zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

a ho!

Brak komentarzy

mam ostatnio romantyzm na polskim. przezytek. trudno dorownac tonowi wypowiedzi werterowi, „Panie świeć nad jego duszą”.

moglabym sobie nawrzucać. jestem w tym dobra. wiele jest osób w tym dobrych, nie wymaga to najmiernej sprawności wobec świata i umysłu.

gadam bez sensu i myślę bez sensu. budzę się rano o porze wczesnej.

robię sobie kawę. kawa mnie denerwuje. nie czuje sie dobrze.

jem śniadanie. nie lubię jeść.

idę do szkoły boże co za widok. jest jeszcze ciemno, jest wilgotno. latarnie nadaja mokrym chodnikom bajkowy wyraz. jade autobusem i nie moge odkleic mysli od szyby zaparowanej delikatnie nadajacy romantyczny, co za ladne, wypracowane okreslenie, romantyczny wyraz wisly, rzeki ktora mijam dwa razy dziennie. chcialabym sie w niej utopic, ale tak, zeby nie bylo mi zimno, zeby bylo mi cieplo.

zeby bylo mi cieplo.

hej, wszystko biore do siebie wiec nie prubuj nawet zartowac, ze wygladam jakbym cos brala. jedne co bralam ostatnio to anorexia nervosa w sporych ilosciach. witamy, witamy. smieje sie paranoicznie z niepoprawnosci wszystkich. jaka ja jestem niepoprawna. moze to nawroty depresji, a moze newica. dolega mi wszystko. a ze wszystko znaczy nic, to w zasadzie nic mi nie jest.

gdy widzę Jego cementową skorupę na ciele, robi mi się zimno. jest mi zimno. podczas gdy ja chciałabym poczuć silne ramiona, ale cieple, elastyczne i możliwie uległe pod moim dotykiem. chciałabym, by były szczeliny, w które mogłabym się wstrzyknąć jak trucizna. wypełnić je i pokryć resztą siebie. zostawić część siebie wewnątrz. tkwić tu bedąc jednocześnie tam.
o zimny mur mogę się jedynie otrzeć. nie pozolę sobie zetrzeć skóry o szorską powieszchnię. nawet jeśli byłby to marmur wysokiej jakości; nic z tego. spłynęłabym i wylałabym się obok, zostałby po mnie jedynie zapach. gdybym była kwasem, możliwe ze zostawiłabym większe szramy, ale jako, że nie będę modliszką, nie tknę się wcale.

Boję się tego cementowego muru, rozumiesz? to nie jest Twoje ciało. Nie chcę ciała obcego, z czekiem bez pokrycia, że kiedyś pomożesz mi to rozłuypać, a sama chyba na to nie mam siły.

Do widzenia.

-
źle spałąm tej nocy, o ściany umysłu , wyobraźni odbijały mi się niewyraźne obrazy Adam Piotr o Pieknych Oczach i ja, ja z cięzarem, którego nikt nie może pomóc mi ponieść póki sama tego nie zrobie. zabawne myślenie, przypomina mi moją rozpacz kiedy w podstawówce czekałam na królewicza z bajki, który mnie wyrwie z otchłani niedobrej rodziny i krzywd. uśmiecham się do swoich wspomnien, mój boże, tyle nauki starczyłoby mi i z czasem nauczyłabym się pokory. dlaczego dostałam to co dostałam, pytanie naiwnej retoryczności, ale tak przyjemnie je się zdaje.
byłam w myślach ja i oni i pod postacią płynną byłam rozlana. Adam nie potrzebował mnie w sobie.
tak, zaczynam płodzić, głupoty płodzić.

zasneło

Brak komentarzy

dostaję pierdolca codziennie, usłyszałam od kolegi z klasy. pokazał przy tym język. chciał być zabawny. nie lubię swojej spazmy. ma nieprzyjemne dlugofalowe skutki. a wszystko psychosomia. boli mnie i mam nieustajacy reflux. sprzedalam się pokusie ukojenia i w efekcie pokłonił się przedemną sam diabeł i moje łzy w oczach były w końcu zadowolone z siebie. już jestem spokojna. ojciec nie rozumie mojego zachowania, mojego, artura. zwraca nam uwage, zebysmy sie naprawili, sam robi co moze i cięzko pracuje, a my, a ja, ciagle w poczuciu, ze jest nam cos winien. nie umiem starac sie. nie mam juz sily. to tak trudno zrozumiec? nie-mam-sily,bo-gdybym-ja-miala-to-bym-ja-miala,ale-niestety-nie-mam-jej,wiec-jej-nie-mam.

zrbiłam się pasywna już dawno. Adam się oddalił juz dawno – mój jedyny żywiciel.

what is wrong with me?

