zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2005

przywołuję w wyobraźni ułamek sekundy kiedy widziałam w miniaturowym ekranie cyfrowego aparatu, zdjęcie wykonane na moje nieme zyczenie. pocałunek mój i Grzegorza, namiętne zespolenie ust dwudziestopięciolatka i jego osiemnastoleniej małej, i dla innych nic więcej, widzących to z perspektywy dnia . pomijam kompromitujący fakt co mnie obchdzi czym to jest dla kogokolwiek poza mną. a przecież właśnie teraz biję się co jakiś czas myślami, dlaczego w zasadzie chciałam mieć takie zdjęcie, dlaczego nie pomyślałam, że w zasadzie takiego zdjęcia nie będę chciała mieć potem. brak znajomości siebie, „znajomości życia”, naiwnie tłumaczę sytuację, teraz smakuję i czuję kwaśny odczyn na języku. jak zwykle przesadzam. powinnam teraz odetchnąć w zadowoleniu odrobienia następnej empirycznej lekcji, a ja ciągle zastanawiam się niekonstruktywnie dlaczego zabrakło mi rozsądku i co teraz zrobić, żeby to zdjęcie zniknęło z powieszchni ziemi. bo nie chcę żeby istoniało, takie zdjęcia nie powinny istnieć. to osobiste, to tylko moje i jego.
to mój dziecięcy sentyment, piszę właściwielowi zdjęcia, bo aparat cyfrowy jasna rzecz nienależał do mnie.

dostanę zdjęcia, wykasuję właśnie to jedno a nad tym, które jest u właściwiela aparatu połozę uwagę, mając gdzieś resztę świata, bylebym ja nie widziałą, nie patrzyła, zostawiła ten obrazek dla siebie w wyobraźni. bardzo pięknie, zobaczymy co z tego będzie, gdy dostanę te nieszczęsne zdjęcia do ręki.
to nawet by pasowało. tak nieprzeciętnie do tego podejść, ani to olać ani zadbać o każdy szczegół trzęsąc się z zażenowania. może jestem zuchwała. może. a może naprawde jest mi wstyd. w co zresztą wątpie, jedyne co to wstydzić się mogę sama przed sobą za swoją bezmyślność i brak dbałości o siebie samą. gdzieś tam kłębi się bojaźń przed byciem postrzeganą jako „nową kobietę Grzegorza, podonbno dużo młodszą” – choć oni znają Grzegorza niewiele dłużej niż z nim jestm i choć mnie znają nieco dłużej, liczy się zabarwienie emocjonalne którego nie chciałabym, żeby oplotło moją osobę, mój związek z Grzegorzem.

-
jaka ja jestem pewna siebie, prosze prosze. mój związek z Grzegorzem i wszelkie wyimaginowane niedogodności jak niechęć do zbyt osobistych, intymnych zdjęć, jakby to było najważniejsze. boże, jaka ja jestem głupia.

bo cały czas wchodzi mi na głowę, tak, własnie Karola i Grzegorz, i to jak kiedyś wyciął mi numer z kinem i to, jak niechętnie mu usiłuję zaufać.
-

Siedzę u siebie na łużku, jest mi niwygodnie bo czuję, jak jakas wielka żyła umiejscowiona w miom biodrze jest miejscem przepływu hektolitrów krwi. daje to nieprzyjemne uczucie. siedzę i czytam mimo wszystko, książkę, wywołującą we mnie co raz to rozbawienie, ale chamuję je szybko, bowiem nie ma się z czego tak naprawdę śmiać, należy płakać (Paragraf 22, Joseph Heller). ta nagła refleksja, tak, i pytanie

dlaczego „krótka piłka” i „dwadzieścia pięć” było wypowiedziane przemnie takim pewnym siebie, zuchwałym tonem na przerwie u mnie w klasie, żeby inni słyszeli myślę, ładnie, Kasiu ładnie, wracamy do czasów szkoły podstawowej, gdy kolezanka z ławki obnosi się jak pawica dumna z tego, że została pocałowana w policzek na korytarzy szkolnym za drzwiami męskiej toalety.

jaka ja jestem mała, jaka dziecięca, jaka dziecinna, jaka infantylna, mój boże o takich jasnych rzeczach przekonuje się przypadkiem, przy takich właśnie sytuacjach, kiedy patrzę z boku na swoje zachowanie, dawno tego nie robiłam.

bezmyśl

Brak komentarzy

po niedzieli przychodzi poniedzialek a ja staram sie oddychać pełną piersią. wiem i widzę że mogę i nieźle daję sobie radę. uroki dnia codziennego gdy moje plecy są wolne od napięcia, gdy jem mało, gdy ważę magiczne 53, ale to nieważne.

