zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

czułam

2 komentarzy

jak zawsze, obie czujemy. chowam się przed jej światem do swojego, nie dopuszczam do siebie, jestem egoistką. nie myślę o niej, o tym co ją spotyka. myślę o sobie. jestem zajęta sobą. nie odbieram telefonów do brata, bo musiałabym rozmawiać z jego znajomym, którego znam. nie odpisuje na smsy. nie mam czasu na spotkania. ale mam czas na kulturę siebie. na kultywowanie siebie. na żyganie sobą.

on one

Brak komentarzy

moja polityka wobec wlasnego ciala jest bardzo niekorzystna dla mnie samej przedewszystkim, a dla docelowo mojego ciala rowniez.

urojona gra usmiechami, gdy on prowadzi gre w zupelnosci odbiegajaca od tej mojej, od tej dziecięcej, od tej wskrzeszonej kobiecości. z przyklejonym uśmiechem i wypracowanym spojrzeniem mówię coś, czego w zasadzie nie zamierzałam. na nic się zdaje moje „doświadczenie” bo i tak wychodzę na zero – nie ma euforii, nie ma tez żalu. jest tylko pragnienie takiego faceta jak on, tak popieprzony, tak poskładany z kilka elementów oddzielnye wypolerowanych przez lata. z jego dziecięcym pogubieniem, ja, nastolatka miałabym być ostoją normalności, wskazówką na właściwe życie, możliwością by otrzymać ciepło od drugiego człowieka.

ludzie nie chcą komplikacji. mają tyle zajęć we współczesnym świecie, zawsze mieli ale tego jest coraz więcej. single jako norma, single jako trend, single jako łatwe przełknięcie świata, sama nazwa dziś sugeruje świadomy wybór, za którym jest żałosne postrzeganie, ze skoro no cóż, nie znalezione więc nie dane, nauczyć się kochać to abstrakcja, dla ludzi z nadmiarem wolnego czasu albo romantyków wymieszanych z modernistyczną wibracją wewnątrzczaszkową, którzy dawno nie mają racji bytu bo współczesny wrażliwy to taki któremu ma być grom z jasnego nieba bo innaczej nalepkę singiel na czoło poproszę.

spłycam sprawę, tak. to ten nadmiar informacji, zanim poczuje się instynkt, każdy minimalny bodziec jest wyłapywany przez receptory naukowej analizy człowieka z którym mamy do czynienia, instynk ma zaknięte usta a nawet jeśli to przecież i tak kwestia czasu.

nie? nadmiar informacji o sobie samym, jakich kolorów i jakich zapachów – po to by potrawa, a raczej strawa miała być perfect?

a może to uwarunkowanie genetyczne.

a może to moje spaczenie, moje fatalistyczne odbicie kobiety, która jeszcze nią nie jest, bo jak można być kobietą po drugim cyklu krwiotokowym, od kiedy na nowo mogłam zostać embrionem teraz szukam nowych receptorów smakowych i zastanawiam się, czy moje upodobania nie są moim własnym wypracowanym pragnieniem niesienia dobru dla swiata, czytaj dla siebie; czy nie jest tak ze chce zrobić na złość sobie i ew jemu, jak już go uwiedzę i pocałuję i posiądę.

tak na marginesie, pewnego razu byłam sama i wspomninałam i zrtozumiałam.

tak, ty mnie zauwazyłeś bo miałeś swoje powody. a ja to wykorzystałam to ja Cię zwerbowałam to ja Cie uwiodłam to ja Cie pocałowałam. i sama byłam sobie winna. za co przepraszam siebie. i Twoje wyrzuty sumienia.

right now

Brak komentarzy

a wiec nie było Ciebie.

Byłby z niego świetny kochanek – mówi mi w półgłosie kolezanka z ławki gdy przy końcu lekcji histryk puszcza muzykę z komputera. leci jakiś znany z zasłyszenia acz nie z tytułu utwór, już miałam przytaknąć i powiedzieć, że.. ale ugryzłam się w język.

przypomniało mi się jak którejś nocy byłam w jego łużku ubrana w jego koszule. duszno, pościel w ciemnej tonacji ija, która nie wiedziałam, co mam ze sobą w tej sytuacji zrobić. był środek nocy a on spał obok mnie. on, za dnia w szkole nieskiego wzrostu, podobno niżsi kochankowie są najlepszymi? on tak błyskotkiwy, że odbiera mi śmiałość słowem, acz nie tak biegły we wspojrzeniach jak ja; on z zakolami od noszonych długich włosów podczas studiów pięc-dziesięć lat temu, kiedy chodząc w dzwonach i ramonezce, z wypracowaną osobowością, z jasnymi oczami które obdarzone mimicznymi zmarszczkami wyrażają każdą emocję albo są murem, niczym pozbawione jakichkolwiek uczuć, w zależności od widzimisie właściela.

