zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

ona

1 komentarz

ona chodzi ze mną tymi samymi krytarzami, na samym poczatku roku ją dostrzeglam i zauwazam za kazdym razem jak pojawi sie w zasięgu mojego łapczywego wzroku. choć tak bardzo przytłumiam moją personalną świadomość podczas zajęć, to gdy tylko moje głodne oczy, spragnione chociażby najmniejszych radości wizualnych, napotkają na jej osobę, mają ochotę pochłonąć ją w całości. jest wspaniała. na odleglość kilkunastu metrow czuję jak wydziela sie łaskoczące mnie pole magnetyczne choc wiem ze bardzo mozliwe ze ejdynie z mojej strony, ja i mój głód, czysto platoniczny, niewinny, jaka jest? jest z młodszego rocznika ale jest piękną kobietą długie włosy o naturalnych wykończeniach i falach, zawsze ubrana w coś ciekawgo, coś co odbiega od norm co nie rzuca się w oczy a co mnie fascynuje, ma delikatny chód jest wysoka.

oczy jej oczy są duże, duże, duże. niebieskie i duże. szeroko otwarte. tak porażające, że ja, ja nie mogę wytrzymać jej pola widzenia, jej pola widzenia bo nawet nie chcę owiać się pychą że mogłaby spojrzeć na mnie i na jej spojrzeniu się słodycz kończy, to wszystko opływa słodyczą i ja wiem o tym ale coś jest pod tym spojrzeniem, theres something in her eyes and i think its fear, myslę, znam ten wzork i od razu stawiam się do pionu, że szybkie wrażenia intuicyjne żadko mnie zawodzą ale jednak – czasami zawodzą. zawsze sama, z piękną choć wystraszoną posturą ciała, jej chód choć delikatny jest naznaczony jaką wadą, jakby ciężarem smutku, poetyckie spostrzeżenia aż kolą w oczy gdy na nią patrzę, zdarza nam się razem wracać, ten sam przystanek, ten sam autobus tylko że wysiada wcześniej. jestem ciekawa, zastanawiam się czy i na ile mam rację, nie myślę o naiwności wobec mnie samej, nie myślę o prawie do wnikania domniemania i inne niepotrzebne szczegóły, jestem ciekawa, chcę ją poznać.

hop

Brak komentarzy

szybko zmienia się świat w moich oczach, mój świat, moja fizyczność robi co chce i ja staram się by nie pozwalać jej na to, bo to co robi nie jest dobre, jest złe, nie słucha się mnie, żyje własnym oderwanym odemnie życiem

męczy mnie to. dzień naznaczony ciężarem ciała jest dniem trudnym, dzień w dzień następująco tracę cierpliwość.
mówię, że muszę iść do lekarza, nowa terapia żeń-szeń, cokolwiek, już nie wiem co robić. dyskusje przeinaczają się w spazmatyczną wymianę zdań, płączę cały czas, bo jest mi trudno a oni wytykają, wyśmniewają się, szykają złęgo postępowania w mojej besilności, moich złych intencji, tłumaczę im po raz kolejny dlaczego anoresja, że to nie moja wina, że skoro nie wiedza mi ani lekarza to jak ja mam uwierzyć im, mam mokry podkoszulek od łez a przecież dziś idziemy do koleżanki i muszę być dobrze nastawiona do świata, poprawna politycznie, by się jak kwiat rozwijać wsród łącznych roślin i wrzosiska.

ale ciężar jaki mam na ciele nie pozwala mi nawet odetchnąć dwa razy i przejsć z rodzicami do porządku dziennego, nie takie rozmowy, przecież to jest tyle co nic, jestem w toalecie, zaczynam znowu płakać nawet nie zauważam że wpadam na krótką chwilę w zaslepienie, nie myślę, uderzam, uderzam w siebie, w brzuch, mocno, szybko, i spojrzenie w lustro znad zlewu, moje spojrzenie i chryste co ja robie, znowu? zginam się wpół bo jak ze zwolnionego filmu zaczynają mnie boleć wnętrzności, ale przynajmniej jest mi lepiej

zajmuję się dniem a nie sobą, przed wyjsciem, przed przyjaciółmi, ciepło jets więc nie wiem co założę jeszcze. ojeciec położył mi 300 złotych na biórku, to te pieniądze które przeznaczył na disckmana, mój pierwszy od trzech lat prezent urodzinowy, na moją 18.

kilka.