Grzegorz do mnie napisał tego dnia, zapytał jak historia, o przyziemne sprawy szukając kontaktu. odezwę się wieczorem, Grzegorz, by móc pochłonąć się w nauce, ale kołowrót anorexi zciąga mnie z właściwego toru dnia. siedzę z Al na ławce w delikatnym słońcu i słyszę jak opowiada mi co było i z kim rozmawiała, wrażenia z imrpezy na której nie zamieniłam z nią słowa. powiedziała mi na niej w pewnym momęcie, Grzegorz i Karola, ona nas poznala, bardzo blisko nie no co Ty, oni mieli być razem ale nic z tego nie wyszło i poszłam dalej, i już nie myślałam, a nawet byłam lekko podniecona ejszcze faktem, że mój świat jest zagrożony. zaniepokojenie przyszło teraz, nawet inna nasza znajoma to zauwazyla. jestem zmęczona rodziną, jeden dzień w pełnowartościowym zaciszu domowym swoje czyni, nie czuję braku sił a taką niemoc, rezygnacja, brak motywacji. może to zmiana pogody, może to okres, może to poprostu napięcie anorektyczne. a może uzasadniony lęk.

starch którego chciałabym schowac do plastikowej siatki z piwem i szampanem na 18nastkę mojej przyjaciółki.

wieczorem pisze mu smsa, za delikatna jestes na to ale czuję się dobrze bo chodzisz mi po głowie, dziecięco pytam się a on w nocy odpowiada mi, że daję mu nadzieję. przywołuję z trudem rozmowę poprzedniej nocy, przytulam go mocno do siebie w myślach i zasypiam.

dzisiaj jest nowy dzień, a ja czuję jak bezmyślnie przebiegam przez następne. muszę się zatrzymać i bardziej konstruktywnie do tego podejść, niż tak jak zrobiłam to wczoraj: rozłożyłam ręce a dziś nie poszłam do szkoły.

moja moja

Brak komentarzy

zaraz po powrocie z zielonej szkoly mialam pelne rece roboty jak to ja nie wiedzialam w co sie ubrac ani kto dokladnie bedzie. szybko przyszedl poczatek, ludzi bylo coraz wiecej, coraz wiecej wrazen i w zasadzie z nikim tak naprawde nie rozmawialam, rozmawialam z kazdym po trochu, z kazdym sie widzialam, z kazdym..

pocalowalam Rut, pocalowalam Anite – no prosze, do nastepnej imprezy. nie odczuwam wyrzutow sumienia, wiem, gdzie moje miejsce.

stek bzdur, kwiatki bratki i stokrotki, aprobata w oczach, ulga.
Grzegorz jest ze mną niezmiennie, jest coraz lepiej. rozmawialismy u mnie w luzku, o uwadze, o nas, uslyszalam duzo milych slow, uslyszalam duzo milego, uslyszalam, i mam to dla siebie.

-
teraz, teraz jest we mnie spokoj. od dawna jest we mnie spokoj, jest odprezenie, nie mam klopotow. na wycieczce szkolej mialam swoj swiat i bylo mi w nim dobrze, trzymalam sie siebie. mowie o tym bo to bardzo wazne, caly czas pracuje nad tym ale ostatnio jak widze Grzegorza, nie wmuszam w siebie pracy a badam ja i eksperymentuje. za duzo we mnie light, wiem ze stac mnie na pewna glebie relacji, musze tylko skupic uwage na jednym punkcie, lawirowanie pomiedzy wszystkimi mozliwymi swiatami jest moze i ciekawe, ale z czasem meczace – musze sie tego nauczyc, odbyc ta lekcje. jestem zadowolona.

jestem spakowana, po całym weekendzie różnych wrażeń jestem spakowana i zmęczona. jutro jadę na zieloną szkołę, trzeba będzie być na „wysokości zadania”.

jestem spokojna. Po urodzinach Al jest we mnie spokój, myślałam że to zmęczenie albo zatrucie. siedziałam z Al przy oknie i biegałam myslami od kwestii do kwestii, mimo trudności jakie naptykałam. cała ta impreza to oddzielna bajka.