Gdyby Piotr o Pieknych Oczas mnie widział, gdyby ktokolwiek mnie widział

i cant just fight now with it

ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

Ale już. już czuje się dobrze. nie jestem coprawda fit ale przynajmniej nie wylałam się w zupełności obok.

noc

Brak komentarzy

pulsuje pod skórą. Boże, ratunku. tonący brzytwy się chwyta, ja płaczę tylko to mogę, mogę też spać nauka przestaje być ważna, przestaje być ważny dzień, nienawidzę boję się potrzebuję nie chcę.
-
znów obraz krwawiących rąk, który nie odstrasza banałem, przyciąga dramatem i sprawia ukojenie.
-
nie wiem, co robić. Nie umiem nie dać się prowokacji. jedyna osoba, która nie spsycha mnie w otchłań niechęci, później wstrętu teraz już spazmy, jest Artur. osoba która uczyła mnie nienawiści teraz jest jedyną, która mnie postawą prosi o to, bym się pozbierała. Oczekujecie odemnie żebym była zdrowa, kiedy ja walcze o to, by nie iśc do kibla, by nie pozbyć się w ten sposónb wyrzutów sumienia, złości, rozpaczy; trzy dni nie zwracałam, wszyscy mnie do tego nakłaniacie, wpajacie mi, że to moja wina, żebym wzięła się w garść, wytykacie moją niepoprawność, przy kawałku mięsa o którego biłam się sama z sobą mówisz mi o moim egoizmie tato, bo ja mam być zdrowa, bo ja mam być silna znaleść siłę w sobie. Bo ja mam paranoje. Bo to ja ją mam i to ja. to ja. Ja. Mogę płakać. Ciemny pokój i Tri Galopig Dogs i okna otwarte, i światla w nocy, i ja, zwijam się z bólu zwijam sie bo tylko tyle moge. spazma. kurwa, suka, pierdolona paranoja to ja, moja wina sama jestem sobie winna wrazliwosc a coz to, jest praca nad soba, schiza jak ja moglam sie do takiego stanu doprowiadzic nie chce mi sie wykrwawic chce mi sie zygac tak bardzo mnie boli, wiem, ze przestaloby, wiem, ze za moimi drzwiami i drzwiami lazienki stoi moje ukojenie, moj spokoj, ale nie chce tego, nie chce robic nie dobrze, chce przemuc sie i placze, chce wyplakac siebie siebie wyplakac wyplakac, boli mnie wszystko, nie moge zronic nic, samo przyszlo samo poszlam, bolala mnie twarz bolalo mnie serce, bolala mnie moja dusza, polozylam i z mokrym, obolalym swiatem zasnelam.

-

Adam. Dziekuję. Będę Ci dziękowała do końca życia.

bylam tam

Brak komentarzy

obudzilam sie rano. myslalam. chciales kiedys sie ze mna przepsac na moim luzku, poprostu zasnac majac mnie w ramionach. poszlam wziasc prysznic, woda byla goraca i bolala mnie skura. mamy lustro w prysznicu lutro widzialam siebie cialo ktore miales. nigdy do konca. nigdy nie pozwolilam zebys mnie pocalowal.
ukladalam wlosy na zel. zeby byly „ladne”. widze sie dzisiaj z Piorem o Pieknych Oczach. nie wiem, chyba nie mam ochoty. a jednak układam te włosy. siedziałam przy biurku, póscilam Silver Mt Zion i słuchalam. spojrzałam na Twoje zdjęcie. Stoicki uśmiech. Dołki w policzkach.
Nobody loves me, its true. nobody loves me, like you do.
Like you did.
Zaczełam płakać.

przykrosc

Brak komentarzy

nie pisalam co sie działo, nie dlatego, że nie absorbowało mnie to i nie dlatego, że nie przyjmuję tego jako swoje. irytowało mnie i denerwowało poniekąd, martwiło i wywoływało lęk. czasami. jemu tez.

