zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

coz

1 komentarz

to był piątek woerczór, a ja się bałam jak każdy na moim miejscu by sie bał, jak kazda młodsza siostra, jak kazdy kto nie uczestniczyl i teraz przyszlo mu uczestniczyc. poznalam ludzi, z ktorymi pilam dwa lata wczesniej (kilka bylo nowych twarzy). bylo lepiej niz dobrze. bylo wysmienicie.

komus zostawilam swoj numer telefony. ktos powiedzial, bym „czekała”. przynajmniej wiedzial co winien wpisac w rubryke „imie” swojego telefonu, czulam jego zazenowanie, klopotlowisc sytuacji, a to iz bylo conajmniej 7 katarzyn, + 1, prostytutka wynajeta na 20min dla Artura, kobiet bylo mniej niz 50% obecnych, tak ze mial duze szanse trafienia i mial szczescie, ze trafil.
byl ktos kto byl zachlanny wzrokiem i chcial calowac moje usta, chcial byc i obejmowac, klasc swoje cieplem zabrudzone dlonie na moim chlodem czyte cialo, on chcial ale ja tego nie chcialam, byl kims kto nie wiedzial a ja jestem wymagajaca, chce by mnie ktos pociagnał za sobą w przepasc a nie pchał sie na mnie.
byl ktos kto pociagal mnie zasobą, nie wiedzac samemu o tym, byl i mowil slowa ktore brzmialy jak ulozone karty do gry ktorej nie bylo, jakby myslal o tym tu i teraz o gwiazdach i dlaczego o ksiezycu, banalnosc ktorej potrzebuje, aura ktorej nie chce ktorej sie boje bo zamyka na uwage bo zamyka na rozsadek.

byly kobiety, mniej lub bardziej sklonne do rozmow, byli mezczyzni, byli ludzie ktorych byc nie pownno, z dziwna nadzieja ze mozna spod osiedlowej lawki przyjsc i napic sie piwa, jak to dobrze ze jedyna osoba z okreslona iloscia rozsadku byla moja dalekam znajoma, czulam odpowiedzialnosc ktora laskotalam niewiedziec czemu za mieszkanie i za wstawionego brato till policemen arrived, i trzeba bylo im wytlumaczyc, ze oni sie poprostu pomylili i nic sie nie stalo, ze to rowni kolesie ktorzy zawarli pakt z jednym od nas.

byla poranna trauma,

byli piekni ludzie i te roznice miedzy bawiacymi sie „pokoleniami” rozmowy ktorych mi brakowalo, bez zbednego wymuszenia i potakiwania, podczas gdy zadaje sie pytania.

blugins

Brak komentarzy

mamy wieczor w niedziele a ja wroce pamiecia do piatkowego poranka. budze sie rano i widze zapalone swiatlo w kuchni co nie jest czyms naturalnym o godzinie 5:25 nim jeszcze slonce zbudzi sie o swicie, mysle o tym, ze matka znow nie mogla spac ze znow lezala i wstala bo nie mogla zniesc. wchodze we framnugi drzwi i widze, ze w zamiast czystej kuchni, jaka zostawilam wieczorem po calym dniu przygotowywania jedzenia na urodziny brata, ze zamiast tej czystej kuchni widze nieporzadek ponownie. ponadto widze dwa nowoupieczone ciasta, a za stolem wpatrzona w zabrudzona przestrzen kuchni siedzi moja matka o pijanych, zaczerwienionych od lez oczach.

pozniej jeszcze tylko kilka bezsensownych prozb o nie-picie, ojciec wrocil z niemiec i spal w duzym pokoju, pozniej tylko ja i dwoje doroslych ludzi, z ktorych jedno lezy i probuje sie bronic slowem i prosbami o zaprzestanie ataku, ktory jest atakiem tej drugiej osoby, ten szalenczej, tej zrozpaczonej kobiety ktora mowi, syci przez zeby, po bo chwili gardlić bluzniersta o pierdoleniu, o dziwce, o jebaniu ponownie, o smierci, o nienawisci do domu, jeszcze raz o kurwieniu o dziwkach i o tym jak bardzo cierpiala, o tym by ja kochal bo nie wytrzyma.

potem wstala siostra. potem ja wyszlam. szlam, cos we mnie pulsowalo. bylam brzydka. nie umylam wlosow – jakos lezaly. dziwne, wiedzialam zreszta ze umyje je na impreze brata tego samego dnia. przykro mi, to jego urodziny. nie mialam na sobie dokladnie wyprasowanej bluzku. nie maialam na sobie kredki do oczu. mialam na sobie moze dwie lzy i obvrzydliwe zobojetnenie. mialam na sobie zlosc i podkrazone oczy. mialam na sobie chęc by nie myslec by nie uczestniczyc.