1 komentarz

nie słucham już muzyki w autobusach bo los mi zabrał disckmana, pozostaje mi marny winamp i kołatające się fragmenty utworów na drodze podczas lekcji w szkole czy patrząc na ludzi, którzy mnie do tychże fragmentów są w stanie natchnąć.

myślę że największe piekło jest człowiek stworzyć sobie sam „na własne życzenie”, brutalnie brzmię sama dla siebie, łatwiej mi ze łzami zwisać nad złym światem niż trzymać się twardo za twarz w zamknięciu.

widzę po matce, nie weźmie leków bo nie chce, ona będzie się pławić, pływać, zatapiać, uapajać, rozkoszować, rozpływać w swoim pięknie splugawionym światem, który czasem do niej dociera w pełnej okazałości, i wtedy daje sobie prawo do wszystkiego, do najgłubszych czynów, bo przeciez ją nie obchodzi już nic, bo wszystko jest gównem. jest we mnie złość, nie ma współczucia

myślę, że nie było mi tak ciężko w mojej chorobie jak musi być jej teraz, czasami;

ale nie rozumiem tego. ona przynajmniej ma dni gdy jest normalnie, gdy nie myśli, ja niestety jeść muszę codziennie. nie rozumiem, a sama robię dokładnie tak samo. nie dobrze.

nikt nie usprawiedliwiać będzie zmarnowanego życia, co miałam wiedzieć już wiem, zamiast dystansu z pobranych nauk, ja wychodzę.

wracam i wiem, że mam coraz mniej cierpliwosci, a raczej ze jej wartość uejmna osiąga coraz większy wynik. kilka chwil, ledwo stojące ciała, nieukierunkowane oczy, nieskoordynowane ruchy, nieryraźne dźwięki, nieprzyjemny zapach, trudność, jaką czyni alkohol ludziom z ktorymi mieszkam. takie oderwane od rzeczywistości, takie wrogie, takie niezrozumiałe.

tłumaczę potem koło północy ojcu przez telefon, że jego 18nastoletnia córka tym zostanie na noc bo tym razem dojazd do domu jest trudny, z poczuciem ze nawet jego 23letni syn mial wrocic do domu na noc, znowu. to nic to normalne dotąd az ja uznam to za cos normalnego, zastanawiam sie tylko jak radzi sobie moja mlodsza siostra.

karma

1 komentarz

wolnostojący stanik koronkowy czarny rozmiar 70 C. moja młodsza siostra ma biust prawie taki jak moja matka, cóż że waży więcej niż ja.

jak jestem tu czuję jak mam ramiona skrępowane, skrępowany brzuch, ciężar nie dający oddychać. starszy brat przychodzi do mnie gdy staram się sukcesywnie przyswajać wiedzę, pyta jak umawiamy się z kim i gdzie na dzisiejszy koncert, po chwili mówi „bezsensu” i śmieję się, „łapię sie na tym że chodzę po mieszkaniu i mówię dokładnie to samo zupełnie bezwiednie”, smiech to najlepszy sposób na stres.
martwi mnie, martwi, męczy mnie, męczy, udaje że wychodzę na noc i zostawiam wszystko przy wyjściu z mieszkania, ostatnie plugawe myśli na klatce schodowej, jak jestem na zewnątrz oddycham już pełną piersią (drobną).

byliśmy tam i było nad więcej, a ja jadłam z ludzi ich energię, jadłam rozmowy i te delikatne pochlebiające mi słowa dla mnie na wagę ton złota.

Myslovitz nie dali dupy, mówię jak już mamy grać młodą piękną młodzież, mówię i tak, Grzegorz to grupa totalnych neurotyków którzy mimo wszystko robią swoje, a ja patrzyłam na Rojka, na to jaki jest żywy, energiczny, drobny i gdzieś daleko przwijają mi się jasne, bardzo jasne niebieskie oczy, i ciemne włosy, i wiedziałam że miło pomyśleć, wyobrazić sobie, tańczyć zmysłowo do rockowej muzyki jakbym tańczyła dla swojego faceta który gra na scenie, jakbym wprawiła w ruch swoją seksualność i hamowała się na samym starcie, bo mam w sobie wstyd i ludzie patrzą.

głupia.

jedziemy we czworo do niego i rozmawiamy północy, o trzeciej oni wychodzą a ja zostaję u Grzegorza na noc, i śpimy razem i rano budzę się wcześnie po trzech godzinach, 6sta, 6sta 30dziesci, ubieram się on otwiera mi drzwi i biegnę na przystanek, po chwili jest moj autobus i po chwili dlużej znow biegne, biegne do domu i wchodzę, rozbieram się i kładę do swojego zimnego łuzka.

