlasnie. zawsze na bierzaco mam tyle do powiedzenia, mysli nasuwaja sie jedna za druga, brakuje tylko klawiatury.
boje sie ze nie oddam tego,co oddac bym chciala. to chyba naturalny lek.

na wstepie oczywiscie pojawily sie swojego rodzaju niepokoj. balam sie ze

-
jade autobusem. jest nas kilka dziewczyn. obiecalam sobie ze bede soba, ze bede czula sie zle i ze wtedy nie bede wygladala, jakbym czula sie dobrze. ze nie bede myslala o tym co mnie moze spotkac. chcialam spedzic to jakos bez zbednych rozczarowan. pierwszego dnia jechalam i gdy dojechalam oni powiatli nas. wiele nowych twarzy, ciekawosc ludzi kazala mi byc wsrod nich i z nimi. sebek wita mnie cieplo, to nic ze boje sie dziewczyn bo ich nie znam, to nic bo jestem tu i bedzie dobrze, popelnione bledy zawsze naprawie. pierwsze piwo poszlo szybko, kroki z dworca do portu niosa nas nogi nosily mnie mysli i widok ludzi ludzi ludzie
Daniel bije odgornie, siedzimy na pomoscie i pijemy, alkoholu jest sporo, jest i gitara sa i ktos w dlugich wlosach. pierwsze spojrzenia, pierwsze wrazenia, z trudem wchodze i wychodze. jestem.
KAsiu chcesz do toalety? skad on to wiedzial mialam helikopter moze to czul, poszlam i bylo mi lepiej, bylo mi lzej. to pierwszy i jak sie pozniej okazalo, ostatni raz.

nie czulam choroby. pamietam duzo. pamietam poczatki, rozeznianie w ludziach, w zwiazkach. oni byli razem z soba juz tydzien. bylam jako jedyna „dochodzaca” do ludki Pajaka. znalam tak naprawde tylko jego stad, reszta byla odemnie daleko.
nastepny dzien przyswiecal Andrzejowi, zgubionemu zegarku. Markowi, Karolinie. wszystkie te twarze odbieram mocno. mocno pochlaniam i mocno biore do siebie, kazdy minimalny dystans czule jak glaz i boje sie konfrontacji, jednoczesnie jestrem jej złakniona.

zostawili mnie raz na pomoscie. krzyknieci bylismy „zalogą roku”. plynelismy, a ja nieswiadomie upajalam sie tonia jeziora, kilku jezior. bylam tam i lezalam na dziobie, bylam tam. ciezko mi poukladac wszystko w wlasciwa kolejnosc.

ramiona rozlozone, imitacja wolnosci.

-
poswiecano mi minimum uwagi. spojrzenia, naiwny kontakt cielesnu. siatkowka. bardzo pijani ludzie, wg pewnej niemki, ktora myslala, ze skoro jestesmy weseli, to napewno nie rozumiemy jezyka niemieckiego.
-

miotam sie wobec wielu roznych wrazen. wspomnienia to jedno, odczucia to drugie. byli tacy, ktorzy podobali mi sie, nie dlatego, ze wypilam. wiem, bo odczuwalam zazdrosc, wiem, bo bylo mi z ich powodu przykro. pozniej bylo mi przykro z jasnosci Adama. usmiecham sie na sama mysl, na mysl o Lukaszu troche mniej.

nie rozumiem jego zachowania, nie rozumiem spojrzen, mimo iz przeciez bylam bierna i jak zwykle zlekniona rozmowy. gdy pozostale kobiety chcialy Cie naznaczyc i zrobily to, serwujac Ci malinke na czyi, ja usmiechnelam sie do Ciebie i poprostu poszlam sobie, to nie byla zabawa dla mnie. szukales kontaktu. poskarzyles sie, gdy chcialam siedziec obok Andrzeja, nie dlatego ze bylo blizej do ogniska. nie chcialam byc naiwna, moze bylam, dlaczego nie.
bylo mokro, byl piekny ksiezyc i byla rosa. pozniej padal deszcz, a gmialo caly czas.

stary chwyt z kwestia „zimna”.
bylo mi dobrze.

troche uwagi mi poswieconej.
zgupilam. poprostu.
chcieli, ze jak cos to zebym przeniosla sie do nich.

postanowilam jednak wracac wczesniej. zostalam na jeszcze jeden ostatni woeczor, ktory zreszta wywalczyl dla mnie lukasz.
nigdy nie bede wiedziala czemu byles jaki byles. „poczulam sie oszukana” to nie dokonca tak, bo sama, nie tyle co robilam zle jak myslalam w zly sposob. byles cieply a pozniej okazalo sie, ze kolezanka z warszawy to Twoja kobieta.

pomyslalam, jaka jestem ja?

bylo mi nieprzyjemnie. po co tyle uwagi mnie.

uznalam ze to doskonaly moment, by wracac.

wstalam skoro swit. bylam juz spakowana. tylko pozwijac spiwor ubrac sie i wyjsc na przystanek. tak zrobilam. wstaliscie wszyscy a mnie juz nie bylo. duch zagle opuscil.

