zona blog

Twój nowy blog

bo to wazne.

1 komentarz

zeby sie w koncu zająć i zładować te moje skarby na dysk.

Brak komentarzy

moja wielka strefa zmroku

morula zyje.

2 komentarzy

nie, nie mogą mi zabrać

Brak komentarzy

co to bedzie, jak mi tego bloga zabiora.

-

www.morula.blog.pl

papa, kasiu.

oni

2 komentarzy

wiesz to jest spory dorobek. ja wiem, że ludzie nie chcą czytać długich notatek, ale są ludzie, którzy czytają książki po kilkaset, a nawet tysiące stron.

nie mam przyłożenia na to, czy jest to warte uwagi. czasem ktoś doczyta do końca, coś napisze od siebie. powie, że jest mi wdzięczny albo coś tam. nie wiem co to za ludzie, czy jak im się rzuci jakiś ochłap emocjonalny to oni pożrą go ze smakiem – nie wiem.

ci cho

Brak komentarzy

dzisiaj już spokój.

dzisiaj myślałam, że jestem przewrażliwiona na punkcie czyjegoś zawyżonego poczucia dumy.
mój ojciec, jebak. mam jakieś ograniczenia emocjonalne, których jeszcze nie rozumiem. zastanawiam się ile jeszcze przyjdzie odczuć, wrażeń, które mnie zaskoczą.
bycie ze mną nie będzie łątwe. obcowanie ze mną nie jest łatwe. życie moje nie jest łatwe (bo to samospełniająca się prognoza)

mogę mieć nadzieję, że nie spotka mnie nigdy to, co miałam.. innaczej: że nigdy nie będę już tak dożylnie reagowała na rzeczywistość. nie chcę tak reagować. takie reakcje są trudne do przełożenia tego na normalne funkcjonowanie dla siebie samej i dla otoczenia. dla siebie samej przedwszystkim.

dzisiaj myślałam, że jestem na nich obrażona. że znów wycieli mi numer. jak małe dziecko, które nie ufa rodzicom, nie słucha się ich, bo „oni wywyjają takie numery”. nie jestem DDA. ja jestem DA, które jest pełnoletnie.
chełbie się swoim wiekiem, ale czymś muszę. to ważne, aby mieć jakiś punkt zaczepienia.

bo ja od jakiegoś roku dopiero funkcjonuje wśród ludzi. to jest wychodzę na weekend. normalnie z nimi nie rozmawiam (wyolbrzymiam). dlaczego? bo żeby z nimi rozmawiać, muszę na czymś stać. ciężko rozmawia się wisząc w emocjonalnej próżni.

nie jestem głodna. umówmy się kasiu, że Ty wcale nie jesteś głodna.

nie chcę jeść. jedzenie jest straszne. nie chcę jeść. nie lubię jedzenia.

-

dzisiaj i wczoraj nie wymiotowałam. jesteście ze mnie dumni? ja z siebie tak.

-
jutro są próbne matury. dzisiaj postanowiłam odpocząć, usiadłam z książką. Granice naukowskiej. naukowska. Justyna i Elżbieta. i ten palant, zenon.

moje oczy zaszły mgłą. zamknęłam oczy, nie ważne że mam soczewski. odwróciłąm się do poduszki, do mojej wielkiej poduszki, ciepłej, skuliłam się w rogu łużka i zasnęłam. coś mi się śniło.

wcześniej śnili mi się mężczyźni. trzydziestoletni rockman, który wyjeżdza, i chce się ze mną przelizać, a ja czuję jego trzydziestoletnie ciało i zarost na twarzy.

potem snił mi się Paweł. moja jedyna energia życiowa, jaką dostałam, a która chyba uległa dewaluacji. myślę o nim cały czas. najpiękniejsze są sny. sny, kiedy wszystko się ziszcza, wszystko pachnie cudem. a mi cuda się zdarzają.

najpiekniejsze są sny o nim i to, że mogę zasypiać z jego obrazem pod powiekami. najpiękniejsze jest to, że odczuwam to, co odczuwam, jak tylko pojawi się wewnątrz mnie. mentalnie (nie odczuwam żadnego pociągu fizycznego). platoniczne zauroczenie. nic, pozostaje mi tylko płakać ze szczęścia, że mnie to spotkało.

