zona blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2005

Praha Praha Praha, marzenie senne przeplatane koszmarami i wybudzeniem w nocy z rozpala twarza i lzami na poscieli; wydarzalo sie, wielu rzeczy sie nauczylam, nie spodziewalam sie, bylam zaskoczona

Jacek, czlowiek u ktorego mieszkalam to rodzina Al, brat jej ojca, ma dwie córki, dwie dziewczynki z czego młodszej nie przypadłam do gustu, poplakala sie gdy usiadlam obok niej na tylnim siedzeniu. siedzialam wiec z przodu obok rajdrowego kierowcy; myslalam ze to moj ojciec jest brawurowy ale okazuje sie ze nie znam swiata, usmiechamy się do siebie i mówimy o prozaicznych rzeczach, o muzce, o Pradze i o wszystkim i plyta jazzowa, ktora przypadla mojemu ‘opiekunowi’ do gustu. ten czlowiek jest tak cieply, jechalismy w piątke on jego dwie córki i my we dwie, jego czulosc do swoich dzieci, taka nieokreslona, taka czysta, taka naturalna, taka mi obca, podziekowal mi bo wzielam do reki gume do rzucia jego mlodszej dwuletniej cureczki bo mała już nie chciała rzuć a brakowało husteczki higienicznej

wieczorem po kolacji w wielkim bialym domu pokazal nam strych, tak poprostu, dzielo jego rąk dla jego córek, kiedyś, bo jeszcze nie dokończone. Eva, jego żona, czeszka. podobno jak Jacek miał dwadzieścia lat i zaczynał studia wyjechał do Czech na wakacje, wrócił do Polski i nie mógł żyć, nie mógł jeść ani spać, patrzył w ścianę i był cichy, po dwuch tygodniach spakował się i znów wyjechał do Czech i już nie wrócił na stałe, na stałe został tam, bo był zakochany. Eva, jego żona, choć z początku była taka dziwna, taka charakterystyczna, to później wiedziałam już dlaczego facet który tutaj w polsce miałby każdą dziewczynę, wolał Evę, choć o trochę starszą i nie tak piękną jak Polki. Eva jest wspaniałym człowiekiem, pyta przez telefon jak moje zdrowie choć ze mną nie rozmawia, poświęca dużo czasu dzieciom w przerwach między pracą, zdziwiłam się bo bardzo dużo uwagi poświęca młodszej i choć wydawałoby się, że faworyzuje ją właśnie to jednak nie, to jednak jest ta nieopisana, trudna do określenia, naturalna matczyna czułość do obu córek. kontem oka widzę jak Jacek czyta jakieś pismo, jakiś rachunek i choć Eva sięga wzrokiem to on nie pozwala, wtedy Jacek dostaje klapsa w tylek i uśmiech, uśmiech taki nieokreślony, taki naturalny, taki rodzinny, tam jedzenie na stół podawało się z bez przesadnej wylewności w miłości, ale z akcentem uczucia , a na obiad nie robiło się to co szybsze i łatwiejsze do przyrządzenia, ale to, co smakuje, smakuje dzieciom bo Jacek i tak i tak zjadłby ze smakiem. Eva pracuje na pół etatu, on prowadzi wydawnictwo, powodzi im się, napewno popełniają błędy, pewnie czasami się kłucą, ale są rodziną, nie ma wieczorem kilku dawek alkoholu, kupiłyśmy im po piwie Velvet choć takie dobre to rzadko można dostać w knajpie, to piwo stało i stało, bo oni mają lepsze rzeczy do roboty niż obalanie kupionego piwa dwadzieścia minut po zakupie.