Czekałam na niego u siebie w domu, bylo pusto bo rodzice wyechali do dziadkow. bylam juz gotowa, wygladalam dobrze, ale czulam sie coraz mniej, wtedy poscil sygnal a ja wyszlam w lekkim pospiechu, zostawilam klucze u sasiadow i zeszlam na dol. jego nie bylo, ja bylam zdziwiona i przez skure czulam ze cos jest dziwnego. w jego zachowaniu, w jego smsach. lekko pada i wieje wilgotnym chlodnym powietrzem i on wynurza sie z tego mroku. podchodzę i chcę się przywitać, ale on poprostu stoi, jakby spał na stojąco. pytam go kilkakroc czy cos sie stało, o co chodzi, nigdy nie weźmie mnie za ręke. dlaczego nie chcesz wejść do sklepu? chcę żebyś wszedł ze mną – no wejdz i wyjdz zaraz – byłam zła, nie rozumiałam o co chodzi a on nie chce mi powiedzieć. kobieta przy ladzie pyta mnie o dowód a mi chce się płakać, nieporadnie pakuję szampana i piwa do foliowej siatki jakbym chciała tak samo zapakować cały swój strach.
jest ewidetnie niezadowolony, a mi to w niczym nie pomaga, wchodzimy do mieszkania i się ładnie witamy, chcę być naturalna jakby nic się niestało, witam kolejne osoby, widzę Piotra o Pięknych Oczach, widzę Roberta którego mijałam niedawno i poczułam tak przygniatający dystans, że bałam się nawet jego w tym momęcie.

pochłaniam uwagą kolejne osoby, wymiana krótkich zdać i dłuższych uwag, rozbawione głosy i telefony i pytania jak dojść. Ryt, Pajak, to wszystko to nieważne mi się trzęsą ręce i boję się, to wszystko nie ma sensu.

nie wiem czy z przyzwyczajenia w pewnym momęcie mnie obejmuje a ja to zauważam, i robię mu uwagi, pytam i chcę odpowiedzi. i to chciałeś mi pokazać? oddycham z ulgą, boże, co za głupstwo, chce mi poakać jak to jest gdy jestem zimna dla niego, ze nie dobrze sie z tym czuje. usiedlismy w ciemnym pokoju a ja porzalowalam ze pilam tyle ile wypilam. nie powiedzialam mu nic wielkiego, nic co by moglo przyniesc mi odciążenie moich zschiz, jedynie nie wiem, czy będziesz miał „ochotę” na bycie z i tok określeń zabarwionych niedomówieniami, szybko to konfrontuje i nie chce mi przytaknąć, że brak siły oznacza brak siły, mówi mi o czymś zupełnie innym, prawie na mnie krzyczy, jakby chciał mnie przekonać.
-

narazie tyle.
ten dom jest spieprzony. ten dom jest o kant dupy potluc, nigdy nie bylo niczego, jakies.. wscale sie nie wstydze, moje zycie tak gownianie spedzilam, wszystko jest popieprzone, boze sama w to gowno wdepnelam, zwykle gowno.

proba smiechu, kpiacego smiechu

przykro mi, ze wszystko w moim zyciu zostalo tak, gowniano, potraktowane
ale wiem,
tak musialam skonczyc, tak musialam to skanczyc

-
Artur nie wytrzymał. siedziała tu nad nim i mówiła do niego pijanym zatartym w sens głosem o ciązy o ojcu o życiu splugawionym o tym co czuje ona i widziałam jak metr odemnie to wszystko w nim narasta. w końcu wybudchł, i umilkła. autentycznie umilkła.

jestem spokojna. jutro jadę na mazury z klasą, jestem spakowana, jestem z Grzegorzem, mam dużo płyt i w ogóle, mało jem, dzisiaj biegałam, jestem spokojna.

nigdy więcej nie pocałuje już żadnej kobiety.