mialam na sobie potem niezrozumienie. mialam na sobie zartobliwe spojrzenie profesora ktory widzial jak batdzo jestem zjebana „tak nie moze odpowiadac osoba ktora zdaje mature z historii”

a ja zdam marture i bede psychologiem.

gotta go

Brak komentarzy

mamy wieczor w niedziele a ja wroce pamiecia do piatkowego poranka. budze sie rano i widze zapalone swiatlo w kuchni co nie jest czyms naturalnym o godzinie 5:25 nim jeszcze slonce zbudzi sie o swicie, mysle o tym, ze matka znow nie mogla spac ze znow lezala i wstala bo nie mogla zniesc. wchodze we framnugi drzwi i widze, ze w zamiast czystej kuchni, jaka zostawilam wieczorem po calym dniu przygotowywania jedzenia na urodziny brata, ze zamiast tej czystej kuchni widze nieporzadek ponownie. ponadto widze dwa nowoupieczone ciasta, a za stolem wpatrzona w zabrudzona przestrzen kuchni siedzi moja matka o pijanych, zaczerwienionych od lez oczach.

pozniej jeszcze tylko kilka bezsensownych prozb o nie-picie, ojciec wrocil z niemiec i spal w duzym pokoju, pozniej tylko ja i dwoje doroslych ludzi, z ktorych jedno lezy i probuje sie bronic slowem i prosbami o zaprzestanie ataku, ktory jest atakiem tej drugiej osoby, ten szalenczej, tej zrozpaczonej kobiety ktora mowi, syci przez zeby, po bo chwili gardlić bluzniersta o pierdoleniu, o dziwce, o jebaniu ponownie, o smierci, o nienawisci do domu, jeszcze raz o kurwieniu o dziwkach i o tym jak bardzo cierpiala, o tym by ja kochal bo nie wytrzyma.

potem wstala siostra. potem ja wyszlam. szlam, cos we mnie pulsowalo. bylam brzydka. nie umylam wlosow – jakos lezaly. dziwne, wiedzialam zreszta ze umyje je na impreze brata tego samego dnia. przykro mi, to jego urodziny. nie mialam na sobie dokladnie wyprasowanej bluzku. nie maialam na sobie kredki do oczu. mialam na sobie moze dwie lzy i obvrzydliwe zobojetnenie. mialam na sobie zlosc i podkrazone oczy. mialam na sobie chęc by nie myslec by nie uczestniczyc.

mialam na sobie potem niezrozumienie. mialam na sobie zartobliwe spojrzenie profesora ktory widzial jak batdzo jestem zjebana „tak nie moze odpowiadac osoba ktora zdaje mature z historii”

a ja zdam marture i bede psychologiem.

zabawne

Brak komentarzy

nie bedzie to fajna notka. najlepiej od razu wylacz

czasami mam wrazenie, ze tak dobrze umiem wyimaginowac sobie pewne kwestie, tak dobrze klamac, iż to, co wydaje mi się być, to co nie jest dobre i zasłania mi słońce, że jest urojeniem, czasami mam wrażenie ze tak plugawo, jak jest, że tak być nie może że nie jest to możliwe.

matka jest szalona. ona jest już szalona. moglam jej przeciez wylac ta brendy. to troche jak samosad, wszyscy przeciwko niej, nie mozemy juz jej sluchac. patrzec na nia. myslec o niej.

nie moge juz myslec o niej.

jestem obrzydliwie zimna. patrze na nia, zachowuje sie jakby postradala zmysly, wszystko kojarzy jej sie z tym, jak moj ojciec pieprzy tamta kobiete, jej żal wypowiedzi nabiera wulgarnej formy. wszyscy to kurwy. rodzi sie we mnie to, przed czym bronilam sie czyż nie powinnam jej wesprzeć? bronic jej, nie dać jej myślec a cóż dopiero mówić o plugawstwach, o żyletkach, o tym jak ona bedzie pić, nie dać myśleć sobie samej o tym, jak bardzo moja matka nie jest już tą samą kobietą, jaką była sprzed dwuch lat, jak bardzo chce śmierci i ja bardzo brzydzi sie nami, na trzeźwo w ciszy i na głos w upojeniu. dziecko bohater one, dziecko ktore chowa się w świat dzieciństwa czyli moja siostra two i dziecko uciekinier, czyli mój brat three. oczywiście, ta ostatnia to najbardziej optymalna opcja.