drugiego dnia dostałam silnego bólu ucha, spuchło mi i nie mogłam na nie słyszeć. zerwałam się z łóżka od razu i równie szybko dostałam lek, przeciwbólowy i przeciw zapalny, bo to zapalenie ucha napewno, moja edukacja medyczna nie poszła na marne. potem obiad wspólny w drogiej knajpie bo jest niedziela, na kawe nie dali się zaprosić bo Marysia musi spać, a ja o swoim uchu zapomnialam. na krotko jednak bo dnia nastepnego bolalo mnie ze wzdwojona sila, wtedy wzieto mnie do lekarza, z niewylewnym, ale z naturalnym akcentem zainteresowania, dostalam leki, dostalam wiecej uczucia niz we wlasnym domu choc caly czas probowalam byc czujna, ze to moze piekne opakowanie, ze tak czesto, ze goscie, ze cokolwiek ale nie, nie czulam nic co my swiadczylo o tym, ze cos moze byc nie tak, innaczej niz ja odczuwam, a staralam sie doszukac, nic nie znalazlam. rano siedze na tarasie, pierwszy sloneczny dzien w Pradze, i on ze swojego pokoju przez drzwi tarasu zobacyzl mnie i przerwal swoja prace, bo w domu ma biuro, przerwal swoje czynnosci zeby zapytac mnie jak z uchem? i jak się dziś czuję i czy sobie poradzimy ze sniadaniem, bo oni już zjedli. i tak codziennie, codziennie bylo cos od czego chcialo się plakać, trochę jakbym ze wsi przyjechała do wielkiego miasta, trochę jakbym z własnego domu przyjechała do wielkiego pałacu, trochę jakbym nie mogła uwierzyć, że ludzie potrawią być właśnie tacy, że choć Jacek i Eva nie mieli łatwo w swoich własnych rodzinach to udało im się zbudować czysty, o śnieźnobiałych ścianach dom i wewnątrz takie niesamowite, takie niebywale naturalne ciepło domowe, od którego mogłam ogrzać się nawet ja, ktoś zupełnie dla nich obcy, ktoś zza tych pałacowych murów.

może idealizuje, może „cokolwiek”, może tak się zachłysnęłam że zamgliło mi oczy, ale przynajmniej wiem napewno że zrobię wszsytko, że jak uda mi się mieć dzieci, że jak Bóg mi pomorze to będę miała właśnie tak, właśnie w ten sposób, właśnie taki dom.

już.

3 komentarzy

pierwsza w nocy, ja wciąż tutaj, popijając wywar z mango i nie chcę czuć jak soczewski odklejają mi się od rogówek, w tle leci Cohen, w pokoju obok jest spakowana torba do Pragi czeskiej, wziaść moje ukochane glany i kórtke skórzaną? ma być chłodno

już już, już leki działają, już nawet składam pocałunki na ustach Grzegorza z przyjemnością, już cieszę się na widok deszczu i mokrych szarych ulic, i ta niepewnośc o jutro w nieznanym mieście w nieznanym kraju, z nieznajomymi ludzmi mam nadzieje że znajdą się polscy turyści, młodzi i przyjemni i jakże potrzebni dla dwóch nieporadnych Polek.

i moje myśli są w zupelnie innym miejscu bo wystarczy nie siadać, trzeba być w ciągłym ruchu, i po co tyle krzyku mała, to wszystko przecież nieważne

Areosmith i Crazy

Wczoraj byłam w kinie, dostalismy zaproszenie na prezmiere, Pan i Pani Smith, taki bzdet z klasą, z przyjemnością, cieszyłam swoje oko bez zazdrości acz z marzeniami sennymi, jak połowa sali gdzie pod koniec, gdzie kolejny tekst w dobrym stylu wywołuje oklaski, a ja wpadam w radosny śmiech małego dziecka bo zobaczyło misia i serce wypełnia nieracjonalna radość

jak dobrze zobaczyć coś co odciąży umysł i niezobowiązuje do obliczeń, głowa nie boli a duch nie kaprysi, jak dobrze czasami popatrzeć jaki ten świat jest piękny i choć na pierwszy rzut oka tak skomplikowany, to jednak w rzeczywistości prosty, bo to wszystko jest przecież nieważne. jak dobrze czuć to rozluźnienie, te skrzydła beztroski. już mnie nic nie obchodzi, zastanawiam się tylko jal długo dane mi będzie cieszyć się tą dziecięcą przyjemnością, tym dziecięcym smakiem, dziecięcym odbiciem które choć potrzebuję jak powietrza tak często duszę w zarodku?