Al powinna być tą pierwszą i ostatnią. niestety potem na pokaz pocałowałam Rut, to był błąd i pożałowałam go szybko, będąc zaskoczona że tak do tego zaczęłam podchodzić. to dla mnie teraz zupełnie co innego.

powiedziała mi, że mnie kocha.
nigdy więcej nie pocałuje innej kobiety.

nigdy więcej. poczułam się jakbym zdradziła Al, nigdy więcej.

-

jadę jutro i wrócę w piątek.

wrócę niebawem.
Dobranoc.

light

1 komentarz

jestem w punkcie wyjścia. trudna chwila wczoraj przed snem o wymianie zdań przez smsy, jak zwykle ja jestem ta ostatnia, ta której bardziej zależy. „zależy”, nowe słowo w słowniku o Grzegorzu, sama jestem sobie winna, widziałam to, na co patrzę i wiedziałam, gdzie idę.

mając wzrok krótki i bez wyczucia.
-
no właśnie. nogi niosą mnie po świecie na oślep, myśląc o Grzegorzu wiem, że moja intuicja zawodzi mnie w najważniejszej dla mnie teraz kwestii. w międzyczasie obijam się o sprawy dnia, pieniądze i ojciec, matka, anoreksja, czyli z domu i zpowrotem. boli mnie i męczy mnie, ale myślę, zmęczenie permamentnością nie powinno robić wrażenia (dlaczego więc robi).

nie rozmawiam o tym z nikim i w zasadzie jestem zaskoczona. za każdy razem było tak samo, biorę kilka głębokich i bolesnych oddechów parzącego mnie powietrza, mam poparzone gardło i zamiast należycie odbyć lekcji, przy następnej nadarzającej się okazji robię dokładnie to samo. teraz też próbuję. mam mu dużo do powiedzienia, na przykład to że nie wyjdzie ze mną związek na light, że nie mam na to siły. jak on to ugryzie, nie wiem, bo ciągle zgrywam tą silniejszą, nowa mama 25letniego chłopca, która daje sie prowadzić. nie mam siły na to, by zdobywać, by manipulować sobą by usidlić, by kreować i żeby układać się pod współżycie na dystans. wiem, że potrzebuje się pochłonąć w kimś, wiem, że potrzebuję jak najwięcej aprobaty i uwagi i poczucia bezpieczeństwa. tego potrzebuje każda kobieta, tak, myślę, i cóż z tego, że nie mam siły, każdy może tak powiedzieć. fenomen siły, fuck, myślę, fuck po dzicięcemu.

irytuje go że chcę, by miał na uwadze, że ja też gdzieś tam jestem troche częściej, nie wie o tym, z jego punktu widzenia ma racje.

pasywna. to chyba tak się określa takie kobiety jak ja.

nie wiem czemu tak reaguję, nie wiem czym to tłumaczyć, wszyscy mówią mi że nie mam łątwo, z reguły wszystkim nie ufam, ufam nikomu więc to nie jest dla mnie żadne usprawiedliwienie, nie mam poczucia rzeczywistości, nie wiem jak to jest z innymi kobietami: nie rozmawiam z nimi. wiem, że jestem jak my wszystkie, które chcą, nie wiedzą i mają problem.

na samą myśl, że mogłabym być jak moja matka, zaczyna walić mi serce w klatce piersiowej. nigdy.

a jednak, małymi kroczkami szykuję się do egzystencji w jej stylu, bo ona ma swój styl. którego tak bardzo, bardzo nienawidzę, i patrząc z boku, zrobiłabym wszystko, żeby go zmienić.

ostatnimi

1 komentarz

ostatni raz chołd Ojcu Świętemu? jakiś absurd. wdzędzie dużo absurdu.

a ja się karmię powoli. dokarmiam, a raczej mnie się dokarmia.

-
gówno prawda.