- tak, faktycznie – odpowiedziałam i spojrzałam na jego postać. tyle tylko, zamiast przeżyć empirycznych przez sen, chwalić się z kolezanką z ławki. to nie jej sprawa, to mój sekret, mój mały romans.

w mysl za słoncem.

jest we mnie ciekawość. nie wypaliłam całego kadzidłą; ale pilnowałam, żeby się tliło; jak tamten mężczyzna mi przykazał o 0:00 byłam, mimo że upojona, to jednak zwarta i gotowa.

im bliżej tym się upewniam w duchu, że to falstart; przeciez stucenci mają teraz ferie.

kolejne centrum handlowe, kolejne przymierzalnie i przeceny, mozliwosci z ograniczeniem pienieznym. nastepny butik ktoryś już z rzędu; poprosiłabym spodni, dla siebie, tak bez wycierań i bez streczu, rozszerzane i byleby nie niebieskie, szukam czegoś ciekawego; młoda uśmiechnięta ekspedientka podaje mi pary, biodruwki i może te jasne
jak ładnie.
moje ego zostało połechtane. miał jasne oczy i ciemne włosy, miał dziecięcy wyraz twarzy i urzekł mnie na pięć minut.

docieram do wnetrza siebie z zewnątrz.

jesteś ładnym mężczyzną.

ładny mężćzyzna. jaki ładny mężćzyzna.

kwitne, sama nie wiem jak i dlaczego. wieczorem zamykam pęki bowiem jestem potwornie zmęczona, po to, by następnego dnia rano zmagać się sama ze swoimi wydziwnionymi trudnościami.

nie wiem dlaczego im gorzej w domu, tym lepiej poza. chodzący potencjał daje upust od czasu-do czasu. kiedy jednak poczułam, że jest zbyt dobrze, postanowiłam jak bezzwłocznie zejść na ziemie i sobie to ukrócić, Pępek, witamy witamy; jak ma się moja waga, jak mam się ja. błędne koło zataczam, bo innaczej musiałabym zrezygnować ze schematu, a tak nie można, nie możemy tak, prawda kasiu? Aśka jak zawsze przedstawiła mi świat dość klarownie, odbieranie sobie praw do zadowolenia z siebie, odbieranie prawa do błędów, wysokie poprzeczki. ogarnąć to myślą nie jest trudno, dużo trudniej coś z tym zrobić.

narazie trzymam rękę, staram się, dzisiaj czułam się trochę gorzej dzisiaj myślałam o wrzodach. nie chcę i boję się. muszę zadbać o siebie.

too much of

Brak komentarzy

za dużo było tego wczoraj. piwo a potem tytoń, raz za razem, to nie jest impreza żeby wszysyko biegło szybko, żeby wydech miał miarę ułamka sekundy a jedno piwo było o wymiarze kilku łyków.

uderzyło mi, ale to dobrze raz kiedyś można. podobno.

1 komentarz

czuje jak we mnie wibruje. jestem niepełnoletnią smarkulą, podchmieloną, zaciągnęłam się trzy razy tytoniem i jestem inna, tli się już kadzidło.

wibruje we mnie. never know the girl like you before, z namaszczeniem światłości, z namaszczeniem ideałów których nie ma, z namaszczeniem biochemii jaka we mnie zachodzi. zadzonił do mnie jeden z nich i prosił mnie w upojeniu o moją obecność, a ja chciałabym, chciałabym zasnąć dzisiaj nie sama, zasnąć z czyimś biodrem przy swoim. nigdy mi to uczucie nie towarzyszy. zawsze jest samowystarczalność. dzisiaj pozwalam sobie na pływanie w swoich naiwnych pragnieniach, które doświadcza każdy z natury singli i z natury ludzi jednocześnie.

zabierz mnie

zabierz mnie i schowaj przed

zabierz mnie
zabierz mnie
zabierz mnie
zabierz mnie

dont worry baby

this is the noise keeps me awake

push it

może wyjme swoje płutno

i namaluję

dont worry baby

chłonę jak gąbka, mój boże, jestem młodsza niż trzy lata temu

mój boże, dajesz mi siłę, a ja chce ją dać komuś, komuś dać, ustami, szowinistyczny freud mówił, że to usta, chce Ci dac to co moje. ustami

oczyma

mam duże oczy

Always the one who has to drag her down

me down

starczy.

piekny męzczyzna, nasuwa mi się na świat. zespala moje pojęcie. przypomina mi się obraz „brudnego” mezczyzny, ktory kreci moje pociągnięcie ku autodestrukcji.