1 komentarz

na czym polega życie rodzinne? w czym przejawia się posiadanie rodziców, gdzie jest się człowiekiem osiemnastoletnim? na czym polega śmiech młodszej córki wobec pijanego ojca, na czym polega moje uczucie ulgi, gdy pomyślę, że w pokoju obok śpi mój brat, śpi w ciągu dnia a pracuje w nocy, i teraz śpi i nie jest raczony widokiem obrzliwie roztrawionego ojca, który dalej umacza się w plugawstwie i nie zamierza przestać, skakającej wokół niego żony i zarazem matki, która albo cedzi przez zęby o kurwach albo wyżywa się na wszystkim co wpadnie jej w ręce.

jestem silna, wydawało mi się nawet, że jestem zdrowa. wydawało mi się, że teraz już będzie dobrze, skoro jesteśmy na dnie to teraz trzeba się tylko słuchać i podnosić.
teraz żygam (dzisiaj jeszcze nie), moje ciało gorączkuje, moje jelita siadają, nie chcę patrzeć na ludzi ani z nimi rozmawiać. czyli schemat się powiela.

jest mi nie dobrze. i znów nie mam pomysłu na drogę do wyjścia.

alkoholis

Brak komentarzy

kasia, gdzie jest wino musjące?
nie wiem, skąd mogę wiedzieć?
kasia, jesteś bezczelna. powiedz gdzie-jest-wino-musujące.
nie wiem.
dlaczego kłamiesz.
zaczyna krzyczeć
jakim prawem chowasz wino?
nie wiem kto schował wino
wychodzi.
innaczej postawię jej pytanie
kasia, kto schowal wino?
zapytaj się wina
słucham?
nie wiem, kto schował wino.

-
załatwiałam się w kiblu, kasia potrząśnięta za dwie godziny pójdzie po wodę do samochodu (pijany śmiech). kwadrans wcześniej wszedł do mojego pokoju i zaczął przedżeźniać siebie, bo powiedziałam że pujdę po wodę ale nie „chciałam wstać z miejsca od razu” – prowokowałam jak głupi nszczeniak, ale nie mogłam ulec jego krzykowi. pijanej zachciance wyrzycia się. poszedł do mnie i zaczął mnie szarpać. wpadłam do pokoju artura, który spał. odsypiał noc, odsypiał dwie niespane noce. wyszłam.

szarpnięta pójdzie za dwie godziny. nie będziesz mnie dotykał. krzyczę przez drzwi: nie pójdę.
prowokacja.
przyszedł, śmiejąc się wyłączył mi światło.
kasia, skończyły się tygodniówki.
idz i zarób sama
kasia, skończyły się tygodniówki.
mama siedzi w pokoju. lamentuje o złych dzieciach, złej córce. o nie dobrym świecie, że to my niszczymy wszystko. my, ja i artur.

-
pewne granice się zatarły. jesteśmy z nim na stadium wyższym. śmieje się innym śmiechem niż zawsze; jego śmiech tym razem jest pełen nieukrywanej słabości i zrezygnowania, a nie ukrywanej słabości i chęci zatarcia jej. śmieje się, mówi o psychologach, którzy wytłumaczyli mi, że on jest nie prawidłowy. powtarza zdania za każdym razem zaczynając od „kasia”. jego stosunek do mnie musi być więc wyjątkowo bolesny; jest totalnie pijany, a mimo to przebija przez jego sposób zachowania rozpaczliwa beznadziejność. beznadziejność: zawsze pił po to, by za jakiś czas na chwilę nie pić i dalej pracowac i zająć się marzeniami o budowaniu domów. teraz pije po to, żeby się upodlić. żeby srać pod siebie całą swoją istotą. żeby obrzucać nas tym gównem. a przede wszystkim matke – i mnie. chce ukarać za to wszystko, co zrobiłyśmy mu – za godziny pijanych kurew mojej matki i za ostatnie dwa, trzy lata mojej inwazyjnej polityki wobec nich obojga.