przyszedł do mnie wczoraj, widział że trzęsą mi się ręce, czułam jak bardzo chcę nie uczestniczyć widzę jak bardzo kumulowana jest jej złość że nawet ja, ja! jA! JA! nawet ja odmawiam jej posłuszeństwa, że własne dziecko.

nie wiem. nie umiem tego opisać. poprostu widze ją, jej inne obce oczy jakie zwykłam widzieć, czuć jej zapach wymieszany z potem i alkoholem i nieśmiałe uśmiechy przez łzy kiedy jest tylko lekko wstawiona, i widze jak zamienia się w monstrum monstrum którego nie chce widzieć. postarza sie o 20 lat, próbuje się chwycić mnie a ja wtedy zabieram rękę i pozwalam jej spaść w przepaść.

kurwa.

myślę, ze to moje urojenie. że to wcale nie tak. że jest innaczej. że tak czasami bywa i jest to normalne. jak czasami ktoś ma doła. takie jest życie. cóż zrobic.

nie wiem. nie wiem gdzie jest ta prawda. bo skąd moge wiedzieć, że to nie jest kolejne urojenie urojenia.

zabawne to.

Artur mial fajne urodziny. nie zazdroszczę mu.

przyszła sąsiadka. nie przedzkadzało to powiedzieć mojej matce do mojej niczemu nie zawinionej siostrze o pieprzeniu sie tego czy tamtego; dziwi mnie, że ona jeszcze miała odwage tu przyjść i dziwię się, ze później wysłała tu swoją córkę,
moją towarzyszkę dzieciństwa, jaką tu miałam,
moja towarzyszke, która była początkiem moich przeżyc wobec dwójki dopbrych znajomych, przyjaciół, z jej kręgów

którą spotkałąm dzisiaj w tramwaju,

(jakbym nie mogłą spotkać Ciebie)

która wczoraj słyszałą mój krzyk, która wczoraj nie wiedziałą dlaczego krzyczę i łkam, głośno, ostentacyjnie bo nie wytrzymałam bo jestem histeryczką w jej oczach

która ma swoje łużko, swóją szafkę i swoją normalną rodzinę piętro niżej,
która ma swoje biórko tuż pod moim.

która ma piękne życie i czasem łapią ją dołki i problem z facetem, taki przynajmniej ostatnio ze mną omawiała.

-

to nie było urojenie?

oto ja, obluźnica pańska, niech mi się stanie według słowa Twego

.

któż to

Brak komentarzy

któż to, budzi niepokój, nie ma nic gorszego niż udawana obojętność do szaleńczego cierpienia matki, które ona próbuje bezwiednie niechcący a jednak chcący na ciebie zrzucić, nie ma nic bardziej obrzydliwego niz byc niz udawac niz mowic, ze nie chce sie sluchac widziec patrzec wspolczuc.

a któż to, tłucze szybe a któż to mówi brzydkie wyrazy, płącze i śmierdzi alkoholem, a któż to, kurczy się i chce schować, w swoim pokoju by w spokoju na końcu mieszkania móc krzyczeć i krzyczy w zakrywające i próbujące pochamować krzyk dłonie na twarzy na ustach a któż to leży i ma napady żalu przy zimnym kaloryferze przy zimnych dłoniach i drżącym ciele

a któż to, śmie mówic o opdpowiedzialności, a któż to; kurwa od tej jebanej odpowiedzialności padło mi na mózg.

a któż to, mówi o tym że chce wyjść nie wrócić zdechnąć dlaczegoż to? tak być nie moze, któż to mówi o pieprzeniu się swojego małżonka swojej córeczce malutkiej malisieńkiej która wolałaby śweiat pięknych bajek na foxkids, a któż to, któż straszy, kto obrazi dom swój nigdy nie zazna spokoju we własnym

a któż to? a któż?

a któż mówi słowa które jak brzytwa nie dają spokoju samą obecnością samą myślą samym znaczeniem tych słów, a któż taki niedobry? mówi o biciu, o poniżaniu, o jedynym zmarnowanym pięknym życiu, któż taki paskudny prawdę rzecze w twarz, któż to któż woli życ jak śmieć na dworcu centralnym

któż to? nie spodziewał się, że nawet jego własne dzieci..