chciałabym, by był. był i miał pretensje do mnie. był i oczekiwał. z kłębkiem problemu w zwiazku z niestrawioną rzeczywistością miałby pomóc mi w szydełkowaniu mojego świata. położyć swoją dłoń na moim ciele. wtedy poczułabym jego ciężkość na sobie. i byłabym w niebowzięta.

if we sleep together, Tymon, moje małe serce nie było w moim posiadaniu, gdy Cie widziałam.

mam swoje marzenia, jako kobieta. w końcu dostałam samodzielnie okres, może więc jestem kobietą.
choć ciągle w to wątpie. kobiety robią sobie dobrze, a ja czynię sobie „samobujstwo na raty”, if we sleep together
want to break you heart and give you mine

myslę. co ja zrobiłam. w ogole nad tym nie panuję widzę człowieka który jest kimś zupełnie oderwanym od zespalajacej mnie rzewczywistości, która sobie wytworzyłam, z tą, ktora jest naprawde.

zebrałam wszelkie wątpliwości i nadzieje dojednego punktu i o jeden punkt jestem i powstał człowiek.

i powstałeś Ty.

proszę. weź telefon od kogoś, kto ma mój i zrób coś z tym, albo zostaw mnie.

zaraz zapalę kadzidło które ma być kadzidłem „uczucia”

whats your name?
noone knows what is like to be bad man

moja młodsza siostra wlaczyla kanal muzyczny rano, przy sniadaniu. nawet nie bylam na nia zla ze zakluca mi rzeczywistosc swoja obecnoscia.
nie pomalowalam oczu. wlosy spielam malymi spineczkami, zeby bylo mi wygodniej. wygladalam jak narwana smarkula ze swoimi zwisajacymi szelkami od sukienki „ogrodniczki”. glany, puchowa kurtka. raz kiedys. szlam do szkoly z mysla, ze moze nagle go zobacze, bo bedzie czekac, wyobrazam sobie jak jest pozna popoludniowa pora a on wlasnie szedl po cos. cos tez mnie tknelo w autobusie, by na przodzie usiasc przodem do wnetrza, tylem. Dont worry baby, no need to fight; garbage i mysl o nim. moze cie dzisiaj zobacze, mysle codzien, dzisiaj jest wyjatkowa okazja bo ide pozniej, pora gdy studenci mogą nasunąć mi się na pole widzenia na kierunku z Goclavia na Uniwersytet.

PAtrzylam w okno, jak to ja. jedyny czas kiedy staram sie nie patrzeć zbyt mocno na ludzi, nie obserwować ich i nie myśleć z czego mogą się składać i nie wysuwać płytkich wniosków z ich jeszcze mniej przemyślanych gestów.

patrzę w okno i przypominają mi się fragmenty wczorajszej nocy. przypomniały mi się jak wpadła do pokoju, jak była kimś innym. zebrało mi się na łzy, tulę swoje ego we współczuciu wraz ze słowami Garbage, nagle patrzę w górę, na ludzi którzy stoją obok. czy oni też przez to przechodzą? jak oni zyją, czy oni zyja normalnie mimo wszystko? ale szybko się ostrząsam, nie to nie tak, ja mogę i jestem, i tak jest normalnie. trzy wdechy i znowu spoglądam na ludzi z nieco innej pserspektywy; perspektywy figur woskowych, obiektów obserwacyjnych. widzę twarz o jasnej cerze w oddaleniu odemnie o może 4ry metry. twarz w otoczeniu blond włosów i czerni kurtek wokół i jego samego. znam tą twarz.

to on.
Tymon. spojrzał na mnie na krótko a może to ja odwróciłam się pierwsza. „no proszę”, uśmiecham się do siebie w duchu, chciałam, to mam, aż trudno uwierzyć.

spojrzałam jeszcze raz na niego, na jego odwróconą w innym kierunku sylwetkę.

podchodzę do tego spokojnie. tak, mówię w duchu, no no, prosze prosze.. a jednak, czuje, czuje czuje nagle jak oblewam się niesamowitym wrzątkiem nie parzy jest niesamowicie przyjemny, i tuż po chwili zamiast przykrego poczucia stygnącej wilgoci na ciele, jest mi nadal niesamocie cieplo, nie udało mi się więc opanować emocji, jednak ciało reaguje, oddycham szybko i płytko, trzęsą mi się ręce, usilnie twarz trzymam przy szybie, akurat saska kępa akurat saska kładka akurat Ty nie wysiadles, a więc jedziemy razem pod sam uniwersytet.

jest piękny. „piękny mężczyzna”.

jadę dalej w głąb warszawy i wgląb nie opanowanych myśli, wiem, że mnie poznał. chwile kiedy widziałamw nim tylko „złote myśli” zamiast faceta, kiedy opierając się o mój kuchenny parapetobufet śmiałam się z tego, co mówił i z samego dźwięku śmiechu jego, który mnie pobudzał samą polifonią.

przypominają mi się obrazy.

znów czysta idealizacja. wiem.

czysta idealizacja, czysty, piękny mężczyzna.