dzwoni dziadek. to były urodziny matki. nie ma urodzin matki, bo matka dzień wcześniej, nim wróciłam do domu, była już pod działaniem alkoholu.
Moja mama nie zrozumie, jeżeli powiem jej, że to wszystko przez przyzwolenie na picie alkoholu. że gdyby nie pili, to wszystko innaczej by wyglądało, bo relacje w obie strony miałyby zupełnie inny obraz. że gdyby poszli się leczyć, że pewne zależności zostałyby naprawione. wierzę, że byłyby.
gdybym teraz powiedziała, że to wina alkoholu, ojciec popłakałby się z pijackiego śmiechu, a matka zabroniłabymi – jak zawsze to czyni – wtrącania się w nie swoje sprawy, ingerowania w jej życie, tylko jej życie i jakim prawem,
mówiła mi, wtedy, w dzień urodzin, że jestem „córką” kto jak kto, ale że „córka powinna była zrozumieć” – pamiętam jak podbiegłam do niej, złapałam za jej ramiona, stała do mnie tyłem, krzyknęłam jej w głowę „przestań”, mój głos dostał jakiejś niesamowitej częstotliwości, ona nagle zrobiła się pozbawiona jakiegokolwiek spięcia, jej ciało było bezwładne i pijane.

przynajmniej w końcu była cisza.
nie miałam wyrzutów sumienia.

weszłam do mieszkania. pierwsze co słyszę to jego pijacki śmiech. ten sam. obraz tego, jak chodzi po mieszkaniu ledwo trzymając pion swojego ciała, w wygniecionej białej koszuli, ze skrawkami niej w majtach, które są wyciągnięte, z dziurą w tyle.
Kasia ma to co chciała – mówi, jak tylko zobaczył, że wróciłam ze szkoły. kasia chciała ojca alkoholika. no to ma co chciała, przykrywa się kocem.
teraz też nie mam. mówiąc mi, do nas wszystkich ale o mnie, że mam co chciałam zrzuca na mnie wine. nie wiem, czy wina faktycznie nie jest moja, czy zostaje mi jedynie „narzucona”, Artur się uśmiechał, po chwili wyszedł z domu trzaskając drzwiami – nie wiem dlaczego, byłam już u siebie i zdejmowałam kurtkę skórzaną.

bo zadzowni do matki i podetknie słuchawkę, aby mogła wiedzieć
tak, niech rodzice wykitują wcześniej

powiedział włąsnymi słowami: a chuj jebał kurwe.
nigdy sam tego nie mówił. zawsze ona mówiła, a teraz mówi on.
miał wyjść. wyszedł.
przyniósł wodkę.
zaczął prowokować:
-a mama siedziała sama..
(dlaczego musiałam siedziec z nimi, sama?)
-to największa krzydwa w życiu.

ale nikt go nie słuchał. usiadł nad kieliszkiem piwa. zwiesił głowę. jego głowa jest czerwona, i biała od siwizny włosów.
w końcu się położył.
to zupełnie co innego. wróćił z neimiec i nagle zaczął pić. coś w nim pękło – nie pierwszy raz, ale tym razem coś rozbiło się z mocnym zadraśnięciem w mięso ludzkie.
liczy na „dobre słowo”, że poprosimy go,
że nie będę już mówiła mu, że jest pijany, że śmierdzi, i żeby sobie poszedł.

a teraz coś ode mnie. od czterech dni wymiotowuję. codziennie raz. napycham się po szkole, choć godzinę wcześniej obiecywałam sobie, że to wczoraj robiłam po raz ostatni i dzisiaj już nie zrobię sobie krzywdy.
codziennie raz. słodkie. dużo. szybko.
woda gazowana i dopóty, dopóki do dna.

jest godzina 16:38. wiem gdzie w domu co do jedzenia leży. na razie nie mogę się uspokoić, ale jestem dobrej myśli.

muszę oduzależnić się od ojca. uzależnienie od ludzi. od rodziców. gdziekolwiek jestem te same myśli przyświęcają mi mój chód, jakby dostawiały do mojej skroni pijawki energii życiowych.
muszę się oduzależnić.


  • RSS