ratunek

1 komentarz

uciekam, uciekam co sił w nogach a jednak zachacza pazurami o końce mojej osoby, za moje uciekające nogi, za moje pięty. uciekam co sił a jednak nie mogę uciec. ratunku, patrzę w lustro znowu ciche cierpienie, cichy strach, aż nie moge uwierzyć, że to ja

poszłam ze złem na piwo, choć nie piję alkoholu ani nie pale papierosów, wzmagają apetyt, wzmagają złe rzeczy.

choć jem regularnie, choć wiem wszystko, wszystko co wiedzieć powinnam. rok terapii i dni takie jak dzisiaj, dni takie jak wczoraj, nie mogę czytać, nie mogę ryzoswać, nie mogę słuchać muzyki ani pisać, nie mogę myśleć, nie mogę stać, nie mogę nic bo jest ona mnie złapała za moje zszargane pięty, krępuje mi moje nogi i nie pozwala na uczcieczkę,
ratunku, patrzę w lustro znowu aż nie mogę uwierzyć, że to ja

siedzę u siebie w pokoju ciemno, siedzę na parapecie bokiem do otwartego okna na oścież, patrzę na przestrzeń za oknem, zieleń drzew, chłodny wiatr i mikroskopijne kropelki deszczu czuję na swojej twarzy, wiem że jeszcze jakiś czas temu ale nie już dziś, już nie wczoraj. anoreksja wraca ze wzmożoną siłą, długo spała a ja cieszyłam się, że nie chce mi się jeść bo przecież jest tak ciepło, i choć nie jem to nawet nie myśle o jedzeniu, głód narkotykowy, napięcie psychiczne, głód narkotykowy nie pozwala by normalnie korzystać z dnia.

myślę o lekach, myślę by wyjść z domu, pić nie mogę bo to tyle kalorii, palić nie mogę bo następnego dnia mam takie słabe płuca i tak ciężko złapać tlen gdy ćwiczę;

nie mam siły by ćwiczyć, nie mam w sobie energii życiowej, nie mam w sobie nic, tylko marzenia że choć już nie jestem chuda to chociaż wysportowana i pewna siebie, a zamiast tego mieśni nie mam bo nie mogę przełknąć mięsa choć trenuję resztą sił a pewność siebie przychodzi żadko, bo zjada ją anoreksja.

ratunku, myślę, ratunku, jestem bezsilna, bezbronna, znowu. choć chodziłam tak niedawno jak najsilniejsza kobieta, najszczęśliwsza anorekstyczka jaką nosiła w sobie warszawa, dziś nie mam nic, dziś tylko myślę ratunku i patrzę w lustro znowu az mogę uwierzyć, że to ja.

ciąza

2 komentarzy

nie siadaj, wystarczy być w ciągłym ruchu, jak pisał Miller a ja się go słucham, nie znam złego oblicza chwili bo nie mam chwili by się go doszukać, bo wstaję, bo oddycham, bo chodzę prawie biegnąć. idealnie, perfect fit, schudłam i chodzę po ulicy i myślę proszę, anorektyczka która dobrze wygląda i jej oczy nie są przygaszone, ma pełne biodra i paznokcie na nowy kolor, smieję się wyglądam jak narwana natolatka która chce być hardcore a ja bawię się wizerunkiem małego dziecka i niedoszłej kobiety, zespalając to z sobą i czyniąc z tego niezłą zabawę. nie interesuje mnie nic co złe a jak już zło przychodzi do niemal rzucam mu się w ramiona jak stara dobra znajoma, witaj jak leci ale wybacz mam zadania do wykonania, i nie mogę usiąść na kawę w tamtej spelunce za rogiem. ochodzę niespiesznym krokiem machając pomalowanymi paznokciami na pożegnanie, a co nie dotyczy mnie obarczone jest moim cynizmem jako formą wyzbycia się z cierpiętnicy za nieszczęścia tego świata. co za znieczulica ale nie mam sobie za złe.
złe? ciąża nie musi być czymś złym, ale w wieku 20dziestu lat ma swojego rodzaju zabarwienie negatywne, jako dodatkowy kłopot w samodzielnym wystartowaniu, z walącymi się bez tej ciąży studiami i nie znalezieniem swojego miejsca na świecie. bo czytam co moja znajoma mi pisze ze stoickim spokojem zadaję jej pytania o osobiste kwestie, a ona pisze z przekonaniem małego dziecka, że antykoncepcja na zasadzie dni płodnych i niepłodnych jest stuprocenstowa, bo ona się obserwuje. a dziś opóźnia jej się okres i potrzebuje pogadac, rozmawia ze mną a potem z kolegą byleby to z siebie wyrzucić. do lekarza mówię jej proszę Cię, tylko tak , tak się układał jej dzień i motywacja do poznania najgorszego spowodowały, że pójdzie dopiero w czwartek.