-

.

night pill

Brak komentarzy

metodą 0-1 nie można ułożyć sobie wszystkiego wokół, tak, jakby mi pasowało. a szkoda, bo nie wzgardziłabym takim rozwiązaniem.

usiadłam przed komputerem z niewzmożoną chęcią realizacji, po krótkiej chwili myśl goniąca myśl wprowadziła mnie jednak w nieco nieprzyjemne uczucie. troche tak, jakby w pokoju bylo duszno a wypite wino sięgało nie tych krańców, które zwykło sięgać, sięga tych kwestii, które nie chciałabym, żeby sięgało. chciałoby się wtedy powiedzieć coś mądrego, kreatywnego, coś coby pasowało pod podsunięty krajobraz, ale nic nie przychodzi do głowy oprucz otumanienia, melancholii i senności.

Dobranoc.

ona

Brak komentarzy

przyszła do mnie. objawiła się. jest ze mną. znowu. jest, obnażyła się z wnętrza mnie dała o sobie znać, że tli się we mnie i będzie tlić. oto ona, koloru kobiety.

jest we mnie swojego rodzaju zawodolenie. jestem z siebie dumna, to trochę tak, jakbym doznawała tego po raz pierwszy w życiu.

od takiego czasu,
znów jestem kobietą.

zmiany

Brak komentarzy

dawno. zabawne, wydawalo mi się że już dawno wyzbyłam się kompleksu o zmieniającycm się świecie wokół mnie, podczas gdy ja stoję w miejscu i nie uczestniczę, bo nie umiem, bo brak mi czegoś, nie dlatego ze nie chcę a dlatego, iż nie odpowiednio pracowałam, aby to zmienić.

wydawało mi się. wiele niewykorzystanych sytuacji, jakże normalne to dla życia a jednak niesie za sobą przykre uczucie. wiele błędów, wiele popełnionych świństw wobec siebie przedewszystkim, wobec innych świństwa te nie były czymś tragicznym, tragiczne są jedynie efekty dla mojej osoby. takie rzeczy wie się z czasem, czasem boje się że efekty te mogę mnie zjeść, przerosnąć, jak wszystko co negatywne. jak wszystko, co negatywne i co jest normalne, bo tak jak. nie jest to filozofia „bo tak”, wiadomo bowiem, iż life is made by dark and bright sides.

-

miałam zjazd. pierwszy chyba, od dość dawna. nie klęczałam za zamkniętymi drzwiami, czułam jak agresja nabrzmiewa w każdym moim gescie ciałem i tak bardzo nie chciałam rozgrzeszyć się na klęczkach. poprostu matki nie było. to dlatego, zrozumiałam gdy ojciec zadzwonił z niemiec i poprosił, żebym ugotowała obiad, żeby matka doszła do siebie jak zje coś ciepłego. zrozumiałam dlaczego poczułam się zle. naprawa świata.
zaczełam płakać, na siedząco, przy biurku, zakrywając twarz, suka; suka; suka. witaj w domu. ku mojemu zdziwieniu artur wszedl do pokoju i zapytal co sie stalo; nic, bo co mialam powiedziec? mam dola zaraz mi przejdzie nie przejmuj sie.

..leci teraz jakis film animowany w tvp1, dla dzieci.

„potrzebny mi juz tylko książe. nie zapomnij tylko miecza, max”

„książe jest lepszy niz wampir, książęta noszą tylko czerwone peleryny, co to za książe który nosi czarną?”

-
juz wiem, co mi się sniło. a raczej kto. Solaris seek. oczywiscie szkoła. usiadłeś obok mnie a ja wiedziałam. zabawne, powrót do podstawówki, jakie to urocze, te gesty, czyny które mają coś znaczyć ale co, domyśl się kotku, to Twoja działka i na tym polega całość przekazu mięczy nami.

chemia. pociąga mnie ciekawość.

nie przytuliłeś mnie do siebie.

no wiesz?

kuk

1 komentarz

naprawde nie bylam zbyt intensywnie z nim, tam, gdzie mnie nie powinno byc (już czas jakis). zerkałam na telefon, wyczekiwałam sygnalu, zapewnienia, że o mnie Pamieta, ten, ktory mi mówi, ze Pamieta. przy ktorym jest moje miejsce.

nawet bylam zajeta sobą, jak to ja. troche przyjemnosci dla mnie. nic takiego, uslyszalam jakies slowo, moze jakis obraz dobiegl mojego wzroku?
- ciemny pokoj
dziwne, ale poczulam ze rozszerzyly mi sie zrenice
- biale sciany, biały miekki koc na luzku – swiece, w pokoju, ktorych swiatlo odbija sie o biel wnetrza i wypełnia je blaskiem.

biale zaslony

jasny dywan
jakas szafka.
jego pokój, jego mieszkanie. niewlasciwe.

kurwa. – powiedzialam, chyba z bezradnosci


  • RSS