mój brat napisał „misiaku” zyjecie jeszcze? moge do was wpasc bo jestem jeszcze w centrum, ale my juz wtedy spalismy, a ja myslę, że po raz pierwszy się w ten sposob do mnie odniosl i cholernie zaluje, ze skasowałam ta krotka wiadomosc.

u mnie w maju nie tak cicho jak widać na załączonym obrazku. dawno mnie tu nie było, ogrom rzeczy które chciałoby się opisać wydają się być niedostrzegalne w całokształcie dnia.

ostatnio, ostatnio jest dużo koncertów, ostatnio dostałam nowe leki i nie powinnam pić. ostatnio dym papierosów oplata moją osobę zbyt często i zbyt mocno zaciska mi płuca, czuję jak biegnę że moje ustrojstwo oddycha płycej.

Grzegorz jest, niezmiennie, czuwał przy mnie i nagle poczułam się źle, rozumierz Grzegorz, to dla mnie prawie jak „only words”, brzmi to brutalnie, ale tak czuje, mówię mu dnia następnego gdy po gorzkim wieczorze umuwiliśmy się na godzine, na chwile bo on musi, bo nie wytrzyma, na braku zaufania niewiele mozna zbudowac, pisał rano a ja się bronię, zawsze byłam sama, niezależnie czy było obok jakieś ciało czy nie, nie poskładałam tego, nie umiem, nie wiem jak, sakramentalne najprostrze potrzebuje czasu „zeby nauczyć się współzycia”. empatia, potrzebuje by ufać, nie umiem wierzyć – widzę jak niewiele rzeczy miałam u siebie normalnych, normalny portret familijny ktory wyglada lepiej lub gorzej jak wszystkie, wewnatrz struktur brak, obupulne nierozumienie i ukryte pretensje, urazy, wymagania i nie osiagania zadnych kompromisow. nie umiem zyc w zwiazku.

pozniej juz dobrze, kolejne koncerty i slodkie wiadomosci komorkowe, tylko anoreksja przeszkadza i dom przeszkadza, ale witkowska nawet we mnie wierzy i nie wpaja mi mojej niepoprawnosci, i nawet jestem gotowa uwierzyc, ze jeszcze kilka szczebli jeszcze jakis wklad wysilku i stane na jakims gruncie, i bede stac dluzej niz jeden moment raz na jakis czas.

z trudem mi przychodzi pisanie, nie wiem czy to kwestia wyprania z emocji czy rozwazan, niewiele dzieje sie w moim małym świecie od czasu jakiegoś. wczoraj na przykład siedziałam u Grzegorza zanim poszliśmy do naszej znajomej na posiedzenie, tak delikatnie, siedzimy razem i czuję jak moje zdrowie odbiera mi posłuszeństwa a Grzegorz jak he used to do ma na uwadzę nie patrzeć a pokazywać, pokazuje mi dźwięki i słowa, a ja myślę że chciałabym zapalić i napić się piwa. tak było i teraz nie jest mi wstyd, źle sie czułam, źle widziałam świat, innaczej.

gdy wracaliśmy z mazur, z majówki, spotkałam Brudnego Chłopca w pociągu. ja już jechałam, nie było miejsc więc siedzieliśmy w przedsionkach toalet; a on miał wsiąść, ale gdzieś dalej było miejsce, więc szybko wsiadł przywitał się i wysiadł i pobiegł, a Grzegorz aptrzy, kogo ja spotkałam 200km od Warszawy.
myślę, myślę w tamtym momęcie i nawet pare dni potem o całym wyjeździe i o tym spotkaniu, i wiem, że zrobił na mnie wrażenie i wiem, że kobieta ma wiele różnych pragnień i nie ma faceta, który zaspokoiłby je wszystkie naraz, nie ma idealnego, myślę że i oddycham głęboko, myszę to przejeść, przetrawić, zapomnieć nadal robi na mnie wrażenie ale to już było, moja dziecięcość daje we znaki, jakie to urocze.

i na tej delikatnej posiadówce też jest, zabawne, widzimy się po pięciu miesiacach dwa razy w ciągu jednego tygodnia. co u Ciebie, zabawnie, tłuste włosy, brudny facet i ta dziewczyna, która rozmawiała z nim następnego dnia po wspólnym sylwestrze, nie wiem ale wpadł na chwile i ją zostawił, ale jak był pocałował ją i nawet byłam zadowolona, że gdzieś jest, że gdzieś się ulokował, życzę mu szczęścia, objęta będąc przez Grzegorza.


  • RSS