zastanawiam się nad determinacją ludzi którzy idą do łużka bez zabezpieczenia w dzisiejszych czasach, młodzi inteligentni ludzie, zachciewa się więc czemu nie. rozumiem, że poprawką do całokształtu jest to, że to stały związek z perspektywami na przyszłość, i że kobiety kiedyś to… i inne temu pierdoły. zalatuje mi tutaj dozą nieodpowiedzialności. odpowiedzialność to coś czego nie znam, a mimo to nie mogłabym współżyć: pomyśleć o tym, że ktoś mnie rozbiera, dotyka mojego ciała nie pytając o zgodę, nie pytając o nic. wyobrażam sobie jak patrzy na mnie a w jego oczach przelewa się lawa rządzy zaspokojenia zwierzęcych potrzeb, popęd seksualny który jest nie do zniesienia jak gód narkotykowy, trzęsące się ręce i nogi i rozgrzana skóra w dziwnych miejscach i te motywacje by się tej niesmacznej całości najszybciej pozbyć. myślę że nie dość, że jestem dotykana, nie dość, że ja też muszę ciałem dotknąć te partie ciała, na które nie mam ochoty, nie chce wcale tego i zostaję zmuszona bo tak trzeba. na koniec czeluści tego paskuctwa to najgorsze, czyli przybiega do mnie plugawe zwierzątko, podnosi swoją bezczelną głowę, jego zadaniem jest wkroczyć we mnie, w moje ciało, w moją znaną przezemnie ale nie znaną dla reszty świata wnętrznością, w moją kobietę, w moją własność. zwierzątko jest plugawe po stokroć i absolutnie bezpardonowe, pcha się, nie znosi prostestu bo to odebrałoby mu rację bytu, sens istnienia, pozbawiło całej energi życiowej. zwierzątko to jest nieokiełznane i dzikie, bo bez tego w doborze naturalnym zostanie wyeliminowane, rządzi się więc swoimi dzikimi prawami, rządzi się samo dla siebie i rządzi również mną bo wydaje wyrok i jest jednoczesnie wykonawcą. nie idzie na ustępstwa, głuche i zaślepione, bezmózgie, nie rozumie mojego cichego błagania, by mnie oszczędziło, by nie karało, by nie wskazywało na mnie w celu wyezgekwowania swojego prawa a poszło szukać szczęścia gdzie indziej, byle teraz nie podnosiło się w swoim jestestwie, byleby pozostało w spokoju bo i ja tego spokoju chce bo i ja go potrzebuje.

obrzydliwe, myślę, dzikie, zwierzęce, wynaturzone w naturze ludzkiej, w naturze mojej indywidualnej i naturze wewnątrzmiednicznej, kobiecej. wzbiera się we mnie obrzydzenie jak Grzegorz się mocniej wyleje na mnie swoim uczuciem poskładanego z potrzeb dotykania.

ale mówię nie, bo to tylko myśli, tylko wyimaginowane zło któremu zaraz pomacham na spierdalaj, i nie interesuje mnie ono bo mnie już teraz nie dotyczy, co za szczęscie, nie dotyczy.


  • RSS