trwalo to czas jakia. zawsze trwa czas jakis. ten etap. zrobilam mu prezent urodzinowy a jemu bylo nieznosnie, bardzo go to „rozwalilo”. nie ma doswiadczenia. no prosze, ja chcoiaz czuje, czasami wydaje mi sie, ze tego nie ma. chcialam, zeby tak bylo. bardzo boje sie nocy w srodku dnia.
ostatnio nie bylo dobrze, zlosc i anoreksja pulsowaly we mnie jak krew i nie dawaly spokoju. „wszyscy przeciwko mnie” ja przeciwko sobie rowniez. nie wiem, moze wlasnie dlatego, ze Adama bylo coraz mniej a ja myslalam, ze on w ten sposob walczy o mnie. jakbym zapomniala o tym, ze moge stracic jego uczucie ktorym sie zywilam tyle czasu, dajac od siebie jedynie dobre slowo i nadzieje na to, ze kiedys bedzie lepiej. ze „schiza” minie, bo nie jestem stabilna, bo ja jestem taka i taka, bo ze mna nic nie wiadomo. Zabiłam uczucie. tym razem nie w sobie, dziwne wydawac by sie moglo jak latwo czyni sie to drugiej osobie a jak trudno sobie samemu uczynic. Adrian wkaradal sie i jest współwinnym. winy, nie winy tutaj nie ma.jest tylko zal. zal. nie ma lez. nie plakalam przez Adama, przynajmniej nie pamietam. Plakalam w myslach. zbieralo mi sie na lzy wczoraj, jak z nim rozmawialam. „rozumial”. zadziwiajaco rozumie to, gdzie nie spodziewalabym sie, ze umialby. czasami nie starczalo mu doswiadczenia. czasami. powiedzial, ze nie wie czy ma czekac, ze nie wiedzial czy ma czekac bo nie wiedzial na co. wypalil sie, nie ma porzadania fizycznego, wtedy kiedy powiedzialam w dlugim liscie, ze chcialabym sie z nim zaprzyjaznic, ze nie potrzebuje i ze boje sie bliskosci, boje sie pocalunku. nie mogles wiedziec o anoreksji wczesniej, zareagowalbys jak kazdy, balbys sie czynic kazdy gest i kazde slowo z obawy przez moim peknieciem, gdy pojawia sie zrozumienie, znika strach, jednak nie mozesz mnie zrozumiec, nikt nie rozumie jezeli nie jest chory – rozumiesz mnie. rozumiesz mnie choc czasami wydaje mi sie ze zyjemy na dwuch roznych planetach, czasami wydaje mi sie ze jestesmy z jednej tak dziwnie i metafizycznie jak z nikim do tej pory. z nikim do tej pory, z nikim kto by prosil o mnie. „prosil o mnie” tak w to tez nie moglam uwierzyc. nie moglam, moze nie chcialam. Myslalam jeszcze zeby walczyc o Ciebie, ale nie ma to sensu, skoro sie wypaliles, skoro moje starania o Ciebie nie pomogly, bo ja nie wiem moze nie powinnam sie z nikim wiazac, moze za wczesnie. Wypadek przy pracy, wypadek przy zyciu. Mam ochote mowic do Ciebie jeszcze dlugo i mam ochote Przepraszać Cie za wszystko. Za wszystkie moje klamstwa i za bycie egoistką. Za to, jak latwo moglam Cie skrzywdzic, za swoja nieodpowiedzialnosc.

Adam

Brak komentarzy

tydzien temu. bylam na imprezie Rut, wraz z jego jestestwem. upieklam Ci ciasto, chcialam pokazac, ze zalezy mi na Tobie mimo, że to za siłe mi daną, a nie dlatego, ze mogłabym Cie pokochac, wiem ze Ty kochales mnie, chciałam, żeby było przyjemnie, w obliczu sentymentu, nic left.
-