-
miał pracować ale nie jest w stanie, dlatego ja mam czas od dwudziestej, a teraz wychodzę z Al na długi spacer. przypominam sobie zimne wieczorne powietrze kiedy przychodzi wiosna, siedzimy jak ostatnim razem gdy bylo nieco cieplej na huśtawce bez oparcia, pijemy slodkie piwo, mowimy o roznych rzeczach, o ludziach, ale przedewszystkim o Robercie. nie moglam powiedziec jej tego, co on powiedział mi w nocy, kiedy go zmusilam slowem i sumieniem. ona pójdzie na przystanek, będzie czekać na niego, ja idę na przystanek, ale w drugą stronę, jadę na spotkanie z Grzegorzem. przychodzi troche spózniony a ja nie okazuję poddenerwowania, chorobliwego rozwazania czy moge oczekiwac zeby przyszedl punktualnie.
jak małe dziecko, nie rozumiejące co i dlaczego, i jak sobie z tym poradzić, co powiedzieć, jak się zachować zeby było dobrze.

stoimy na zamkowym obejmuje mnie w talii i czuje jego glowe na moich wlosach, stoimy i patrzymy i sluchamy Ojca, lzy naplywaja mi do oczu, z ulga czy bez niej, tak samo. idziemy usiasc, w miejscu gdzie jest cieplej gasna swiatla, wyja syreny a ja sciskam go za reke. jestem poruszona, sama nie wiem dlaczego. bo przeciez nie pierwszy raz tu jestem. obejmuje mnie i przytula do siebie.

msza

Brak komentarzy

Poszliśmy tam wtedy i nie czułam nic oprucz nieprzyjemnego wrażenia po całym dniu. czułam się źle, mimo że dbano o mnie i starano się. nie słuchałam słowa Glepma, jak później słuchałam z ust innych – bardzo dobrze, bowiem jego „bowiem” i zbytka zdań wzbudzały sam niesmak, wywołały potem niecierpliwe milczenie zamiast oklasków.

potem poszłam na piwo, tak poszłam na piwo bo jedno z nas wracało do domu w Niemczech i należało się z nim „pożegnac” a ja miałam alibi, by złamać obietnicę, że nie będę pić do końca żałoby.

potem byłam u Al i wyszeptałam jej przez łzy, że ją Kocham, Kocham ją bo to były jej osiemnaste urodziny a kilka godzin wcześniej zostawił ją człowiek, zostawił ze wszystkim i z niczym, zostawił z kłamstwem i najgorszym sposobem rozstania jaki mogła sobie wcześniej wypatrzeć. on wiedział o tym, chciał, by go znienawidziła.

potem, potem była noc, potem był dzień i miałam trudne lekcje, ale dałam im radę. pojechałam z Al do parku, wcześniej podarowałam kwiatka niebieskiego, w parku zjadłyśmy po ciastku i usiadłyśmy nad wodą, mimo zimna rozmawiałyśmy długo i jak zwykle w takich sytuacjach wiele rzeczy wychodzi, trudnych, wstydliwych, o których my sami nie chcemy myśleć. Wiem, teraz moja kolej, co by się nie dizało wobec roberta teraz moja kolej.

potem siedziałam do późna w nocy nad lekcjami i szło mi bardzo dobrze, bardzo dobrze bo jadłam mało i mam tyle siły w sobie i te zadanie mi gładko idą. napisałam do roberta i powiedziałam mu i zaszatażowałam go, i weszłam z butami na chwilę bo nie pozwolę, by nawet on, choć go cenię i wiem, że to trudna dla niego gra, nawet on nie będziesz ranił Matki mojej. rano zaspałam i poszłam na później, i nie dałam rady zadaniom, i wiedziałam że to wszystko jest nieważne, że to wszystko jest niczym.

Myślą o Ojcu, którego mam teraz a którego nie miałam wcześniej, bez pauzy. Wiem dużo ale jeszcze niewiele mogę zroazumieć, ale z czasem wiem, że się nauczę.

spóźniona na pociąg, który zdaje się mimo mojego spóźnienia, czekać na mnie. czekać, bo należy iść z człowiekiem albo czekać, gdy jest taka potrzeba. niepoprawnie politycznie pożegnałam Ojca.

Grzegorz się nadal niezgadza. ja też mówię Nie ale ja mam niebywały dar łaski jakim jest wiara. dopiero teraz to doceniłam. on tego nie ma.

a chciałby.

Zamiast kłud pod nogami, krzyż, który jesteś w stanie unieść.

Bog przewiduje skutki naszych wyborów, ale nigdy nie było pojęcia, żeby znał przyszłość jedną, zna ich miliardy, zna wszystkie następstwa każdego naszego wyboru. dobrego czy złego.