-
długo go nie będzie. długo będę snuła myśli plotła i tkała i powstanie nowa tkanina.

złość, że wobec jego klasycyzmu ja byłam ubrudzona swoimi zarzegnanymi postpankowymi ideałami.

ciekawa jestem. cóż. chciałam tego. Dobranoc.

tak, wiem już, że nie zrobie dzisiaj nic.

matka spi, a może to był ojciec. jedno było, drugie się przewijało przez moje oczy. sucha, zimna, ale trzyma fason, myślę, kilka dni i będzie „normalnie”. późniejszym wieczorem ona wychodzi na spacer, przewietrzyć się, wychodzi żeby pogadać do siebie, jest już ciemno, nikt nie będzie widział. wychodzi, po jakiejś godzinie zastanawiam się gdzie ona jest, powinna wrócić, było przed 23 a ja już szłam spać, a jej nie ma – choć ją opieprzymy, jak wróci? świetny pomyśł, skurzy się ale przynajmniej poczuje się, że jest „ważna”. jestem w tolalecie, przebrałam się w koszulkę i slipy brata, w których śpię, włąśnie kremuję ciało, które niszczę każdego dnia. słyszę dzwonek i oddycham z ulgą.

Dont worry baby, no need to fight

słyszę, jak wtargnęła do własnego mieszkania, pełna szaleństwa. jedynie słyszę, bo jestem zamknięta. słyszę krzyki, muszę wyjść i widzę. słyszę i widzę.

Dont worry baby

była upita, była agresywna, była szalona. nic ją nie obchodziło. krzyczała kurwa, jebana, kurwie jebanej, pierdoliłeś, chuju, słyszę po raz któryś jak zabrał jej wszystko jak nie ma nic biega po mieszkaniu, jestem zła bardzo zła, wszyscy są źli wciskam jej trzy deprimy w usta i wlewam prawie do garła wode i ona prosi boga, zeby mnie nic takiego nie spotkało i po chwili znowu jest, gotowa, budzi sie ola, spierdalaj, odpierol sie, dlaczego dlaczego dlaczego przewraca choinke uderza gdzie nie patrza jej oczy, mam wrazenie jakby nie miala oczu pijacza jestes zwykla pijaczka mam cie dosc slysze artura, mam cie dosc co ty robisz, wyszedl, ona czyni dalej dalej slysze plugawstwa, artur nie wytrzymuje i bierze krzeslo, ojciec go powstrzymuje, wszyscy sie wszystkich powstrzymuja, mojej matce poscily hamulce, mowila co sobie i gdzie wsadzila i dlaczego, zeby nie mieli dzieci, zeby mogli sie pierdolic a ty zes ja tak opierdolil, przez 16 jebales kurwe, wszystko w kolko to samo, nic nie da sie zrobic, nic nie mozna powiedziec, trzese sie, sinieja mi rece, sinieja mi nogi. ona bedzie mowic jeszcze dlugo, ustawilam kasete zeby ja nagrac, zeby mogla posłuchac siebie bo ona nigdy nigdy nic nie pamieta co dwa trzy wieczory robi pieklo i nastepnego dnia ma jedynie kaca.

gdy byla juz u siebie w pokoju wzielam ole i poszlysmy dos iebie, jak cos to wyjdziemy, klade sie w swetrze bo nie mam sily go zdjac, przykladam czujnie glowe do poduszki, puszczam sygnal Michalowi, ktorego nie ma, zasypiam. slysze w nocy jak matka dopadla go w moim pokoju, chyba spal u nas na podlodze, przyszla i sila krzyku i oparow sfermentowanej wodki ktora czulam na wspol spiac wywlokła go z tego pokoju.

rano wstałam. orzyszedł bo bał się, że spaspałam, było po 6, przeciągam się w łużku i zastanawiam się, czy i co mi się śniło.

rano wiedziałam że nie ma pośpiechu, że nie muszę kończyć szkoły.

rano myślałam nad tym, co mam zrobić dalej

leżała w pokoju pod kocem w ubraniu i mówiła przez pijany sen o jakichś gościach. potem mocne wzdychnięcie i zaczęła płakać.

rano poszłam do szkoły.


  • RSS