generalnie chyliło sie. dzwonilam i rozmawialam krotko, bo mialam wazne sprawy, przepraszam, ale ale. ale. nie dzwoniles do mnie, nie chciales odpisac. Wczoraj modliles sie zebym nie zadzwonila bo nie wiedzialbys co zrobic. od trzech tygodni, myslales o tym wypaliles sie. ja wypalilam sie dawno, mialam jednak nadzieje, ze odwidzi mi sie ze to moja schiza, nie chcialam brac na siebie odpowiedzialnosci. tchorz, tak, wiem, przepraszam, Adam. Adam. Adam. do konca nie byles pewien. czujemy to tak samo. do konca nie wiedziales, bales sie, rece Ci drzaly, mowilam w formie „jak ma sie dziewczyne, to” -i wytykalam Ci bledy, zebys ich nie popelnial wiecej, bys nie robil innej kolejnej kobiecie przykrosci. „nie zalezy mi” mowie do Al tego samego dnia, „nie zdziwie sie, ze mnie rzuci dla czegos” mowie Al dwa dni wczesniej, okazalo sie ze nie rzuci mnie a oboje sie rzucimy, oboje sie wypalilismy, on wie w miedzyczasie ze mam anoreksje, przykro mi ze dowiaduje sie tego nie odemnie od kogos innego. coz. coz.
jestemy u mnie, rozmawiamy, dlugo, wyjasniamy wszystko. zerwanie, brzmi to tak smiesznie rodem z podstawowki, nazwijmy to rozstanie on wyjmuje mi slowa z ust a ja jemu. rozumiemy sie. mialam jego sile, jego oparcie. bylam obnazona. Przewidzial to, ze bedzie watpliwosc ze nie wiadomo czy sie dobrze zrobilo, dobrze zrobiles bo gdyby nie Ty ja zrobilabym to wczesniej czy pozniej gdybym miala na to odwage – suka ja – nieodpowiedzialna ja – a jednak bedziemy pisali i uczyli sie do matury razem, chcialesc wyjsc za mnie za maz to bylo dla Ciebie zyczenie, cos co wcale nie musi byc wiimaginowanym aspektem Twojej przyszlosci, podstawowym elementem bylam JA. JA. chciales wierzyles i zalezalo Ci, dbales o mnie jak nikt inny, chodziles za mna i dbales o to, bym miala co jesc, co pic. dbales o to. cos do Ciebie nagle dotarlo, nie chciales powiedziec co. Ze takie rzeczy prxzychodza z czasem. Wiesz, Adam. mam ochotę płakać za Tobą. Straciłam Cię, na własne życzenie. Jesteś młodym, doszczętnie d o b r y m człowiekiem. Gdzie ja znajdę takiego jak Ty? oto moje myślenie. oto ja. nikt inny nie dbal o mnie jak Ty, a ja zabiłam siebie w Tobie. zaprzeczasz. ja jednak wiem, że to moja wina, efekt moich działań. nawet w pewnym momęcie uznałam, że jak powoli będę chłodna to nie rozstaniemy sie w emocjach; miałam rację. brakuje mi czegoś. brakuje mi gruntu. ostatnio nie było dobrze, było źle. nie znajduję siebie, to chyba jasne. nie znajduję swojego dystansu. nie widzę nic. Ty byłeś Tym, kogo widziałam, chociaż na tyle. Byłeś a ja chciałabym żebyś mnie pamiętał. wyszedłeś z mojego mieszkania, spóźniony do domu, zasiedzieliśmy się a ja po raz pierwszy w życiu nie chciałam, byś poszedł już bo późno, bo mam ważne sprawy do spełnienia. po raz pierwszy chciałam być obok Ciebie i rozmawiać z Tobą jak najdłużej. odebrałeś mi siebie i miałeś rację. dawno przestałam dawać sobie do Ciebie prawo, ale świadomość, że jesteś dawała mi siłę. wiedzialam, ze to koniec, nie tyle co wiedzialm co czułam. mój szósty zmysł czucia. czyję emocje, czuję przyszłość. zrobiłam Ci album z naszymi zdjęćmi. chciałabum, poprostu chciałabym, żebym nie zniknęła dla Ciebie. kochałeś mnie. kochałeś mnie. kochałeś mnie jak może kochać chłopak taki jak Ty, dawałeś mi pić, dawałeś mi siłę, dawałeś mi siebie. Adam. Dziękuję. Adam. Dziękuję i Przepraszam. Dobranoc.

schizm

Brak komentarzy

snieg. Miales ciemne wlosy. Nadal masz. Nie wiem, czy żyjesz, bowiem nie mam żadnej o Tym Informacji.

umiem umiłować, miłuje więc wspomnienia które z tak doskonałą rozkoszą tłamszą we mnie moją resztę sił. w tak doskonały sposóbb ukracają mi, i sprawiają, że patrzę w okno autobusu, że patrzę w niebo, że patrzę na nagie drzwa, że patrzę i tak bardzo bym chciała nie tylko patrzeć ale i poczuć, ale i upoić się, ale i utopić zatracić rozpuścić oddać się całum ciałem i duszą. po to, by być w pięknie i nie musieć uczestniczyć w tym, co nie zawsze, przedewszystkim, nie jest takie jakie chciałabym żeby było a jakie jest a jakie jest i takie jest jedyne na swiecie, dlatego sumienie, którego nie umiem wypłakać, nie umiem się pozbyć nie daje mi. nie pozwala.

w domu, w zaciszu, gdzie nie ma sniegu zimna a jest ciepło, które parzy i wypala, zżera i trawi. do-szczętnie. szczątki. do reszty mojej;
spazma przyszla i widze jak z lustra wymachuje do mnie wspomnieniem sily. Jestem jak ten kot, ktory w porze jedzenia dostawal zimnym powietrzem prosto w pyszczek. bylo takie przykre doswiadczenie. kot stal sie pasywny i nie chcial sie bawic.

jestem pasywna i nie chce sie bawic.