Monika. Ania. Daniel. Kasia. Teddy. Andrzej. Marek. PAtrycja i Aneta. Dorota. Karolina. Lukasz i Eryk. Pajak, oczywiscie.

ja

Brak komentarzy

smie chu war te.

czyzby suka

Brak komentarzy

zadzwonilam do Ciebie, a Ciebie znow nie bylo. nie bylo Cie w domu, odebrala Twoja matka i zapytala mnie, czy juz jestem w domu. powiedziala, ze bedzie Ci przykro. i ze zadzwonisz. jak wrocisz, zebym nie ja dzwonila.

ze bedzie Ci przykro.

jednego dnia i jednego dlugiego wieczora nie dawalam znac o sobie. nie mialam karty i nie obchodzilo mnie, ze jestes i ze czekasz na wiadomosc odemnie.

bylam zajeta. mialam zajecie. bylo zabawnie. zawsze jest.

przytylam, jestem rozpasioną świnią. przez to lubię spojrzenia mężczyzn, którzy patrzą na mnie i myślą, że jestem atrakcyjna. jestem tu w domu. nie rozumiem, czemu mi się przyglądał. łaskotało mnie to. jestem suką. to śmieszne nazywać się w ten sposób, kiedy reszta świata robi dużo gorsze rzeczy, takie czasy. i ta reszta świata ma się w tym dobrze. ale ja nie żyję zgodnie z własnym sumieniem, jak oni.
nie jest mi z moim sumieniem dobrze. generalnie, nie jest mi dobrze, boli mnie brzuch i nie mogę sobie znależć miejsca.

zabawne? typowe? nudne? moje? ja. zona.

Brak komentarzy

poleglam wczoraj. ale nie bolalo mnie. mialam inny objaw.

niewazne.

wstalam wczesniej. mam duzo zajec przed wyjazdem. za oknem jest chlodniej niz wczoraj.

dopadlo mnie dziwne, wydawac by sie mogla lekko naiwne uczucie. Po ostatnim czasie spedzonym z Adamem, zabawme to bylo 20h, jestem cholernie spokojna. spokoj. spokojnie. byl tam i pisal mi.

Ad

Brak komentarzy

po wspolnym popoludniu, wieczorze, nocy, poranku.

„Zaraz Ci dam wodę.”

Sporzałam na niego. spojrzalam z nieco niechcianym dystansem

„Pewnie chcesz pic.”

Nic nie odpowiedziałam. tylko się uśmiechnełam. głupio.

Dlaczego, Adam? Dlaczego?

dobrze

1 komentarz

psychosomia moja przyjaciolka, psychosomia zna mnie doskonale. doskonały z niej moj wrog. jeden kieliszek. matko boska, co za fizyczne cieplo wewnatrz mnie, co za ulga.

slucham requiem for a dream.

nie-e

Brak komentarzy

pustelnia w domu wywarla na mnie dosc dziwne wrazenie. to tak bedzie w internacie? bede sama, ja. bedzie innaczej.

Robert sie zaniepokoil tym iz nie odpisalam na „dobre slowa”. coz moglabym mu odpisac. slabo mnie zna. to ze wie ze jestem anorex i ze mam w domu nie dokonca jak powinno byc, jak praktycznie wszedzie, to malo. napisalam mu o chorobliwej nieakcepracji, ze o niej zapominam i ze zapominam czasem o innych, dolegajacych mi rzeczach. mysle teraz ze na tym polega ich przewaga nademna; tych „Rzeczy” troche jest, nie znam ich. nie wiem jakie sa i gdzie. psychosomatycznie daja mi znac. caly czas.

prosilam by sie nie martwil, ze z czasem przepracuje co do mnie nalezy. mialam napisac, nie napisalam jednak – „Wy to macie za soba” – napewno bardziej niz ja. powod do domu. spalam poltora roku, w ciemnocie, zyje dopiero od maja, chyba zbyt malo czasu uplynelo.

czasami mysle, jakze banalnie i typowo, ze „nie chce mi sie”. usprawiedliwieniem jest brak energii. bo jakos to bedzie. a ja zmarnuje moje zycie bo przeciez mogloby wygladac lepiej, gdybym bardziej sie starala. chciala sie starac.

„nie to, ze uciekam”. chyba nie uciekam od problemow. nie uciekam od domu, od anoreksji, od konfliktow. ale boje sie, ze jednak uciekam przed soba. przed tym, ze wiekszosci rzeczy o sobie nie wiem, ze wiekszosci nie akceptuje. ze siebie „nie kocham”

Doskonale wiem, ze na wiele mnie stac.
na nieprzecietnie duzo, w moim wieku.
wiem, ze mam duze doswiadczenie zyciowe, ktorym nie kazdy moze sie pochwalic.
wiem, ze mam wyczucie, ludzi i spraw wokol mnie.
wiem, ze mam intuicje.
wiem, ze sporo widze.
wiem, ze jestem atrakcyjna. mam przeciesz dwa kg niedowagi.

i jestem gowno.
bo to wszystko sa klamstwa, klamstwa ktore ja wmowilam sobie bo tak jest lepiej, i klamstwa, ktore wmawiaja mi inni, bym sie lepiej poczula. ew. bo tak jest kulturalnie.

DOSKONALE WIEM.


  • RSS