-

Nie wiem co się dzieje za drzwiami mojego pojmowania pogrzebu Ojca, nie czytam gazet ani list kondolencji, nie słucham każdej napotkanej audiencji z anielskim skupieniem ani nie wysłuchuję każdego człowieka, który ma coś do powiedznia bo znał papierza albo jest jednym z wielkich myślicieli. może błąd, ale nawet nie uczestniczę na każdej mszy świętej ani nie płaczę przed snem zmawiając różaniec. nie zbieram zdjęć ani nie palę dzisięciu świec na oknie.

ja narazię stoję, w końcu mi się udało zatrzymać. jedna z miliona ale nie interesuje mnie to, ile jest osób takich jak ja. to mój wybór, a miliony zyją swoim życiem, swoim krzyżem.

narazie zrozumiałam jak wiele wiary mi dało moje życie. mój brak siły i cichy płacz w kościele moje błagania w duchu na każdym stopniu, który przybierał niewiarygodnie olbrzymie wymiary. muszę nauczyć się doiceniac to, jak wiele wiary dało moje życie. moja anoreksja i rzęsite łzy podczas bierzmwoania. z wrażenia, że jego dłonie pomogły mi nieść to, pod czym omal się nie ugiełam naprawdę.

msza

Brak komentarzy

Grzegorz, zastanawiam sie, kto z nas dwojga bedzie mial sile, zebysmy w miare prosto stali na nogach. pakuje się w coś, jeszcze nie wiem w co, jestem zła, jestem niecierpliwa, jestem spragniona i zafascynowana.

wyrzury sumienia, myślałam o tym żeby było już po wszystkim, żeby nie cierpiał, żeby

po to, dla mnie, wypić piwo z ojcem i chorymi grandparents i pójść spać i dowiedzieć się rano, i poczuć ulgę.
po to, by tego samego dnia, zrozumieć, co ja zrobiłam, jak ja mogłam, po to by iść do kościoła i poczuć jak krew krąży szybciej i serce bije szybciej, mówić w duchu Przepraszam Ojcze Przebacz mi, i poczuć jak drżą mi usta, jak pojawiają się łzy w oczach, Tak, Żałuję, tak, rozumiem już dlaczego.

rano przyszłam tutaj i oddychałam już spokojnie. może pujdę do spowiedzi, może.

Grzegorz nie zgadza się na śmierć, myślę że będzie mu lepiej, ale co ze mną, muszę wymagać więcej od siebie niż inni by wymagali, przyszło dziś rano, mój brak zasad, gdzie ta siła.

sinusoida

1 komentarz

oddech sięgający najdalszych zakamarków mojego wnętrza, ale nigdy tak daleko, jak tego bym chciała.
-

pare dni temu, budzę się i czuję jak jestem wypoczęta. po duch dniach oderwania od rzeczywistości, najpierw przedawkowane leki, potem inne środku zapobiegawcze, po dniu rozważań nabierających tępa lodowatego potok z godziny na godzinę coraz boleśniej, budzę się i jestem inna. jestem spokojna, jest wcześnie a ja wstaję bez problemu, czuję niebywałą lekkość ciała, dusza śpi bo wie, że i tak i tak schudnę, nie ma nic prostrzego niż schudnąć, najtrudniej ze wszystkich działań wobec siebie jest żyć, żyć z myślą że można tylko raz, jedyny i nigdy więcej i tylko kłopot, żeby nie stracić.

zdumiewające jak dużo jestem w stanie zrobić w ciągu jednego dnia, o ile nie jestem skupiona na jedzeniu. o ile anoreksja nie wchodzi mi na głowę. jedzenie dla mnie wtedy nie istnieje, jestem lekka, jestem wszędzie w rozmowach wysuwając odpowiednie dla mnie wnioski, zawsze znajdując słowo, zawsze znajdując czas, zawsze spokojnie.

-
wiem, że to wieczne zmęczenie i ciągły brak czasu, i wyrzuty sumienia bowiem izolacja je we mnie wywołuje, i ucieczki w sen, to wszystko to ona, to anoreksja, to ona mówi, że nie ma szans na studia, nie ma szans na nowe, normalne życie wsród normalnej szarości dnia i kolorowych wieczorów ze znajomymi albo lubym człowiekiem.

te dni kiedy to czuje, wiem, że moge, przenosić góry, dlaczego tak żadko?


  • RSS