-
ojciec powiedzial mi po raz pierwszy, od czasu „wielkiego czerwca” dwa lata temu – „kocham Cie”. dzisiaj ta milosc polega na czyms nieco innym niz wtedy. Wtedy rzekl mi oto „kocham Cie i zniszcze bo na tym polega milosc” – kto by pomyslal, dzisiaj mowil o moim potencjale i zebym znalazla w sobie sile. chcialabym, zeby go nie bylo, chcialabym wyciac ten problem ten wurzyt sumienia to co jest czescia mnie to co zawsze zostanie i nigdy nie zapomne.
-

probuje jak zwykle ogarnac to wszystko myslami. jak zawykle obrazy ktore przywoluje wywoluja u mnie wieksza histerie. jak zwykle robie to sobie. jak zwykle placze. jak zwykle czuje sie lepiej, jestm tylko czlowiekiem, kobieta, wierzymy ze placz oczyszcza. kiedys czytalam bardzo ladna ksiazke o kobiecie, ktora wyplakala cale swoje sumienie. jaka szkoda ze ja tak nie umiem.

-

ludzie cos odemnie chca, a ja jak zwykle strasznie to trawie w sobie. za cos mnie przepraszaja, o cos prosza, z czegos sie zwierzaja. sa z mojego powodu niezawodoleni, zniesmaczeni, za cos tez podziwiaja i podswiadomie nagradzaja. a ja caly czas nie rozumiem. nie-rozumiem. naturalnie moglabym nie myslec o tym, nie interesowac sie tym, nie przyjomwac tego, nie zauwazac tego, nie pochlaniac sie tym. moglabym, if i had known how.

hop siup

Brak komentarzy

jestem tu, cicho pisze. nie odzywaj sie do kasi, kasia ma spazme. ojej. czyzbym nabruzdzila? tak, nabruzdzilam.

-
nie mam sily. banalne. ciekawym ze mialam sile dwa trzy tyogdnie temu kiedy wydawalo mi sie ze przy sile jaka dostalam z zewnatrz pilam z kielicha dobre wino, i czulam sie dobrze. albo ktos mi zabral kielich sprzed pola widzenia, albo skonczylo sie wino. albo wylalo sie obok, poplamilo mnie i zostal nieprzyjemny, przykry zapach alkoholu zmiesznanego z zapachem mokrych jeansow.

niezreczne wytlumaczenie zaistnialej sutyacji, ktora nie nalezy do kategotrii win czy tez bledow. ale tak by wypadalo, dlatego tlumacze sie, nadajac zaistnialej sytiacji jakis wyraz, zamiast czegos nieznanego jest zbrodnia, a okreslenie tego czyni to bardziej oswojonym.
kiedy jest zrozumienie, niepewnosc znika (albo na odwrot).

zadziwiam sama siebie. wracam pamecia gdy bylam taka, jaka chcialabym byc, a moze taka, jaka jestem, ale czynniki zewnetrzne utrudniaja mi to. daje sobie prawo to bycia pasywną, dlaczego mam być cały czas „fyt” jak to ladnie brzmi, they try her on for size she fits nice, one size fits all brzmi text jakies damskiej punkowej grupy ktorej sluchalam dawno. bylam wywrotowa i robilam co chcialam, zawsze było something wrong with me ale przynajmniej umialam sie odbic.
rzucam cytatami jak cycata pieprzona warszawka, wstret mnie bierze i sciska za gardlo.

gdzie ta dziura, w ktorej moge sie schowac?

to wszystko to wojna. brzmi to niczym z fantastyki wziete, szkoda tylko ze taka jest rzeczywistosc.

normalnie nie mysli sie o tym. ludzie z odpowiednim wspolczynnikiem glukozy we krwi tudziez pelniacy w miare sprawnie i bez zaburzen swoja fukncje, sa odpowiednie do tego zdystansowani i zwracaja uwage na nieco inne spekty obcowania.

a ja nie.

a ja musze sie pieprzyc z tym, ze nie chce mi sie walczyc o to, zeby otworzyc pysk
nie jestem niesmiala. niesmiala to ja bylam. dawno. charyzmatyzna umialam byc. jak mialam odpowiednie warunki i odpowiedni wspolczynnik glukozy we krwi. teraz i krwi i tej jebanej glukozy mam za malo.


  • RSS